Ortoreksja czyli nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu – jak mawiają mądrzy ludzie

Noooo… fajny temat. Teraz tak: jesteśmy na diecie i co? Zdrowi? Humory dopisują? Wszystko gra? Czy aby na pewno?

Bo to już zostało sklasyfikowane! Jest coś takiego, jak ORTOREKSJA, czyli obsesja na punkcie zdrowego odżywiania.

Dr Rafał W. Wójciak pisze w tekście pt „Zaburzenia odżywiania”: „Ortoreksja lub ortorexia nervosa, jest terminem sformułowanym przez Stevena Bratmana (2000), opisującym rodzaj zaburzenia związanego z żywieniem, objawiającego się wzrastającym, obsesyjnym zainteresowaniem spożywaniem „zdrowej żywności”. W wielu przypadkach takie nadmierne zainteresowanie tym zagadnieniem może prowadzić do ekstremalnych fiksacji, których efektem jest głębokie niedożywienie, a nawet śmierć.
     Bratman termin ortoreksja sformułował w 1997 roku z greckich słów: „orthos”, znaczącego tyle co „właściwy”, „prawidłowy” oraz orexis – oznaczającego „apetyt”, „odżywianie”. Autor ortoreksję definiuje jako niezdrową obsesję (zaliczaną do zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych) zdrowego żywienia. Cierpiący może odczuwać lęk przed  żywnością przetworzoną, zawierającą tłuszcz, konserwanty i inne chemiczne dodatki, produktami pochodzenia zwierzęcego, lub innymi, które sam uważa za niezdrowe, przy czym definicja „zdrowej” i „niezdrowej” żywności nie pokrywa się ze współczesną wiedzą żywieniową, a wynika z subiektywnego przekonania ortorektyka. Brak „zdrowej” żywności uniemożliwia podmiotowi spożywanie żywności w ogóle. „

Pozatym: „Ortorexia nervosa charakteryzuje niepohamowana obsesję dotyczącą zdrowego odżywiania się, prowadzi do niskiej masy ciała, wychudzenia, znacznych niedoborów pokarmowych jakościowych i ilościowych oraz może być przyczyną śmierci głodowej. Ortorektycy wykazują specyficzne uczucia związane z żywnością. Są zdania, że żywność  konserwowana jest niebezpieczna i trująca, przetwarzana – nienaturalna, a żywność ekologiczna – zdrowa i naturalna. Pacjenci czują niepohamowane i niekontrolowane pożądanie jedzenia, gdy czują się zdenerwowani, podekscytowani, szczęśliwi lub winni. Analiza fizjologicznych, psychologicznych i socjokulturowych czynników inicjujących ortoreksje wskazuje na wpływ płci i wykształcenia w tym aspekcie. Częściej ortorektykami są mężczyźni oraz osoby o niskim poziomie wykształcenia (Bratman, 2000).”

Sama się nie wypowiadam, bo nie wiem o tym za wiele, więc dzisiaj tylko cytaty. W zasadzie ucieszyłam się po przeczytaniu, bo kocham jeść smaczne rzeczy, uwielbiam i kiedy coś za mną chodzi, a chodzi od czasu do czasu, kupuję sobie bardzo niezdrową smaczną rzecz i nie wykonuję żadnych egzorcyzmów przy jedzeniu, no może małe „apage satanas” i trzy splunięcia przez lewe ramię 😉 Ale niestety dzieje się to bardzo rzadko, głownie w zimie, kiedy brak słońca źle wpływa mi na psyche.

Jeszcze jeden cytat: „Ortorektyk może być wegetarianinem, weganinem, fanem diety doktora Dukana czy testerem wielu diet. Ortoreksja zaczyna się niewinnie: na początku chcemy po prostu zmienić swoje nawyki żywieniowe. Motywacją może być chęć zgubienia kilku kilogramów, oczyszczenie organizmu czy pozbycie się alergii pokarmowej. Z czasem jednak może się zdarzyć, że myślenie o tym, co i jak jemy, zaczyna dominować w naszym życiu.
(…)
– Doszedłem do stanu, w którym odżywiałem się tylko organicznymi, lokalnymi produktami. Byłem restrykcyjnym wegetarianinem. Każdy kęs żułem 50 razy. Jadłem zawsze w ciszy i starałem się wstawać od stołu z poczuciem niepełnego żołądka. Czułem wyższość nad ludźmi objadającymi się pizzą i czipsami. Miałem poczucie, że choć jedna dziedzina mojego życia znajduje się pod moją całkowitą kontrolą – mówi dr Bratman. – Zacząłem unikać kontaktów towarzyskich, restauracji, wyjazdów, chyba że mogłem zabrać ze sobą własne pożywienie. Tknęło mnie, że chyba coś jest ze mną nie tak, gdy opuściłem znajomych, bo awokado, które miałem w kuchni, właśnie osiągnęło odpowiedni stan dojrzałości.” (źródełko)

Hej, to zupełnie tak jak ja, muszę ze sobą wozić swoje jedzenie na wyjazdy, bo nie wszędzie można je kupić a to co dają dla człowieka na diecie jest niejadalne. Ciężkie jest życie weganina który chce unikać produktów wysoko-przetworzonych i glutenu. Dlatego nie jestem ortodoksem.  Ale jest nas coraz więcej i wymuszamy na handlowcach pewne ruchy, już nawet w małych miasteczkach w marketach pojawiają się działy z żywnością nieco inną niż tradycyjna.Małe sklepiki raczej obsługują typowego odbiorcę, więc nie ma tam po co wchodzić, chyba że do jarzynowego 🙂

Odwiedzanie mięsożerów jest ok, pod warunkiem że nie strzelają foszka, kiedy odmawiamy spożywania ichnich potraw, no i jeśli coś tam jest na ząb na stole  z opcji wegańskiej typu owoc czy sałatka bez wkładek (bo wszędzie  majonez, śmietana, ser albo mięso). Już niektórzy zaczynają robić zupy jarzynowe zamist jarzynowo mięsnych, bo załapali że to zdrowo i smacznie. Niektórzy zaczynają kojarzyć, że fajne jedzenie to nie tylko koniecznie mięso ale też pieczarki, placki, naleśniki, kopytka czy pierogi i że mogą się obyć bez jajek i śmietanki. Odrobina jajka mnie osobiście nie zabija, ostatnio łykałam w podróży placki ziemniaczane, dam sobie rękę uciąć, że wsadzili tam jajko, a drugą że było go bardzo niewiele, bo zawsze maksymalnie oszczędzają w tych ogólnych kuchniach ;))

Po większej ilości zwierzęcego białka choruję i to jest już poważna sprawa. Różnie ludzie reagują na niestrawne rzeczy. Moja znajoma miała zawsze dzień wyjęty z życiorysu, kiedy mamusia jej cichcem wrzuciła coś do jedzenia, a ona się nie zorientowała, przewód pokarmowy totalnie rozwalony przez 24 godziny. Biedna była, bo wegowała jako jedyna w rodzinie, a cała rodzina (małomiasteczkowe Kutno i Chicago) stosowała permanentną i uciążliwą presję. Ech, życie. Kiedy pierwszy raz wskoczyłam w wegetarianizm (wczesne lata osiemdziesiąte), tata mój zasugerował psychiatrę ;). Kiedy poszłam do cioci na imieniny na stole z wegetariańskich rzeczy były tylko ogóreczki, marynowane grzybki i chleb. Ciężko było. Nie wytrzymałam za długo, tylko 14 lat. Zresztą za dużo jadłam słodyczy i nabiału, bo moja wiedza nie była odpowiednia, stąd nie najlepiej to wszystko funkcjonowało. Ale teraz… sam raj. Świadomość społeczna bardzo się zmieniła  🙂

Reklamy

2 responses

  1. Bardzo potrzebny temat 🙂
    Właśnie w ostatnim numerze Zwierciadła pojawił się ciekawy artykuł na ten temat, co z resztą we fragmencie zostało tu przytoczone.
    Jak widać we wszystkim potrzebny jest umiar, bo i na zdrowie można umrzeć 🙂
    Pozdrawiam i gratuluję ciekawej strony. Z przyjemnością będę tu zaglądać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s