„A to feler, westchnął seler” – czyli o selerowej surówce słowo

Dawno nie robiłam. Więc poszalałam, wielka micha wyszła. Składniki:
– cały seler
– dwie niewielkie marchewki
– cztery jabłka
– cebula z dymką
– odrobina oliwy
– spora garść rukoli
– sok z jednej cytryny
– sól, pieprz cytrynowy

Zetrzeć na tarce z małymi oczkami (cienkie wiórki) i wymieszać. Wyszło dosyć sporo. Pozostałość przegryza się w lodówce.

Wspomnienia świąteczne

Tym razem było bezjajkowo, nietradycyjnie, no chyba że fakt spotkania się z rodziną, wspólne spożywanie spożywki i wspólny spacer po lesie można uznać za tradycję.

Wegańska zupka pho. 4 godziny gotowania wywaru z jarzyn, do tego strączki groszku, sezam, papryka, zielona cebulka, liściasty seler, kiełki buraków, pieczone wędzone tofu itd

Do tego była klasyczna sałatka włoska, której zdjęcia nie umieszczę, było tu:

mojweganski.wordpress.com/2015/01/15/

i tu mojweganski.wordpress.com/2016/03/28/,

i tu mojweganski.wordpress.com/2015/12/25/.

Były różne pyszne chlebki opiekane w tosterze.

Na deser żadne tam serniczki czy mazurki, po prostu bardzo wiosenny tort (zamówiony u fachowców):

 

Odkrywszy nową przyprawę

Nowa przyprawa zabarwiła rozgniecione tofu i dała dziwny papkowaty produkt, którą to papką udekorowałam snopek rukoli i makaron orkiszowy wstążki. Pycha. Przyprawa składała się z suszonych pomidorów, czosnku, pieprzu, soli… Nieoczekiwane spotkanie w pobliskim sklepie poskutkowało smacznym kulinarnym eksperymentem.

 

Testowanie beszamelowego sosu

Tym razem skusiłam się i nabyłam w sklepie sos beszamelowy produkcji VALSOYA o nazwie Condisoia Besciamella. Oto on:

Nie żałowałam, gdyby nie wrodzona powściągliwość, zjadłabym całość naraz. Wgryzłam się w nadcięty rożek kartoniku i …… ale się poskromiłam. Zdecydowałam przedłużyć przyjemność spożywania jeszcze na jutrzejszy dzień.

Potraktowałam tym gęstym, jak ser topiony, sosem jarzyny podgotowane na parze (te co zwykle: burak, marchew, ziemniak, batat, brokuł) oraz surowe: cebulka, rukola, kiszony ogórek. Bardzo interesująca odmiana.

2017-02-24-19-23-36

Frytkowo

Lekko podgotowałam na parze pokrojone w paski buraki. Potem wrzuciłam je do piekarnika posypawszy chili i pokropiwszy lekko olejem rzepakowym. Ilość i rodzaj oleju dowolny wg upodobań. Wrzuciłam na talerze, dokroiłam tofu, paprykę i ogórki. Posypałam solą i pieprzem. Udekorowałam rukolą. Bardzo lubię lekko wytrawny smak rukoli.

Wyglądało, jak góra kolorowych frytek.

Bo to była góra kolorowych frytek, część upieczona, część surowa. Można je robić ze wszystkiego w zasadzie: z ziemniaków, selera, marchewki czy pietruszki też. Surowe również wychodzą niezłe również z innych rzeczy – dużej białej rzodkwi, kalarepki czy cukinii.

Trzeba tylko pamiętać, że pieczone jarzyny bardzo maleją w piekarniku. Ze sporej górki zrobiła mi się bardzo średnia. To mnie zaskoczyło, bo nie spodziewałam się aż takich redukcji i mocno się gimnastykowałam, żeby zapełnić wszystkie cztery talerze – mój i moich gości.

drugie

Koreczkowe przyjęcie

Napracowałam się i przygotowałam takie oto jedzonko. To był mały poczęstunek dla mięsożerców, których chciałam nieco skokietować moim weganizmem, pokazać, że bezmięsne jest smaczne i pożywne. Zrobiłam cztery talerze. Nie pytajcie, ile to trwało 😉

Wykorzystałam do nich wykałaczki, małe pomidorki, kolorową paprykę, oliwki, wegański żółty ser, wegańską szynkę, ostre i smaczne tofu z chili, chleb razowy, dymkę, liście bazylii z doniczki. Jak wyszło, to sami zobaczcie. Trochę nieostre te zdjęcia, ale nieco winka wypiłam i byłam nieco dysfunkcyjna, mam bardzo słabą głowę, ale szkoda mi było nie pokazać tego wyczynu. Kosztował mnie sporo pracy.

kor1

kor3

kor2

Obok malinki w syropie do herbatki i nieśmiertelne Oreo.

Śniadanko na tłusty czwartek

Wiem, że niektórzy jedzą wegańskie pączki. Ja nie jem żadnych, po prostu są tłuste i słodkie. Nie lubię aż tak słodyczy.

Dzisiejszy dzień uczciłam tak:

To jest ugotowana kasza jaglana, zmiksowana na puch z dodatkiem mleka sojowego i odrobiny cukru. Polałam nią zamrożone truskawki i pokrojone w paseczki suszone morele. Na wierzch szczypta wiórków kokosowych.

To jest ugotowana kasza jaglana, zmiksowana na puch z dodatkiem mleka sojowego i odrobiny cukru. Polałam nią zamrożone truskawki i pokrojone w paseczki suszone morele. Na wierzch szczypta wiórków kokosowych.

 

Obiad z pary

Na zdjęciu poniżej pokrojone w kostkę i ugotowane na parze: połowa wielkiego patata, dwie marchewki i korzeń pietruszki, do tego posiekane pół kostki tofu  i zielona dymka. Całość posypałam czarną solą, obficie pieprzem cytrynowym i polałam zgęstniałym mlekiem sojowym (z puszki). Pycha. Polecam.

2017-02-22-14-17-26

Włóczywszy się w kłębach smogu

Ostatnio chorowałam sporo. Okazało się, że za przybłędą wirusem pojawiła się nadwrażliwość na pyły zawieszone w powietrzu czyli smog. Albo być może było odwrotnie – wrażliwość na pyły poskutkowała aktywnością drobnoustrojów wszelakich. Skończyło się dwoma miesiącami męczącego „szczekania”. Efektem był zakup maski na twarz do wychodzenia na dwór. Do przeciwsmogowego celu użyłam półmaski budowlanej przeciwpyłowej z zaworkiem z certyfikatem FFP3 – firmy OXYLINE. Kosztowała śmieszne 3,99, więc kupiłam ich 10 sztuk na tzw „zaś”. Ale już widzę, że niewidzialna ręka rynku podwyższyła cenę 😉

Cytuję za opisem na Allegro:
„Lekka i prosta w obsłudze półmaska Oxyline FFP3, z zaworkiem wydechowych. Filtracja w półmasce opiera się na włókninie przyciągającej i zatrzymującej cząstki stałe.
Półmaska oferuje klasę ochrony na poziomie P3 (FFP 3), zabezpieczając przed pyłami, dymami i mgłami do 30 x NDS (tj. najwyższych dopuszczalnych stężeń). Wygodna, idealna do stosowania:
– w czasie występowania smogu, przemysł rolniczy, nietoksyczne pyły, kamieniołomy, cementownie, obróbka drewna, przemysł drzewny,
– wysokie zapylenie, opiłki metali, bawełna, siarka celuloza, ciężkie warunki.
Półmaska to wersja kopułkowa, wyposażona w dwie zakładane na głowę gumki podtrzymujące. Część twarzowa wykończona jest miękką tkaniną, dla większego komfortu użytkowania.
Kopułkowa konstrukcja półmaski zapewnia wygodę, półmaska jest natychmiast gotowa do użycia. Półmaski Oxyline są dostosowane do używania ze środkami ochrony wzroku (okulary, gogle robocze).”
O maskach filtrujących w klasie FFP3 jest również TU. 

Na poniższym zdjęciu mój skarb 🙂

polmaska

Oczywiście może to być również każda inna maska, z certyfikatem FFP3 lub z filtrem HEPA. Byleby prawdziwa i szczelna! Ta, którą tu pokazałam ma od wewnętrznej strony piankę naokoło i dzięki temu ładnie przylega do twarzy nawet w okolicy nosa i pod brodą. To jest bardzo ważne. Jak widać pod załączonym linkiem: https: link do wyszukiwarki z maskami FFP3, masek owych jest trochę i tylko wybierać, a cenowo te polskie nie zabijają tak jak ultra estetyczne HEPA z rzmask.pl. Jednak jak się zorientowałam z korespondencji, nie każda ma piankę naokoło i może się zdarzyć że będą odstawać – trzeba kupić jedną na próbę, nie 10 od razu.
Oznaczenie P3 również odpowiada standardom. Odpowiedni link do Allegro: http://allegro.pl/listing?string=ffp3%20maska&description=1&bmatch=base-relevance-floki-5-uni-1-3-1025
Jak widać, jest ich trochę i niedrogo. Pamiętajmy, że maski nie są wieczne i nie czekajmy, aż zaczną śmierdzieć smogiem. Wyrzucamy starą i zakładamy następną. Jak piszą producenci: „biały kolor pozwala zauważyć, kiedy maska jest zużyta i wymaga zastąpienia nową”

Moja śnieżnobiała maska z zielonym noskiem jest niesamowita, zatrzymuje nawet zapach perfum w autobusie (sprawdzam z ciekawości co jakiś czas uchylając ją lekko). Za każdym razem budzi mój zachwyt organoleptycznie stwierdzony fakt, jak przed wielkim dyskomfortem mnie chroni. Poza tym tak się składa niestety, że kiedy jej nie założę, odczuwam silną potrzebę kaszlenia na sucho z jednoczesnym przeszywającym bólem głowy po lewej albo obu stronach głowy. Do tego dochodzi silne drapanie w gardle, jak po ostrym przepaleniu się papierochami albo inszym stanie zapalnym. Pamiętam swoje imprezowe wyczyny z przed lat i wyglądało to podobnie… benzopiren? 😉

Mój organizm działa obecnie, jak niezawodne urządzenie do wykrywania zanieczyszczeń. Czasem muszę ją zakładać nawet u znajomych w mieszkaniu, a zdejmuję tylko do jedzenia i picia. Zdaniem mojego układu oddechowego w sklepach, autobusach i przychodniach jest tylko niewiele lepiej niż na dworze.

Poza tym, ponieważ spać się w masce raczej nie da (efekt duszenia się gwarantowany), nabyłam oczyszczacz powietrza do mieszkania. Boskość – chcę rzec, że nabyłam boskość. Wydaje się, że rozmowę na temat oczyszczaczy (i nawilżaczy) powietrza można zacząć na poziomie 1700 zł, a 2500 to już po prostu poemat. Obecnie czas oczekiwania na sprzęt wydłużył się z jednego dnia nawet do dwóch tygodni w niektórych przypadkach, co nie dziwi mnie wcale.

Cieszy, że niektóre stacje radiowe i telewizyjne zaczęły informować o poziomie zanieczyszczenia powietrza. Dla mnie najżyczliwsza jest aplikacja o Zanieczyszczeniu Powietrza pobrana na smartfon sygnalizująca poziomy ogłaszane na stronach Inspektoratów Ochrony Środowiska. Poza tym mamy: http://powietrze.zm.org.pl/ również pobierające informacje z Inspektoratów, gdzie pod zakładką PM 10 i PM 2,5 można odebrać komunikat w formie sugestywnie obrazkowej. Istotne strony Inspektoratów co jakiś czas ulegają modyfikacjom, więc nie podaję linku, bo za tydzień znowu będzie nieaktualny. Ktoś tam ciurkiem grzebie na stronie.

INFO DLA WARSZAWIAKÓW – NIE LICZCIE NA TO, ŻE MIASTO OGŁOSI STAN ALARMOWY WTEDY, KIEDY TRZEBA.
NA OGÓL OGŁASZA Z OPÓŹNIENIEM I NIESTETY NIEADEKWATNIE DO SYTUACJI (musieliby ogłaszać bez przerwy  i byłaby wtedy kompromitacja).

Zmagania moje z suchym kaszlem, drapaniem w gardle i smogiem zakończyłam zwycięsko, aczkolwiek uszczupliłam portfel i dzielnie lansuję chodzenie w masce napotykając na przedziwne reakcje ludu. O reakcjach ludu innym razem. Jeśli tylko się gapią, ujdzie wyżyć. Gorzej, kiedy trzeba podstawowe rzeczy tłumaczyć. To jest nudne. Powiem tylko na początek, że najbardziej otwarte na temat są starsze panie. Wiwat starsze panie!
A ja wreszcie mogę normalnie żyć, wychodzić z domu i wreszcie się wysypiam.

Na koniec prezentacja maski użytej kilka razy na zewnątrz i nieużywanej.

maski

P+P czyli pora na pęczak

Jest to potrawa pełna środkowoeuropejskiej prostoty:
– kasza pęczak, wrzątek, sól, warzywko
– uduszony na wodzie por + łyżka mleka sojowego + odrobina oleju do smażenia + filiżanka soku pomidorowego + ostra papryka + warzywko + sól + pieprz

Całość smakowo ujmująca, aczkolwiek wyglądu raczej przaśnego.

2017-01-17-18-14-41