Endywia

Mam na pobliskim bazarze stoisko, gdzie można kupić wszystko, a nawet więcej. Nie żałuję sobie przyjemności kiedy tam dotrę i nie poskramiam swoich żądzy. Po ostatnim wypadzie wróciłam między innymi z endywią wielką jak kosmos i ze sporym pęczkiem bazylii. I co zrobiłam? Ano popatrzcie tylko. Pesto już pożarłam, ale bazylii jeszcze nieco zostało.

W sałatce poniżej jest endywia, pomidor, dużo żółtej papryki, dymka i to wszystko polane dipem.
Skład dipu: nieco bazylii, ugotowana fasolka jaś z wodą z gotowania, 2 ząbki czosnku, cała cytryna, pieprz, sól, curry, kurkuma. Wszystko zmiksował mi blender na gładki sosik.

I zjadłam, chrupałam tą endywię okropnie długo, bo micha była pełna. Czułam się jak prawdziwy rasowy przeżuwacz, endywia jest nieco twardsza od zwykłej sałaty, ale urozmaiciła mi skutecznie moje kulinarne życie. Poza tym szczęki też czasem powinny potrenować 🙂

DSC02934

Reklamy

One response

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s