Wspomnienia świąteczne

Tym razem było bezjajkowo, nietradycyjnie, no chyba że fakt spotkania się z rodziną, wspólne spożywanie spożywki i wspólny spacer po lesie można uznać za tradycję.

Wegańska zupka pho. 4 godziny gotowania wywaru z jarzyn, do tego strączki groszku, sezam, papryka, zielona cebulka, liściasty seler, kiełki buraków, pieczone wędzone tofu itd

Do tego była klasyczna sałatka włoska, której zdjęcia nie umieszczę, było tu:

mojweganski.wordpress.com/2015/01/15/

i tu mojweganski.wordpress.com/2016/03/28/,

i tu mojweganski.wordpress.com/2015/12/25/.

Były różne pyszne chlebki opiekane w tosterze.

Na deser żadne tam serniczki czy mazurki, po prostu bardzo wiosenny tort (zamówiony u fachowców):

 

Koreczkowe przyjęcie

Napracowałam się i przygotowałam takie oto jedzonko. To był mały poczęstunek dla mięsożerców, których chciałam nieco skokietować moim weganizmem, pokazać, że bezmięsne jest smaczne i pożywne. Zrobiłam cztery talerze. Nie pytajcie, ile to trwało 😉

Wykorzystałam do nich wykałaczki, małe pomidorki, kolorową paprykę, oliwki, wegański żółty ser, wegańską szynkę, ostre i smaczne tofu z chili, chleb razowy, dymkę, liście bazylii z doniczki. Jak wyszło, to sami zobaczcie. Trochę nieostre te zdjęcia, ale nieco winka wypiłam i byłam nieco dysfunkcyjna, mam bardzo słabą głowę, ale szkoda mi było nie pokazać tego wyczynu. Kosztował mnie sporo pracy.

kor1

kor3

kor2

Obok malinki w syropie do herbatki i nieśmiertelne Oreo.

Włóczywszy się w kłębach smogu

Ostatnio chorowałam sporo. Okazało się, że za przybłędą wirusem pojawiła się nadwrażliwość na pyły zawieszone w powietrzu czyli smog. Albo być może było odwrotnie – wrażliwość na pyły poskutkowała aktywnością drobnoustrojów wszelakich. Skończyło się dwoma miesiącami męczącego „szczekania”. Efektem był zakup maski na twarz do wychodzenia na dwór. Do przeciwsmogowego celu użyłam półmaski budowlanej przeciwpyłowej z zaworkiem z certyfikatem FFP3 – firmy OXYLINE. Kosztowała śmieszne 3,99, więc kupiłam ich 10 sztuk na tzw „zaś”. Ale już widzę, że niewidzialna ręka rynku podwyższyła cenę 😉

Cytuję za opisem na Allegro:
„Lekka i prosta w obsłudze półmaska Oxyline FFP3, z zaworkiem wydechowych. Filtracja w półmasce opiera się na włókninie przyciągającej i zatrzymującej cząstki stałe.
Półmaska oferuje klasę ochrony na poziomie P3 (FFP 3), zabezpieczając przed pyłami, dymami i mgłami do 30 x NDS (tj. najwyższych dopuszczalnych stężeń). Wygodna, idealna do stosowania:
– w czasie występowania smogu, przemysł rolniczy, nietoksyczne pyły, kamieniołomy, cementownie, obróbka drewna, przemysł drzewny,
– wysokie zapylenie, opiłki metali, bawełna, siarka celuloza, ciężkie warunki.
Półmaska to wersja kopułkowa, wyposażona w dwie zakładane na głowę gumki podtrzymujące. Część twarzowa wykończona jest miękką tkaniną, dla większego komfortu użytkowania.
Kopułkowa konstrukcja półmaski zapewnia wygodę, półmaska jest natychmiast gotowa do użycia. Półmaski Oxyline są dostosowane do używania ze środkami ochrony wzroku (okulary, gogle robocze).”
O maskach filtrujących w klasie FFP3 jest również TU. 

Na poniższym zdjęciu mój skarb 🙂

polmaska

Oczywiście może to być również każda inna maska, z certyfikatem FFP3 lub z filtrem HEPA. Byleby prawdziwa i szczelna! Ta, którą tu pokazałam ma od wewnętrznej strony piankę naokoło i dzięki temu ładnie przylega do twarzy nawet w okolicy nosa i pod brodą. To jest bardzo ważne. Jak widać pod załączonym linkiem: https: link do wyszukiwarki z maskami FFP3, masek owych jest trochę i tylko wybierać, a cenowo te polskie nie zabijają tak jak ultra estetyczne HEPA z rzmask.pl. Jednak jak się zorientowałam z korespondencji, nie każda ma piankę naokoło i może się zdarzyć że będą odstawać – trzeba kupić jedną na próbę, nie 10 od razu.
Oznaczenie P3 również odpowiada standardom. Odpowiedni link do Allegro: http://allegro.pl/listing?string=ffp3%20maska&description=1&bmatch=base-relevance-floki-5-uni-1-3-1025
Jak widać, jest ich trochę i niedrogo. Pamiętajmy, że maski nie są wieczne i nie czekajmy, aż zaczną śmierdzieć smogiem. Wyrzucamy starą i zakładamy następną. Jak piszą producenci: „biały kolor pozwala zauważyć, kiedy maska jest zużyta i wymaga zastąpienia nową”

Moja śnieżnobiała maska z zielonym noskiem jest niesamowita, zatrzymuje nawet zapach perfum w autobusie (sprawdzam z ciekawości co jakiś czas uchylając ją lekko). Za każdym razem budzi mój zachwyt organoleptycznie stwierdzony fakt, jak przed wielkim dyskomfortem mnie chroni. Poza tym tak się składa niestety, że kiedy jej nie założę, odczuwam silną potrzebę kaszlenia na sucho z jednoczesnym przeszywającym bólem głowy po lewej albo obu stronach głowy. Do tego dochodzi silne drapanie w gardle, jak po ostrym przepaleniu się papierochami albo inszym stanie zapalnym. Pamiętam swoje imprezowe wyczyny z przed lat i wyglądało to podobnie… benzopiren? 😉

Mój organizm działa obecnie, jak niezawodne urządzenie do wykrywania zanieczyszczeń. Czasem muszę ją zakładać nawet u znajomych w mieszkaniu, a zdejmuję tylko do jedzenia i picia. Zdaniem mojego układu oddechowego w sklepach, autobusach i przychodniach jest tylko niewiele lepiej niż na dworze.

Poza tym, ponieważ spać się w masce raczej nie da (efekt duszenia się gwarantowany), nabyłam oczyszczacz powietrza do mieszkania. Boskość – chcę rzec, że nabyłam boskość. Wydaje się, że rozmowę na temat oczyszczaczy (i nawilżaczy) powietrza można zacząć na poziomie 1700 zł, a 2500 to już po prostu poemat. Obecnie czas oczekiwania na sprzęt wydłużył się z jednego dnia nawet do dwóch tygodni w niektórych przypadkach, co nie dziwi mnie wcale.

Cieszy, że niektóre stacje radiowe i telewizyjne zaczęły informować o poziomie zanieczyszczenia powietrza. Dla mnie najżyczliwsza jest aplikacja o Zanieczyszczeniu Powietrza pobrana na smartfon sygnalizująca poziomy ogłaszane na stronach Inspektoratów Ochrony Środowiska. Poza tym mamy: http://powietrze.zm.org.pl/ również pobierające informacje z Inspektoratów, gdzie pod zakładką PM 10 i PM 2,5 można odebrać komunikat w formie sugestywnie obrazkowej. Istotne strony Inspektoratów co jakiś czas ulegają modyfikacjom, więc nie podaję linku, bo za tydzień znowu będzie nieaktualny. Ktoś tam ciurkiem grzebie na stronie.

INFO DLA WARSZAWIAKÓW – NIE LICZCIE NA TO, ŻE MIASTO OGŁOSI STAN ALARMOWY WTEDY, KIEDY TRZEBA.
NA OGÓL OGŁASZA Z OPÓŹNIENIEM I NIESTETY NIEADEKWATNIE DO SYTUACJI (musieliby ogłaszać bez przerwy  i byłaby wtedy kompromitacja).

Zmagania moje z suchym kaszlem, drapaniem w gardle i smogiem zakończyłam zwycięsko, aczkolwiek uszczupliłam portfel i dzielnie lansuję chodzenie w masce napotykając na przedziwne reakcje ludu. O reakcjach ludu innym razem. Jeśli tylko się gapią, ujdzie wyżyć. Gorzej, kiedy trzeba podstawowe rzeczy tłumaczyć. To jest nudne. Powiem tylko na początek, że najbardziej otwarte na temat są starsze panie. Wiwat starsze panie!
A ja wreszcie mogę normalnie żyć, wychodzić z domu i wreszcie się wysypiam.

Na koniec prezentacja maski użytej kilka razy na zewnątrz i nieużywanej.

maski

Parę świątecznych atrakcji

Tacka

Tacka „mięs” – sejtan zrobiony domowym sposobem (absolutnie był przepyszny), smażone wędzone tofu i wędliny wegańskie

Wybitny pasztet z czerwonej soi, nasion słonecznika i warzyw.

Wyborny pasztet z czerwonej soczewicy, nasion słonecznika i warzyw.

Zdjęcie sałatki jarzynowej udało się zrobić w ostatniej chwili przed dezintegracją.

Zdjęcie sałatki jarzynowej ze 100% wegańskim majonezem udało się zrobić w ostatniej chwili przed dezintegracją.

Zupka tajska. Zrobił Michał, specjalista od zupek tajskich oraz sejtanu (powyżej foto)

Zupka tajska. Zrobił Michał, specjalista od zupek tajskich oraz sejtanu (powyżej foto)

Babeczki makowo cytrynowe i truskawkowe. Miały niebiański smak. To nowa tradycja Kajki, zamiast serników i makowców.

Babeczki makowo cytrynowe i malinowe. Miały niebiański smak. To nowa gwiazdkowa tradycja Kajki, zamiast serników i makowców. Mają mnóstwo gwiazdeczek.

Wszystkie zdjęcia zrobiła Kaja. Potrawy zrobiliśmy i zjedliśmy razem. Przepisy mogę później dodać, jeśli ktoś jest zainteresowany. Chociaż prawie wszystko już było, może poza babeczkami  i sejtanem.

W zasadzie nie na temat

Nie jest to temat kulinarny, ale tak mnie pobudził do działania, że nie mogłam się oprzeć przed rozreklamowaniem go. Ostatnio zaniemogłam po moich szalonych podróżach i nie bardzo miałam ochotę lecieć do sklepu po proszek do prania, a było co prać. Użyłam zatem octu, roślinnego mydełka w płynie do rąk, proszku do zmiękczania wody, boraksu, sody oczyszczonej i kilkunastu kropel olejku herbacianego jako składników naprędce sporządzonego proszku do prania. Zadziałało! A jak cudnie pachnie w pokoju, w którym rozwiesiłam pranie! Zatem już dzisiaj złożyłam zamówienie na inne składniki i moje pranie będzie pachniało tak, jak zechcę. Informacje pozyskałam stąd:
7 przepisów na proszki do prania

Pomijając fakt, że nie nasączamy odzieży czy pościeli masą zbędnych i drażniących chemicznych składników, koszt prania ekstremalnie tanieje (czterokrotnie!).

Okolicznościowa ilustracja fotograficzna.

II śniadanie reptiliańskie

Poczęstunek w porze II śniadania u Ani i Jarka.

Skład: drewniana jaszczurka, marchewka, sok z warzyw (w tym szpinak, cebula i marchew) oraz zupka dyniowa z pieczoną gruszką i świeżym aromatycznym rozmarynem. Zupka dyniowa zawierała oprócz ziemniaczka i kilku warzyw również czosnek, kolendrę, sól, pieprz, kurkumę, cynamon i imbir. Absolutnie mnie powaliła, i zupka, i żoliborski całokształt estetyczno klimatyczny.

ii-sniadanie

 

Wegańska kulinarna imprezka (skromna fotorelacja)

Imprezka była pt „gramy w Mafię” i graliśmy! Jak zwykle w takich razach wszyscy przynoszą swoje jedzenie, a gospod-arz/-yni robi coś ciepłego na ząb, herbatę i ofiarowuje miejscówkę, tudzież naczynia. Pełne i obolałe ze śmiechu brzuchy gwarantowane.

ur1

Cudowna jarzynowa zupka z brokułami zagęszczona mąką kukurydzianą.

 

ur9

Hummusy wszelakie, kupne i własne (plus ciasto ze śliwkami. które wdarło się na początek sesji zdjęciowej niepostrzeżenie 😉

 

ur8

Osobiście zrobione powidła ze śliwek, bez cukru, słodkie jak marzenie a przyprawione goździkami, chili, pieprzem, cynamonem i kardamonem (czysty obłęd, znikła jak duch)

 

ur7

Zupka wizualnie w formie konsumpcyjnej

 

ur3

To jest coś mega kalorycznego, ultra słodkiego i przepysznego: ciemna czekolada w kruchym cieście zapieczona w piekarniku.

 

ur4

Fast przekąski

 

ur2

Wegański tort z karobu i kawy (akurat ktoś z nas miał urodziny), zrobiony przez kolegę, który jest mistrzem wręcz. Przepisu nie podam, bo nie znam i na wszelki wypadek znać nie chcę 😉

Zdrowa długowieczność dr Shigeaki Hinohara z Japonii

Pan doktor mało je, a sporo pracuje. Sądzi, że energię czerpiemy z dobrego samopoczucia, a nie z pożywienia lub dużej ilości snu. Jego zdaniem nie ma sztywnych reguł dotyczących jedzenia kolacji lub godzin spędzonych na spanie. Uważa, że zwierzęta I terapia muzyką mogą pomóc o wiele bardziej niż lekarze sobie wyobrażają.

Wszyscy długowieczni ludzie, bez zważania na rasę, płeć lub narodowość, mają jedną wspólną cechę – nie mają nadwagi.

Resztę przeczytajcie tu: http://warsztatdobregoslowa.pl/103-letni-japonski-lekarz-wyjawia-sekret-swojej-dlugowiecznosci/

Zdjęcie Ayumi Sakamoto stąd http://www.ayumisakamoto.com/current/dr-hinohara-a-hundred-years-old-doctor

Post

Będąc świeżo po rozmowie z dietetyczką: doczytała w mądrych książkach, że ludzki organizm nie jest przystosowany do ciągłej podaży pełnowartościowego i wysokokalorycznego pożywienia. Wręcz przeciwnie – jest właśnie przystosowany do okresowego niedojadania i dlatego ona swoim pacjentom/klientom sugeruje raz w miesiącu okres niskokaloryczny (trzy dni? tydzień? do wyboru). Polega na jedzeniu warzyw (surowych i gotowanych) oraz owoców, oczywiście tych niskokalorycznych (dieta Dąbrowskiej się kłania). Organizm wtedy uruchamia swoje naturalne moce. Po prostu taka jest nasza natura, Stąd zapewne w wielu religiach (które, co by nie mówić, ongiś były jedyną wiedzą o świecie i naszym dobrostanie przekazywaną sobie ustnie przez pokolenia) zaleca się posty. Stąd z całą pewnością taka ilość chorób cywilizacyjnych w społeczeństwach dobrobytu, a taka mała w tych najbiedniejszych.

Teraz idealna pora. Bo w lecie łatwiej się znosi brak kalorii (ciepło i słońce). Do boju! 😀

Wielka kuchnia była moja

Najpierw poproszono mnie, żebym przy okazji zrobiła jedzenie dla jednego alergika i jednej osoby dbającej bardziej o zdrową dietę, ale wszyscy chcieli próbować i za drugim razem zrobiłam już dla wszystkich. Mięsożery nie bały się jakoś, że im zajęcze uszy wyrosną i  chętnie się zajadali, a ja się spełniałam jako misjonarka.

Niewielkie miałam możliwości, ale przyprawy do mięs rozwiązują wszystkie problemy 😉

plener2

To są jarzyny uduszone w minimalnej ilości wody z dużą ilością suszonego koperku i przyprawy do kurczaka. Dodałam też nieco kaszy jaglanej, groszek z puszki i izolat białka sojowego. Papryka też tam była jak widzę, i dymka.

 

plener3

Tak wyglądała kuchnia , w której działałam

 

plener4

I wielki gar na zupę

Weganka w podróży

Taki zgrabne, pojemne i szczelne pudełeczko i sałatka poleży nawet kilka godzin. Tu jest sałata, rzodkiewka, kasza jaglana, dymka i przyprawy. Jak widać na obrazku dopełniam jeszcze paprykarzem nabytym po drodze.

plener1

Teraz w czasie wędrówek można kupić różne potrzebne rzeczy. W Krakowie niestety w miejscu, w którym mieszkałam nie udało się, zapasy porobiłam na Dworcu. Chociaż nasionka i warzywa są wszędzie, gorzej z mlekiem roślinnym i hummusem czy pasztecikami sojowymi.

Podróżny mikserek idealnie zdał egzamin.

plener5