Jak ja to robię

Znowu kłopoty z kręgosłupem. Musze przemyśleć i dostosować tryb życia do moich możliwości. Na kłopoty z kręgosłupem nałożyły się kiedyś kłopoty z kolanami. Zareagowałam: schudłam, zaczęłam ćwiczyć, zamieniłam samochód na rower, perpedes i komunikacje miejską. Wszystko się ułożyło dobrze.
Obecnie mam problemy ze stopami. Marsze z buta odpadają. Rower muszę uzdatnić, nabyć coś, co utrzyma mi stopę w odpowiednim miejscu, tak abym nie urażała podeszwy w jej środkowej części. Problem jest na podeszwie i rozwiązać go można jedynie operacyjnie, co nie oznacza że nie pojawi się ponownie. Jest to zjawisko rzadkie i przez medycynę nie przetrawione. Może jest na świecie ktoś kto wie co z tym zrobić, ale ja na tego kogoś nie trafiłam. Trafiłam za to na jedną z lepszych diagnostyczek (a może diagnostek?) w Polsce, odczekałam swoje, wyłożyłam kasę i mam wiedzę, przynajmniej podstawowe minimum. Myślę nad tym. Ponieważ potrzebny mi ruch – zaczęłam znowu intensywnie ćwiczyć, minimum trzy kwadranse, spróbuję ze dwa razy dziennie.
Zatem siedzę więcej w domu, rozmyślam, uronię łezkę nad przemijalnością świata, trochę się nad sobą porozczulam… przy okazji nabywam stosowną mądrość i dystans wobec wszystkiego, a zwłaszcza wobec nieuchronnej przemijalności. Zmieniam się, czas płynie, moja głowa siwieje, zapewne też łysieje, ale jeszcze nie tak bardzo, ja też się bardzo zmieniam. Na moją pięknie siwiejąca głowę znalazłam sposób, ale o tym kiedy indziej.
W związku z tym wolnym czasem i fruwającymi myślami, postanowiłam podzielić się swoim doświadczeniem w kwestiach lodówkowo kuchennych.

Co zmieniło się w moim życiu odkąd przeszłam na inną dietę? Bo zmieniło się dużo i drastycznie.

Kiedyś zawsze w domu miałam pieczywo, coś do niego typu: masło, dżem, ser, jakaś jarzyna – pomidor, czosnek, cebulka. Musialam mieć mąkę, makaron, ziemniaki, jarzyny, mięsa nigdy nie jadłam dużo, ale zawsze sery i jajka. Dużo piekłam i smażyłam, zawsze był olej i mąka. Siłą rzeczy używałam sporo płynu do mycia naczyń. Teraz jest co innego – obowiązkowo mam banany, zielone liście, soczewicę, kaszkę i cytrynę, jakiś sezonowy owoc. Kiedy mam w domu banany, cytrynę albo owoce, plus zielone liście – mam śniadanie albo kolację. Kiedy mam kaszę, jarzyny, jakieś strączkowe typu soczewica, groch czy fasola – mam w domu obiad albo kolację. To jest podstawa.

Zawsze jest kasza i jakiś groszek czy fasolka w słoiku w szafce. Muszą być w słoiku, bo u mnie szaleją mole kuchenne. Ostatnio bezdomne biedactwa złożyły swoje jajeczka chyba na suficie, bo tam maszerowały larwy. Często nieświadomie kupuję zakażoną kaszę, zamknięta w słoiku przez dłuższy czas zamienia się wielki molowy rezerwat, molowy Serengeti, dlatego staram się nie trzymać tego długo. Kupuje mało i szybko zużywam. Ale czasem dorwą się do jakiegoś zapomnianego zioła, czy nieschowanych przez zapomnienie rodzynek.

Zawsze mam jakieś pesteczki, przynajmniej nieocenione siemię lniane, często migdały albo orzechy. Pestki dyni wyjątkowo szybko zamieniają się we wspomniane Serengeti. To oznacza zapewne, że były traktowane mniejszą ilością środków chemicznych przy produkcji albo przechowywane dosyć swobodnie. Trzeba je szybko zjadać, zanim się zaludnią dziką zwierzyną.

Moja lodówka jest jak gęsta zielona i soczysta dżungla. Kiedy ją otwieram, prawie wypadają mi z niej natki i liście salaty, dzisiaj jest porządnie wypchana. Na ogół leży tam roszponka, szpinak czy jaka bądź sałata. One są miejsco-chłonne. Często jest koperek, pietruszka i dymka. Często stoi tam też jakaś otwarta butelka z wodą, wit.B12, D, lubiące chłód i ciemność oleje. Leży tam garść ziemniaczków, buraczków, marchewki, papryka, pomidory, melon, cebula. To wszystko, żeby było kolorowo, bo kolorowe życie jest najfajniejsze. Nie ma tam sera, masła, jajek ani wędlin. Dlatego kiedy jestem u wszystkożernych znajomych, na ogół nie mam co jeść, bo u nich najczęściej chleb, masło, wędliny, dżemy i sery. Z jadalnych rzeczy cebula i ziemniaki. Czasem jeszcze piwo. 🙂

Na blacie pod moim oknem piętrzą się w misce kiście przejrzałych pokropkowanych i brązowiejących przecenionych – tych najsmaczniejszych bananów i różne owoce. To wszystko znika szybko jak na taśmie produkcyjnej, a ja z wielkimi siatami śmigam ciągle ze sklepów

Mam ze dwa metry przypraw w malutkich buteleczkach i słoiczkach po przecierach pomidorowych. Stoją na piętrowej półeczce na ścianie. Chociaż najczęściej używam kilku ulubionych, to te dwa metry dają mi poczucie wolności. Jest się gdzie rozpędzić. 🙂

W mojej kuchni jest kolorowo, zielono, żółto, pomarańczowo. Więcej potrzebuje głębokich talerzy i misek niż płaskich, a małych prawie nie używam, chyba że coś na nich kładę w lodówce. Mam zawsze pod ręką moje ulubione potężne półlitrowe kubasy na szejki i zioła. Czasem fotografuje w nich moje szejki. Lubię pić lipę, miętę, czy zieloną herbatę, ale w ogromnych ilościach, tradycyjne kubeczki i szklanki są zbyt mizerne jak na moje potrzeby. Kiedy gościnnie jestem raczona szklanką herbaty, czuję się jakbym piła z naparstka. Cóż, jest taka szkoła picia herbaty, więc traktuję naparsteczki jak niezbędny rytuał.

Cukier trzcinowy leży schowany gdzieś głęboko w szafie – dla gości. Nie ma żadnej mąki. Prawie przestałam smażyć, resztki oleju stoją cierpliwie. Mam trochę oliwy i oleju do sałatek, pewnie kiedyś zużyję, chociażby do ciała. Płyn do mycia naczyń stoi i zamienia się w symbol, bo jeśli nie smażę i nie jem bardzo tłusto nie muszę go używać, wystarcza ciepła woda.

I tak to wygląda, a teraz lecę znowu poćwiczyć. Zrobiło się ciemno, nie pojadę na jam jazzowy, bom niesprawna dzisiaj. Poćwiczę sobie, a potem obejrzę film.

Moja kuchnia to moja wolność, nikt ani nic mi nie narzuci tu swoich obyczajów. Nowości starannie cenzuruję, marzą mi się ceramiczne noże, patelnie i szklane garnki, ale na to mnie jeszcze nie stać.
Tradycja załamana poszła sobie w siną dal. Moje dzieci, kiedy się pojawią próbują czasem w święta wyprodukować po wegańsku jakieś tradycyjne potrawy. OK, bigos wegański – jak najbardziej; pierogi – trudno jeśli trzeba; czerwony barszcz – działa; paszteciki z pieczarkami – hicior mojego syna – nooo.. niech będą; biała fasola – mniam; i nieśmiertelne, wybitne ale słodkie ciasta córki, ufff… powiedział mój brzuszek, a ozór się zaślinił.
Można? Można.

Advertisements

2 responses

  1. Czytam codziennie i Twój blog i FB, i podziwiam. Za całokształt. A propos użalania. Co jest ze stopami? Jestem zainteresowana bardzo, bo moja koleżanka ma taką dolegliwość od wiosny i nie mogę ją namówić na wizytę u lekarza.

    • Nie wiem czy to jest to samo. Moja dolegliwość jest rzadka. Podobno nikt nie wie skąd się to bierze, leczą to na dzien dzisiejszy tylko operacyjnie w przypadku gdyby nie dało się już chodzić. Nie gwarantują że nie odrośnie. Amen.
      Koleżanka zapewne boi się diagnozy. W razie czego służę namiarami na bezwzględnie jedną z lepszych w Polsce osób od takich diagnoz. Czeka się miesiąc albo dwa na wizytę i buli się nieco więcej niż normalnie, ale ma się prawie stuprocentową jasność. Byłam najpierw u prywatnego rzekomo dobrego specjalisty, który od razu niemalże chciał mnie położyć na stole u kolegi. Wyczułam parcie na mój portfel, śmierdziało na kilometr. Pan ufundowany mi przez NFZ zamknął pyszczek i nie był w stanie wydusić ani słowa. Nawet nie udawał że coś na ten temat wie, a obejrzał ustrojstwo pod USG i wczuł się w temat. Zatem warto nie tracić czasu i uderzyć do najlepszego specjalisty i nie warto czekać, czas działa na naszą niekorzyść. Polecam żelowe wkładki do butów. rewelacja. Do nabycia w sklepie ze sprzętem rehabilitacyjnym. Nie w każdym, ale w wielu.

      Na początku byłam nieźle nadwątlona psychicznie po tych wszystkich diagnozach. Być może dlatego się pochyliłam zdrowotnie i zaczęły się bóle kręgosłupa. Chodziłam jakiś czas z laską, kuśtykałam, nie chodziłam. Teraz jest w miarę normalnie ,ale mocno oszczędnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s