Wpis wykonany w zachwycie

Przez 20 lat życia nie mogłam jeść tego cuda. Pachniało mi na kilometr i przypominało zawsze czas, kiedy byłam na południu Francji i wsuwałam je w ilościach hurtowych przegryzając świeżutką, pachnąca bagietką. Sok upojnie trzaskał pomiędzy zębami, pachniało, a wszystko naokoło było obsypane bagietkowym śniegiem. Wspomnienia były jak piękny sen. Rzeczywistość skrzeczała.

Przyszedł czas tortur, wymiotów, bólu i nospy, którą zawsze nosiłam przy sobie. Wtedy dowiedziałam się jak wiele jest papryki we wszystkim co się produkuje, gotuje i podaje. Papryka jest wszechobecna, jest w mieszankach przyprawowych w minimalnych ilościach, w pieprzu ziołowym, we wszystkich prawie wegetariańskich potrawach, w tysiącach sałatek. Jedzenie na mieście było zawsze zagadką, a właściwie pewnością, stąd ta nospa w portfelu. Powoli zaczęłam nabywać wrażliwości na ostre przyprawy. Medycyna nie wiedziała, dlaczego. Helikobakter pylori zostało utłuczone, nadwrażliwość nie minęła. Aż… pewnego dnia, lekarz pierwszokontaktowy zasugerował, żebym przeszła na ryżyk z jarzynkami i przy tym pozostała do końca życia.

Wstępnie się na niego obraziłam. Tak jak wtedy, kiedy powiedział, że mam starcze zwyrodnienie stawów kolanowych i że to się nie cofa, co oznaczało w tamtym czasie utykanie, kwękanie, ból, niemożność pływania żabką, klękania, normalnego chodzenia po schodach. A guzik z pętelką. Nie zaakceptowałam wyroku. Miałam dopiero 50 lat. Schudłam, rozćwiczyłam bestię i minęło. Mogłam nie tylko klęczeć, ale i wbiegać bez bólu po schodach po trzy schodki. Zwiedziłam potem pieszo Londyn i Wilno. Nie było żadnego problemu z dwudziestokilometrowym przemarszem. Pokochałam letnie piesze powroty do domu (tylko godzina – półtorej spaceru). Wskoczyłam na bicykla. Wysłałam na biegun bóle kręgosłupa (przynajmniej tak mi się wtedy wydawało, bo jak się okazało czasem do mnie z tego bieguna zaglądają).

Więc po tym tekście o ryżyku z jarzynkami wstępnie się na niego obraziłam, po czym za miesiąc już byłam na wegańskiej diecie. Może nie była to dieta doskonale konsekwentna w tamtym czasie, ale była. I co? Po czterech miesiącach zjadłam moją pierwszą paprykę radując się znowu jej soczystością i aromatem. Bez nospy. Przy tym pozostałam. Zamieniłam mięso i mleczne na paprykę. Mogę od tamtej pory jeść wszystkie ostre przyprawy i świeży czosnek też. Nie żałuję, a fakt, że nie przyczyniam się do udręczania zwierząt i zapaskudzania środowiska w takim stopniu jak kiedyś, daje satysfakcję i dodaje lekkości ducha. Świat wygląda inaczej.

Piękna jest ta papryka.

papryka

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s