Czereśnie – moja kolejna po truskawkach miłość

Kiedy byłam dzieckiem, mnóstwo czasu spędzałam na wielkich czereśniach dziadka i babci. Owoce były gorące od słonka, czerwone i białe, tak się o nich mówiło, bo ani nie były czerwone ani białe. Były nie pryskane, słodkie, wielkie i nie miały robaków. Robaki pojawiły się później w wielkich przemysłowych hodowlach, my ich nie znaliśmy. Naokoło bezkolizyjnie fruwały różne żarłoczne owady, osy i inne takie potwory. A my siedzieliśmy na wysokich gałęziach, kiwaliśmy się na wietrze, smażyliśmy się w słonku pomiędzy liśćmi i jedliśmy. To były ciepłe czerwcowo lipcowe dni.
Owoce były czyste, pyszne i ociekały sokiem, a my byliśmy zlepieni tym sokiem, oklejeni kurzem i zdartą korą. Takie oto mam wspomnienie z dzieciństwa. Nikt się o nas nie bał, że spadniemy poza babcią, która jednak za nami nie biegała i nie śledziła nas. Mieliśmy wymuszone zaufanie dorosłych i prawdziwą wolność.

Teraz o dzisiejszych czeresienkach – są w mojej kuchni dzięki Kooperatywie Spożywczej – żarcie organiczne, ekologiczne, bez pośredników, prosto od lokalnych producentów, pyszne; dowóz organizowany przez producentów, odbiór i rozliczenie siłami społecznymi. Cena – różnie, czasem średnio, czasem drogo, żyję w mieście i nie mam własnej ani po sąsiedzku grzędy.
To właśnie czeresienki z takiej dostawy, prawie prosto z drzewa, zebrane, następnego dnia przywiezione i od razu zjedzone.

czereśnie

Reklamy

2 responses

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s