Sojowy gulasz, czyli tektura w sosie własnym

Nigdy nie przepadałam za nimi, ale czasem się skuszam, zwłaszcza, kiedy mam gości.

Namoczyłam kotlety sojowe we wrzątku (całe opakowanie) plus lubczyk, suszony czosnek, bazylia, sól, pieprz, majeranek i oregano. Następnego dnia pokroiłam i dodałam pomidorowego cosia. To nie był przecier, bo na przecierze pomidorowym było napisane 30% i nic więcej. W związku z tym nie wiedziałam, czym go wypchali. Jeśli nie ma kompletnego skladu – nie kupuję. Kupiłam w kartonie, chyba włoskiej produkcji, coś, co miało napisane – 100% pomidora w pomidorze . Oprócz tego pomidora miało jeszcze kwasek cytrynowy i zdaje się regulator kwasowości, za przeproszeniem. Zapomniałam, że mam w domu suszone pomidory i stąd ta cała zabawa. Udusiłam. Dorzuciłam zrumienioną cebulkę (całą). Ugotowałam makaron. odstępstwo od zakonu, że tak powiem, węglowodany pełnom gembom, ale człowiek to słaba istota …. Zrobiłam surówkę: resztka kapusty pekińskiej, pokrojony cały pęczek rzodkiewki, ciutę cebulki, sosik z awokado i cytryny. Mniam. Czy ja mówiłam, że lubię jeść? Kocham! Miało być na dwa dni, znikło po jednym.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s