Byłam na słonecznym spacerze

Poszłam sobie na Starówkę. Miło było zobaczyć wiosenne tłumy ludzi, chociaż jeszcze zakutanych zimowo, ale już radosnych i zgłodniale chwytających słonko. Pachniało zapiekankami, kawą, kremem i goframi, dzieci bawiły się balonami, w kawiarenkach pod gołym niebem wszystkie stoliki były zajęte, a na środku pl. Zamkowego starszy pan grał na akordeonie piosenkę z Czterdziestolatka i jakieś nobliwe kościelne na zmianę.
I taki to był dzień.
Do autobusu, którym jechałam, wsiadło stareńkie małżeństwo. Ledwo się poruszali, nawet nie zajęli miejsca siedzącego, bo nie byli w stanie w czasie jazdy usiąść i się podnieść, więc woleli stać. I pomyślałam sobie: gdyby tak ich lekarz miał wiedzę, zasugerowałby jakieś rozsądne rozwiązania, żeby przynajmniej mniej cierpieli, nie tylko głupie proszki, które ich jeszcze podtruwają. Dlaczego lekarze nie troszczą się o dobro pacjentów i nie dokształcają się? Są autorytetami! Nikt takim ludziom nie pomaga! A ileż by było łatwiej im żyć, gdyby coś dla siebie robili więcej niż tylko łykanie piguł. Są skazani na cierpienie, a cierpienie odbiera godność i ogłupia. Każdy powie – starość. Przecież nawet moje dolegliwości byłyby koszmarnie cięższe, gdybym nie dbała o siebie. To wiadomo.

Tak niewiele trzeba.

Znam kilka stareńkich osób, które różnych rzeczy nie jedzą np. mięsa albo słodyczy i uważają, że są chore. Możliwe, że są. Ale też możliwe, że ich organizmy stanowczo powiedziały ‚nie’, a one na to zareagowały w sposób jak najbardziej mądry i troskliwy. Bo cukier krystaliczny i nadmiar zwierzęcego białka jest bardzo szkodliwy. Młodzi są silni, więc jakiś czas to potrwa zanim się skutecznie zatrują i załatwią na amen. Myślę też, że niektórzy mają silniejsze organizmy i nic ich długo nie weźmie. Badania i statystyki mówią jednym głosem – warzywa i owoce to zbawienie.

Niedawno wpadła do mnie koleżanka z mężem i opowiedziała, jak jej znajoma przerzuciła swoją mamę staruszkę na soki. Mama miała powykręcane ręce. Oczywiście nie wyprostowały się jej nagle od tych soczków i w końcu umarła tak, jak każda bardzo stara osoba, ale podobno widać było wielką poprawę samopoczucia i miała czyste jasne spojrzenie osoby przytomnej i zdrowej. Zdecydowanie mniej cierpiała.

Szkoda mi ludzi i nie wiem, jak im pomóc. Jedyne co mogę, to spokojnie opowiadać o tym i dawać przykład.

A co to za przykład?  Tak się zdrowo odżywiam od kilku lat i dopadło mnie coś czego każdy się boi, jak bardzo złego ducha. Jest na punkcie słowa „nowotwór” kompletny obłęd, schiza totalna. Zauważyłam, że kiedy to powiem, ludzie milkną i buzie im martwieją, to jest strach. Strach ubezwładnia. A przecież cukrzyca czy niedomagania kardiologiczne są tak samo zabójcze, a nadwaga to powolny spacer ku śmierci. Ba, idąc tym tropem… a życie? Czyż życie nie jest prostą i skuteczną drogą ku umieraniu? 😉 Swojego skarba nosiłam przynajmniej od 10 lat nie wiedząc jak się nazywa i że jest taki paskudny. W swoim mniemaniu byłam zdrową i normalnie aktywną osobą. Wiem, że był tak długo, bo mi ktoś robił akupresurę i wymacał małego groszka na podeszwie, zignorowałam jego obecność, bo mi nie przeszkadzał (dobrze zrobiłam, gdyby mi go wtedy wycięli, byłby już wiele razy większy). Ludzie często z różnymi rzeczami żyją i nawet o nich nie wiedzą. Kiedyś musiało wyskoczyć, w końcu trułam się całe życie całkiem regularnie, a zawsze byłam bardzo delikatnego zdrowia. Cieszyć się należy, że przechodzę to stosunkowo lekko, a nawet są momenty, że obrzmienie się zmniejsza (kiedy jest nieużywane, przetrzymane z odpowiednich wywarach, bądź zagłodzone dietą). Szkoda że tylko troszkę. Od roku zmniejsza się okresowo, a potem rośnie jeszcze bardziej niż było poprzednio. Póki co nie znalazłam sposobu, aby znikło całkiem. Znajdę. Przeprowadzę prawdziwą batalię.

Postanowienie: za rok mam zrobię biegającą rundę naokoło osiedla. Teraz ćwiczę codziennie w domu bardzo sumiennie i uczciwie na macie. Wypijam półtora litra soczku i zbieram kasę na wyciskarkę. Będzie dobrze.

Napisane jest:

„ćwicz dystans, bądź tkliwy
to co wydarza się dookoła
zazwyczaj jest na niby”

🙂

Reklamy

7 responses

  1. Hej, fajny blog ( dużo w nim pozytywnej energii) ,ja tez swoim przykładem chcę podpowiedzieć innym jak odnaleźć się w trudnej sytuacji. Zapraszam na mój blog poupadku.wordpress.com

    • Dzięki za dobre słowo, Twój blog widziałam, aż mnie dreszcze dopadły, kiedy zobaczyłam kolano na prześwietleniu.

      Parę lat temu wydobyłam się z okropnej kolanowej zapaści, lekarz powiedział mi, że moje zmiany w stawach kolanowych się nie cofną i do końca życia nie będę mogla normalnie chodzić, zwłaszcza po schodach…
      Kochana, teraz nawet na kolanach jestem w stanie chodzić, nic nie boli… a schody biorę po dwa schodki, tj brałam, bo teraz zadrwiły sobie ze mnie moje podeszwy i zrobiły sobie jazdę w stylu fibroma desmoides 😉
      Mam doświadczenie w pokonywaniu niemożliwego 🙂

        • moje motto na życie, z każdej niemocy można wycisnąć sporo mocy, nie dać się ponurym myślom i trzymać dystans. Polecam obejrzenie całego Żywota Briana. Dobrze się wpisuje w naszą rzeczywistość, jest uniwersalny, pomimo, że taki leciwy.

  2. Ludzie nie chcą słuchać, dalej wierzą tylko lekarzom. Mnie już nie chce się wkoło opowiadać,tłumaczyć, kłócić się. Dlatego też założyłam bloga. Kto będzie chciał to przeczyta i może komuś te wiadomości pomogą.
    Mam RZS , kolana też mi „siadały”. Udało się powstrzymać głodówkami i dietą dr Dąbrowskiej
    Życzę zdrowia 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s