Kurki, kureczki, kurczątka :)

Nagle mnie wzięło i kupiłam. Kocham kurki. Kiedyś jeździliśmy z namiotem na Mazury, koczowaliśmy na odludnym polu biwakowym i ciągle chodziliśmy na kurki. Były to czasy, kiedy w sklepach był tylko ocet i sól ładnie ułożone na długich pólkach. Chociaż w sezonie na ogórki octu też nie było. Kupienie chleba, tam na wsi, wymagało wielkiej wyprawy daleko i stania w długiej kolejce, podobnie było z innymi atrakcjami do tego chleba o papierze toaletowym już nie wspomnę. Kurki ratowały nam życie. Zawsze mogliśmy na nie liczyć i nie miały robaków. Mieszkały w pewnych stałych miejscach w lesie, które świetnie znaliśmy i nasze osobiste pola co parę dni zaścielały się nowymi rudymi kropeczkami. Oprócz kurek stosowaliśmy też podgrzybki, krasnale, borowiki i inne runo leśne, które było jadalne – jagody, poziomki, maliny, a nawet dziki szczaw.

Teraz udusiłam je teraz z mlekiem sojowym, rozdrobniona kapusta pekińską i odrobiną soku z cytryny na koniec. Obok klasyczne młode ziemniaczki z koperkiem i paroma kroplami oliwy ekstra virgin i klasyczna sałatka z pomidorków – szczypior, cebulka, pieprz, sól i ocet winny.

DSC01605

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s