Czytam i piszę

Czytam sobie, i czytam, głównie w Interenecie. I nie wiem, czy to dlatego, że mnie te rzeczy interesują czy z innych powodów, ale coraz częściej napotykam na nowe rewelacje dotyczące zdrowotnych aspektów jedzenia. Znowu kolejny lekarz, który przekonał się do korzyści płynących z jedzenia roślin – dr Servan-Schreiber, neuropsychiatra. Dopadł go rak mózgu, medycyna nie dawała mu szans i wtedy zaczął szukać wyjścia samodzielnie. Znalazł. Zamiast przewidywanych dwóch, przeżył już 20 lat. Jest o tym książka pt „Antyrakowy styl życia”. Napisał w niej, że 80% nowotworów to efekt diety i stylu życia.

Myślę, że od zawsze tak było, że ludzie odnajdywali wspaniałe możliwości lecznicze roślin, a od niedawna jest tak, że o tym się coraz więcej mówi i pisze. Mówią dietetycy, lekarze i ludzie, którym to pomogło. Nie wiem dlaczego? Może z powodu kurczących się zasobów planety? Albo nadchodzi ta wielka przepowiadana przemiana cywilizacyjna? Może lobby mięsno-mleczne czuje się silne i puszcza to płazem? Albo choroby cywilizacyjne stały się już tak straszna epidemią, że trzeba coś z tym zrobić.

Cieszę się, że nie muszę jeść leków, że sprawdziłam na sobie jak wspaniale działa właściwe jedzeie. Usunęłam nadwrażliwość żołądka, schudłam i poratowałam kolana i kręgosłup. Lżej przechodzę menopauzę, właściwie nie mam już prawie wcale męczących objawów. Przestałam się przeziębiać, od czterech lat dopiero tej wiosny coś mnie dopadło. Nie mam migren i zapaleń oskrzeli. Grypy mnie omijają, zatrucia też. Dobrze śpię i jestem szczęśliwa. Jeszcze tylko poszukam sposobu na moje kopytka, które od maja nie działają jak należy i męczą kręgosłup, i będzie super-hiper-wspaniale.
A musicie wiedzieć, że całe życie byłam chodzących schorowanym zdechlakiem. byłam słaba fizycznie, wątła i ciągle coś mnie bolało. Teraz, jako rasowy, dbający o zdrowie weganin, ćwiczę – to mocno postawiło mnie na nogi.
Mam komfortowe poczucie, że nie dokładam swojej cegiełki do krzyku męczonych i zarzynanych zwierząt.

Od pięciu lat powoli przechodzę na zdrową wegańską dietę. Zaczęłam od odstawienia mięsa, potem nabiał, i kolejno cukier. Od zimy nie pobieram z otoczenia glutenu. Czasami zdarzają się nawroty, ale już nie do mięsa, czasem wchłonę coś z cukrem, mąką i być może z jajkiem albo mlekiem i serem? Wypadki chodzą po ludziach, zwlaszcza kiedy ci ludzie odwiedzają innych ludzi. Ostatnio z powodu kopytek nikogo nie wizytuję, więc mam jeden problem z głowy.

Zaczęłam po raz pierwszy 31 lat temu. Ćwiczyłam jogę, były upokarzające kartki na mięso, a  mój wegetariański eksperyment się nie udał. Odstawiłam samo mięso, nie miałam pojęcia o konieczności wyeliminowania mlecznych produktów i jajek. Nie miałam bladego pojęcia jak działa cukier i gluten. Pojawiła się nadżerka na żołądku i negatywne reakcje na surowizny. Po około 12 latach, kiedy dzieci szły do szkoły na moim stole pojawiło się, aczkolwiek w niewielkich ilościach, ale mięso. Nawiasem mówiąc, jedno z moich młodych nie znosiło jarzyn, koszmar. Poza tym presja otoczenia, zwłaszcza najbliższej rodziny, która  była dla mnie wielkim wsparciem w innych sprawach, była bardzo silna, poddałam się. Ponownie wróciłam do tematu po kolejnych 14 latach, zwłaszcza że dzieci mnie w tym wsparły swoją wielką wiedzą i zapałem. Zwłaszcza, że znajoma wyleczyła się dietą z przykrych sercowych i alergicznych dolegliwości. Gatunkowizm jeszcze dyszał mi nad głową. Kwestie etyczne ledwo ledwo się tliły.

Uff, gorąco coś ostatnio, ale odkąd schudłam, upał już tak mnie nie męczy.
Oby lato trwało jak najdłużej. Dla mnie może być wiecznie.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s