Frytkowo

Lekko podgotowałam na parze pokrojone w paski buraki. Potem wrzuciłam je do piekarnika posypawszy chili i pokropiwszy lekko olejem rzepakowym. Ilość i rodzaj oleju dowolny wg upodobań. Wrzuciłam na talerze, dokroiłam tofu, paprykę i ogórki. Posypałam solą i pieprzem. Udekorowałam rukolą. Bardzo lubię lekko wytrawny smak rukoli.

Wyglądało, jak góra kolorowych frytek.

Bo to była góra kolorowych frytek, część upieczona, część surowa. Można je robić ze wszystkiego w zasadzie: z ziemniaków, selera, marchewki czy pietruszki też. Surowe również wychodzą niezłe również z innych rzeczy – dużej białej rzodkwi, kalarepki czy cukinii.

Trzeba tylko pamiętać, że pieczone jarzyny bardzo maleją w piekarniku. Ze sporej górki zrobiła mi się bardzo średnia. To mnie zaskoczyło, bo nie spodziewałam się aż takich redukcji i mocno się gimnastykowałam, żeby zapełnić wszystkie cztery talerze – mój i moich gości.

drugie

Koreczkowe przyjęcie

Napracowałam się i przygotowałam takie oto jedzonko. To był mały poczęstunek dla mięsożerców, których chciałam nieco skokietować moim weganizmem, pokazać, że bezmięsne jest smaczne i pożywne. Zrobiłam cztery talerze. Nie pytajcie, ile to trwało 😉

Wykorzystałam do nich wykałaczki, małe pomidorki, kolorową paprykę, oliwki, wegański żółty ser, wegańską szynkę, ostre i smaczne tofu z chili, chleb razowy, dymkę, liście bazylii z doniczki. Jak wyszło, to sami zobaczcie. Trochę nieostre te zdjęcia, ale nieco winka wypiłam i byłam nieco dysfunkcyjna, mam bardzo słabą głowę, ale szkoda mi było nie pokazać tego wyczynu. Kosztował mnie sporo pracy.

kor1

kor3

kor2

Obok malinki w syropie do herbatki i nieśmiertelne Oreo.

Śniadanko na tłusty czwartek

Wiem, że niektórzy jedzą wegańskie pączki. Ja nie jem żadnych, po prostu są tłuste i słodkie. Nie lubię aż tak słodyczy.

Dzisiejszy dzień uczciłam tak:

To jest ugotowana kasza jaglana, zmiksowana na puch z dodatkiem mleka sojowego i odrobiny cukru. Polałam nią zamrożone truskawki i pokrojone w paseczki suszone morele. Na wierzch szczypta wiórków kokosowych.

To jest ugotowana kasza jaglana, zmiksowana na puch z dodatkiem mleka sojowego i odrobiny cukru. Polałam nią zamrożone truskawki i pokrojone w paseczki suszone morele. Na wierzch szczypta wiórków kokosowych.

 

Obiad z pary

Na zdjęciu poniżej pokrojone w kostkę i ugotowane na parze: połowa wielkiego patata, dwie marchewki i korzeń pietruszki, do tego posiekane pół kostki tofu  i zielona dymka. Całość posypałam czarną solą, obficie pieprzem cytrynowym i polałam zgęstniałym mlekiem sojowym (z puszki). Pycha. Polecam.

2017-02-22-14-17-26

Włóczywszy się w kłębach smogu

Ostatnio chorowałam sporo. Okazało się, że za przybłędą wirusem pojawiła się nadwrażliwość na pyły zawieszone w powietrzu czyli smog. Albo być może było odwrotnie – wrażliwość na pyły poskutkowała aktywnością drobnoustrojów wszelakich. Skończyło się dwoma miesiącami męczącego „szczekania”. Efektem był zakup maski na twarz do wychodzenia na dwór. Do przeciwsmogowego celu użyłam półmaski budowlanej przeciwpyłowej z zaworkiem z certyfikatem FFP3 – firmy OXYLINE. Kosztowała śmieszne 3,99, więc kupiłam ich 10 sztuk na tzw „zaś”. Ale już widzę, że niewidzialna ręka rynku podwyższyła cenę 😉

Cytuję za opisem na Allegro:
„Lekka i prosta w obsłudze półmaska Oxyline FFP3, z zaworkiem wydechowych. Filtracja w półmasce opiera się na włókninie przyciągającej i zatrzymującej cząstki stałe.
Półmaska oferuje klasę ochrony na poziomie P3 (FFP 3), zabezpieczając przed pyłami, dymami i mgłami do 30 x NDS (tj. najwyższych dopuszczalnych stężeń). Wygodna, idealna do stosowania:
– w czasie występowania smogu, przemysł rolniczy, nietoksyczne pyły, kamieniołomy, cementownie, obróbka drewna, przemysł drzewny,
– wysokie zapylenie, opiłki metali, bawełna, siarka celuloza, ciężkie warunki.
Półmaska to wersja kopułkowa, wyposażona w dwie zakładane na głowę gumki podtrzymujące. Część twarzowa wykończona jest miękką tkaniną, dla większego komfortu użytkowania.
Kopułkowa konstrukcja półmaski zapewnia wygodę, półmaska jest natychmiast gotowa do użycia. Półmaski Oxyline są dostosowane do używania ze środkami ochrony wzroku (okulary, gogle robocze).”
O maskach filtrujących w klasie FFP3 jest również TU. 

Na poniższym zdjęciu mój skarb 🙂

polmaska

Oczywiście może to być również każda inna maska, z certyfikatem FFP3 lub z filtrem HEPA. Byleby prawdziwa i szczelna! Ta, którą tu pokazałam ma od wewnętrznej strony piankę naokoło i dzięki temu ładnie przylega do twarzy nawet w okolicy nosa i pod brodą. To jest bardzo ważne. Jak widać pod załączonym linkiem: https: link do wyszukiwarki z maskami FFP3, masek owych jest trochę i tylko wybierać, a cenowo te polskie nie zabijają tak jak ultra estetyczne HEPA z rzmask.pl. Jednak jak się zorientowałam z korespondencji, nie każda ma piankę naokoło i może się zdarzyć że będą odstawać – trzeba kupić jedną na próbę, nie 10 od razu.
Oznaczenie P3 również odpowiada standardom. Odpowiedni link do Allegro: http://allegro.pl/listing?string=ffp3%20maska&description=1&bmatch=base-relevance-floki-5-uni-1-3-1025
Jak widać, jest ich trochę i niedrogo. Pamiętajmy, że maski nie są wieczne i nie czekajmy, aż zaczną śmierdzieć smogiem. Wyrzucamy starą i zakładamy następną. Jak piszą producenci: „biały kolor pozwala zauważyć, kiedy maska jest zużyta i wymaga zastąpienia nową”

Moja śnieżnobiała maska z zielonym noskiem jest niesamowita, zatrzymuje nawet zapach perfum w autobusie (sprawdzam z ciekawości co jakiś czas uchylając ją lekko). Za każdym razem budzi mój zachwyt organoleptycznie stwierdzony fakt, jak przed wielkim dyskomfortem mnie chroni. Poza tym tak się składa niestety, że kiedy jej nie założę, odczuwam silną potrzebę kaszlenia na sucho z jednoczesnym przeszywającym bólem głowy po lewej albo obu stronach głowy. Do tego dochodzi silne drapanie w gardle, jak po ostrym przepaleniu się papierochami albo inszym stanie zapalnym. Pamiętam swoje imprezowe wyczyny z przed lat i wyglądało to podobnie… benzopiren? 😉

Mój organizm działa obecnie, jak niezawodne urządzenie do wykrywania zanieczyszczeń. Czasem muszę ją zakładać nawet u znajomych w mieszkaniu, a zdejmuję tylko do jedzenia i picia. Zdaniem mojego układu oddechowego w sklepach, autobusach i przychodniach jest tylko niewiele lepiej niż na dworze.

Poza tym, ponieważ spać się w masce raczej nie da (efekt duszenia się gwarantowany), nabyłam oczyszczacz powietrza do mieszkania. Boskość – chcę rzec, że nabyłam boskość. Wydaje się, że rozmowę na temat oczyszczaczy (i nawilżaczy) powietrza można zacząć na poziomie 1700 zł, a 2500 to już po prostu poemat. Obecnie czas oczekiwania na sprzęt wydłużył się z jednego dnia nawet do dwóch tygodni w niektórych przypadkach, co nie dziwi mnie wcale.

Cieszy, że niektóre stacje radiowe i telewizyjne zaczęły informować o poziomie zanieczyszczenia powietrza. Dla mnie najżyczliwsza jest aplikacja o Zanieczyszczeniu Powietrza pobrana na smartfon sygnalizująca poziomy ogłaszane na stronach Inspektoratów Ochrony Środowiska. Poza tym mamy: http://powietrze.zm.org.pl/ również pobierające informacje z Inspektoratów, gdzie pod zakładką PM 10 i PM 2,5 można odebrać komunikat w formie sugestywnie obrazkowej. Istotne strony Inspektoratów co jakiś czas ulegają modyfikacjom, więc nie podaję linku, bo za tydzień znowu będzie nieaktualny. Ktoś tam ciurkiem grzebie na stronie.

INFO DLA WARSZAWIAKÓW – NIE LICZCIE NA TO, ŻE MIASTO OGŁOSI STAN ALARMOWY WTEDY, KIEDY TRZEBA.
NA OGÓL OGŁASZA Z OPÓŹNIENIEM I NIESTETY NIEADEKWATNIE DO SYTUACJI (musieliby ogłaszać bez przerwy  i byłaby wtedy kompromitacja).

Zmagania moje z suchym kaszlem, drapaniem w gardle i smogiem zakończyłam zwycięsko, aczkolwiek uszczupliłam portfel i dzielnie lansuję chodzenie w masce napotykając na przedziwne reakcje ludu. O reakcjach ludu innym razem. Jeśli tylko się gapią, ujdzie wyżyć. Gorzej, kiedy trzeba podstawowe rzeczy tłumaczyć. To jest nudne. Powiem tylko na początek, że najbardziej otwarte na temat są starsze panie. Wiwat starsze panie!
A ja wreszcie mogę normalnie żyć, wychodzić z domu i wreszcie się wysypiam.

Na koniec prezentacja maski użytej kilka razy na zewnątrz i nieużywanej.

maski

P+P czyli pora na pęczak

Jest to potrawa pełna środkowoeuropejskiej prostoty:
– kasza pęczak, wrzątek, sól, warzywko
– uduszony na wodzie por + łyżka mleka sojowego + odrobina oleju do smażenia + filiżanka soku pomidorowego + ostra papryka + warzywko + sól + pieprz

Całość smakowo ujmująca, aczkolwiek wyglądu raczej przaśnego.

2017-01-17-18-14-41

Pieróg dramatyczny

Moja koleżanka spełnia się w kuchni w nad wyraz wyrafinowany sposób. Co tam zwykłe jarzyny z pary. Pierogi!

Zainspirowawszy się, wzięłam ja zrobiłam kupkę mąki owsianej na blacie (innej nie miałam), zrobiłam w środku dziurkę – taki niby owsiany wulkan wyprodukowałam. I w ten wulkan nalałam wody, potem delikatnie wymieszałam, rozwałkowałam to walkiem i wyszedł placuszek. W ten oto placuszek włożyłam resztkę kapusty z pomidorami i cebulą onegdaj wyprodukowane.

Całość zwinęłam w duży pieróg i włożyłam do mocno rozgrzanego piekarnika.

Wyjęłam kiedy się pięknie zarumieniło. Popękał dramatycznie, więc ozdobiłam go przecierem pomidorowym i majonezem własnej produkcji.

Oto on: pieróg.

2017-01-17-18-15-37

Babeczki

Skład malinowych:
400 g mąki pszennej pełnoziarnistej drobno zmielonej (np firmy Lubella)
pół paczki proszku do pieczenia
pół paczki budyniu w proszku o smaku śmietankowym
pół szklanki wiórków kokosowych
cukier (pół – półtorej szklanki w zależności od upodobań)
białko sojowe – 60 g izolatu
mleko sojowe – tyle, żeby uzyskać odpowiednią mocną gęstość ciast
cukier waniliowy
mrożone maliny – szklanka do 300 g
lukier – cukier puder wymieszać z wodą, dać odrobinę, do lukru można dodać ozdoby (tu gwiazdeczki)

w02

Babeczki z makiem zamiast wiórków kokosowych, malin i mleka sojowego zawierają sok z połowy cytryny, wodę, pół szklanki maki i startą skórkę cytrynową.Lukier również zawiera sok i startą skórkę z cytryny.

Posypka w kształcie gwiazdek i serduszek jest wegańska z Lidla.

Babeczkowe zbliżenie, jakież piękne.

Wszystkie babeczki, ich egzystencja trwała tragicznie krótko.

Babeczki makowo cytrynowe i truskawkowe. Miały niebiański smak. To nowa tradycja Kajki, zamiast serników i makowców.

Babeczki makowo cytrynowe i malinowe

Jeszcze jeden niekulinarny kawałek

Było o proszkach do prania, teraz o ekologicznych płynach do płukania – też ważne. I proste niesłychanie:

1.

  • Ocet pół szklanki,
  • Soda 1,5 łyżeczki,
  • 10 kropel ulubionego olejku eterycznego 

Ocet mieszamy z sodą i olejkiem eterycznym. Taka porcja wystarczy nam na jedno pranie.

2.

  • 10 kropel ulubionego olejku eteryczny z apteki,
  • Kwasek cytrynowy 2,5 dużej łyżki, 
  • 100 ml letniej wody 
Kwasek rozpuszczamy w letniej wodzie, dodajemy ulubiony olejek eteryczny (nie jest to konieczne) i mamy gotowy domowy ekopłyn do płukania tkanin.
3.
  • kilka filiżanek grubej soli morskiej
  • 20-30 kropli olejków eterycznych, w jednym zapachu lub wymieszanych
  • pół szklanki sody oczyszczonej
  • pojemnik z pokrywką

W pojemniku mieszamy wszystkie składniki. Szczelnie zamykamy pojemnik. Do płukania używamy 2-3 łyżek.

4.

  • 220 ml wody
  • 40 g kwasku cytrynowego
  • kilka kropel olejku z drzewa herbacianego
  • pojemnik z pokrywką

Wszystkie składniki mieszamy w pojemniku. Do płukania używamy 2-3 łyżek.

5.

  • 1,5 litra wody
  • 0,5 litra octu
  • 200 ml odżywki do włosów
  • duży pojemnik z zakrętką

Do pojemnika wkładamy odżywkę i wlewamy połowę ciepłej wody. Dzięki uzyciu odżywki intensywnie wygładzającej pranie po wyschnięciu ma mało i to niewielkich zgnieceń oraz bardzo łatwo się prasuje. Dodatkowym atutem tej odżywki jest to, że jest ona stosunkowo tania.  Zakręcamy butelkę i intensywnie wstrząsamy w celu rozpuszczenia odżywki. Uzupełniamy pozostałą częścią wody i ponownie wstrząsamy. Gdy odżywka jest rozpuszczona dodajemy octu.

Źródło:

Parę świątecznych atrakcji

Tacka

Tacka „mięs” – sejtan zrobiony domowym sposobem (absolutnie był przepyszny), smażone wędzone tofu i wędliny wegańskie

Wybitny pasztet z czerwonej soi, nasion słonecznika i warzyw.

Wyborny pasztet z czerwonej soczewicy, nasion słonecznika i warzyw.

Zdjęcie sałatki jarzynowej udało się zrobić w ostatniej chwili przed dezintegracją.

Zdjęcie sałatki jarzynowej ze 100% wegańskim majonezem udało się zrobić w ostatniej chwili przed dezintegracją.

Zupka tajska. Zrobił Michał, specjalista od zupek tajskich oraz sejtanu (powyżej foto)

Zupka tajska. Zrobił Michał, specjalista od zupek tajskich oraz sejtanu (powyżej foto)

Babeczki makowo cytrynowe i truskawkowe. Miały niebiański smak. To nowa tradycja Kajki, zamiast serników i makowców.

Babeczki makowo cytrynowe i malinowe. Miały niebiański smak. To nowa gwiazdkowa tradycja Kajki, zamiast serników i makowców. Mają mnóstwo gwiazdeczek.

Wszystkie zdjęcia zrobiła Kaja. Potrawy zrobiliśmy i zjedliśmy razem. Przepisy mogę później dodać, jeśli ktoś jest zainteresowany. Chociaż prawie wszystko już było, może poza babeczkami  i sejtanem.

W zasadzie nie na temat

Nie jest to temat kulinarny, ale tak mnie pobudził do działania, że nie mogłam się oprzeć przed rozreklamowaniem go. Ostatnio zaniemogłam po moich szalonych podróżach i nie bardzo miałam ochotę lecieć do sklepu po proszek do prania, a było co prać. Użyłam zatem octu, roślinnego mydełka w płynie do rąk, proszku do zmiękczania wody, boraksu, sody oczyszczonej i kilkunastu kropel olejku herbacianego jako składników naprędce sporządzonego proszku do prania. Zadziałało! A jak cudnie pachnie w pokoju, w którym rozwiesiłam pranie! Zatem już dzisiaj złożyłam zamówienie na inne składniki i moje pranie będzie pachniało tak, jak zechcę. Informacje pozyskałam stąd:
7 przepisów na proszki do prania

Pomijając fakt, że nie nasączamy odzieży czy pościeli masą zbędnych i drażniących chemicznych składników, koszt prania ekstremalnie tanieje (czterokrotnie!).

Okolicznościowa ilustracja fotograficzna.

II śniadanie reptiliańskie

Poczęstunek w porze II śniadania u Ani i Jarka.

Skład: drewniana jaszczurka, marchewka, sok z warzyw (w tym szpinak, cebula i marchew) oraz zupka dyniowa z pieczoną gruszką i świeżym aromatycznym rozmarynem. Zupka dyniowa zawierała oprócz ziemniaczka i kilku warzyw również czosnek, kolendrę, sól, pieprz, kurkumę, cynamon i imbir. Absolutnie mnie powaliła, i zupka, i żoliborski całokształt estetyczno klimatyczny.

ii-sniadanie

 

Dlatego nie kupuję albo rzadko

Rzecz jest o składniku l-cysteina (E920). Niby drobiazg, ale warto wiedzieć. O mrożonym cieście też tu jest (Chiny nam zdecydowanie podpadły już niejeden raz).
Link do całości: O świeżym pieczywie z marketów

Z kolei tu mamy nieco o propionianie wapnia (E-282) przeciw pleśniom i sorbinianie potasu (E-202), który może wywołać reakcje alergiczne.
Poza tym „z oczywistych względów w reklamie pieczywa głęboko mrożonego pomija się informacje takie jak:
– faktyczne miejsce produkcji, które może być bardzo odległe (na przykład Rumunia dla pieczywa sprzedawanego we Włoszech Przeczytajcie: 25 proc. pieczywa w supermarketach to mrożonki z Rumunii)
– jakość i pochodzenie mąki
– zawartość błonnika i substancji odżywczych
– ilość i rodzaj przyspieszaczy, polepszaczy (stabilizatorów, barwników) i konserwantów
– dodatek oleju lub związków wiążących wodę
– data zamrożenia
– dane, iż ziarna zbóż w pieczywie typu „fitness” to często jedynie około 2%”
Całość tu: O świeżym ciepłym pieczywie z supermarketów

Dalej mamy taki tekst: „Sfotografowaliśmy ulotkę z opisem pieczywa oferowanego w Lidlu. Odczytaliśmy skład oferowanych produktów i przestaliśmy się dziwić, że sklep go ukrywa. Bo jeżeli zwykła bułka pszenna zawiera fosforan wapnia, diglicerydy, chlorek wapnia, emulgatory, stabilizatory, to już od samego czytania odechciewa się jeść. A jak sprawdzi się skład ciasta francuskiego nadziewanego kiełbasą, czyli hot doga, to dowiadujemy się, że oprócz mięsa zawiera ono mleczan, azotyn i benzosan sodu, sorbinian potasu, modyfikowaną skrobię ziemniaczaną, a także liczne enzymy, takie jak alfa amylazę, amyloglukozydazę, oksydazę itp., to chce się jak najdalej uciekać od takich smakołyków.
Źródło: Świeży chlebek z hipermarketu z głęboko mrożonego ciasta

I Jeszcze jedno źródełko do całości: Świeże pieczywo prosto z pieca w biedronce, lidlu i marketach

Smacznego