Klara napisała, a ja przekazuję dalej

Kopiuj wklej, za zgodą autorki:

„Ponieważ życzę wszystkim przede wszystkim zdrowia, a sądząc po Waszych wpisach, nie jest z nim najlepiej, postanowiłam skreślić na ten temat parę słów (a nawet wyszło mi więcej niż kilka).

Jestem do bólu racjonalna i nie wierzę w żadne czary mary, za to na szczęście dla siebie – choć pochodzę z rodziny uznającej tylko jeden jedyny słuszny punkt widzenia (własny) – chętnie eksperymentuję i zmieniam przyzwyczajenia.
Rodzina ta, zarówno moi tzw. wstępni, jak i ja oraz moi zstępni, jesteśmy chodzącą encyklopedią chorób autoimmunologicznych. Astma, alergie, Hashimoto, zanik chrząstek, celiakia, depresje – you name it. Od dziecka wiecznie mi coś dolegało, najpierw puchłam, potem mnie wysypywało, potem mnie katar zalewał, potem zaczęłam rzęzić, potem – ku swojej rozpaczy – zaczęłam być uczulona na zwierzęta. Na studiach dołączyło jelito spastyczne, po pierwszej ciąży zaczęły zanikać chrząstki kolanowe. Co ciekawe, wtedy też zupełnie odrzuciło mnie od mięsa, ale to były czasy praktycznie przed internetem, nie miałam pojęcia o diecie wegetariańskiej, lekarze kazali mi wpieprzać żelki i nóżki w galarecie na te cholerne stawy (i przyzwyczaić się do bólu) i po jakimś roku poddałam się. Potem zaatakowała depresja. Każdy lekarz, który mnie oglądał, sugerował, że coś jest nie tak z tarczycą, wysyłał mnie, żeby sobie zrobiła hormony tarczycowe, a że były w normie, leczono mnie nieskutecznie na zupełnie co innego.
Pierwszy cud nastąpił, kiedy karmiłam dziecko młodsze i odstawiłam mleko krowie. Wtedy minął problem zwany dotąd „jelitem spastycznym” – była to nietolerancja mleka.
Kolana niestety nie dawały za wygraną, nie mogłam wysiedzieć 15 minut w jednej pozycji, kucnąć, uklęknąć, ciężko wchodziło mi się po schodach, budziłam się w nocy z bólu (do którego, jak pamiętałam, miałam się przyzwyczaić). Depresje nawracały co 2-3 lata, koci kłak na czyimś swetrze powodował alergię, a kontakt z tym zwierzem face to face niekiedy wizytę na pogotowiu, tlen, kroplówkę i zastrzyk z hydrokortizonu.
W 2010 roku podjęłam kolejną próbę przejścia na wegetarianizm, teraz już z dużo większa wiedzą, świadomością, grupami wsparcia na fejsie itp. itd. Zastąpiłam też cukier ksylitolem. Problem z kolanami zniknął po 4 miesiącach. Bardzo zelżał też katar sienny i praktycznie przestałam chorować, czasem złapię jakiegoś wirusa przyniesionego przez dziecko ze szkoły, ale jest to krótkie i łagodne.
W zeszłym roku znów komuś nie podobała się moja tarczyca, ale tym razem zlecono mi usg i stwierdzono, że mam chorobę Hashimoto – tzn. mój organizm wytwarza przeciwciała przeciw tarczycy. Hormony jednak dalej były w normie i kazano mi się zgłosić, jak ich poziom znacząco spadnie. Ale kilka miesięcy temu zaczęłam się czuć jak pies. Zmęczenie, dół, irracjonalne ataki arktycznego zimna na zmianę z pustynnym gorącem, zaburzenia pamięci… Przypomniałam sobie o moim Hashimoto i zrobiłam badania, oczywiście TSH itp. w normie, moja tarczyca okazała się bardzo ambitna i, choć wygląda jak ser szwajcarski, pracuje za trzech, żeby utrzymać produkcję na wskazanym poziomie. Tym razem jednak coś mnie tknęło i postanowiłam na własną rękę zbadać też poziom przeciwciał tarczycowych. Można nie mieć ich wcale, jak jest ich powyżej 60, trzeba się sprawą zainteresować, a ja miałam ich… 1300. Wyniki badań naukowych, do których dotarłam (i lekarka, do której trafiłam), sugerowały dietę bezglutenową. Nie jest to dla mnie żadna rewolucja, bo córka ma celiakię, więc i tak gotuję bezglutenowo, ale przestałam jeść na mieście pierogi i drożdżówki, podjadać chleb itp. Przy okazji stwierdziłam, że już czas na dietę wegańską, która też jest przy tym schorzeniu wskazana, a która poza tym coraz bardziej wydawała mi się słuszna z etycznego punktu widzenia.
I teraz tak: jestem na tej diecie 2 miesiące. Jeszcze nie badałam przeciwciał, bo hajsu brak, ale czuję się znacznie lepiej, poza tym już po pierwszym miesiącu spałam bez problemu w jednym łóżku z psem, a ostatnio spędziłam dwa razy po 40 minut u sąsiadki, która ma 2 koty, i nawet nie kichnęłam. No, do cholery, że też przez 47 lat żaden lekarz, ani w Polsce, ani w Anglii, gdzie się intensywnie odczulałam, nawet się na ten temat nie zająknął, że jest związek między dietą a alergią na kota! To był tylko kolejny „ból”, do którego powinnam się była przyzwyczaić.

No i tak… Wiem, że zmiana nawyków żywieniowych, to jest potwornie trudna sprawa. Zdaję sobie sprawę, że jak ktoś je głównie na mieście, to jest ciężko (chociaż w Warszawie już coraz łatwiej), rozumiem, że jak ktoś nie lubi gotować, to ma pod górkę. Ale po pierwsze, żywność wegańska, to już nie są tylko jakieś mikrobiotyczne breje, jakie pamiętamy z l 90., a bezglutenowa to nie tylko chleby o konsystencji podeszwy i makaron stający w gardle. Spójrzcie tu: https://www.pinterest.com/search/pins/…
i spróbujcie się nie zaślinić.
Oczywiście dużo gotowej żywności veg i bezglut. to przetworzony syf i jeśli oprócz dobrostanu zwierząt miłe nam także nasze zdrowie i życie, to lepiej tego nie jeść, trzeba naprawdę zwracać uwagę, co się je, trzeba mieć w kuchni kilka produktów, o których nigdy wcześniej nie słyszeliście, trzeba czasem to i owo suplementować. Argument, że ktoś nie umie gotować, do mnie nie przemawia. Ja nie umiem prowadzić auta, bo zrobiłam prawo jazdy 27 lat temu i od tego czasu nie jeździłam, ale nie twierdzę, że to wrodzona przypadłość. Z czasem staje się to przyjemnością, a kuchnia veg i bezglut to zabawa jak u alchemika – wszędzie coś kiełkuje, moczy się, fermentuje i w ogóle jest super fun. Poza tym są miliony świetnych blogów, pękających w szwach od apetycznych przepisów. A jakie to pole dla wyobraźni!
W każdym razie, jeśli macie choroby tarczycy, stawów, jakieś dziwne bóle nie wiadomo skąd, depresje, stwardnienie rozsiane, historię Alzheimera w rodzinie, chorobę Addisona czy inne problemy z kortyzolem, łysienie plackowate itp. itd. – to przemyślcie swoją dietę.
Do końca stycznia jestem nomen omen ugotowana, ale jakby ktoś chciał przystąpić w lutym do programu, to mogę od 1.02 umieszczać na tocojajem.blogspot.com nowe przepisy, zasugeruję, co nabyć i w ogóle służę radą i pomocą, bo bez żadnej ściemy, decyzja o diecie zmieniła moje życie i mogę tylko żałować, że nie wiedziałam o tym wcześniej.
Amen.”

biad duży

(Foto moje)

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s