Zdrowa długowieczność dr Shigeaki Hinohara z Japonii

Pan doktor mało je, a sporo pracuje. Sądzi, że energię czerpiemy z dobrego samopoczucia, a nie z pożywienia lub dużej ilości snu. Jego zdaniem nie ma sztywnych reguł dotyczących jedzenia kolacji lub godzin spędzonych na spanie. Uważa, że zwierzęta I terapia muzyką mogą pomóc o wiele bardziej niż lekarze sobie wyobrażają.

Wszyscy długowieczni ludzie, bez zważania na rasę, płeć lub narodowość, mają jedną wspólną cechę – nie mają nadwagi.

Resztę przeczytajcie tu: http://warsztatdobregoslowa.pl/103-letni-japonski-lekarz-wyjawia-sekret-swojej-dlugowiecznosci/

Zdjęcie Ayumi Sakamoto stąd http://www.ayumisakamoto.com/current/dr-hinohara-a-hundred-years-old-doctor

Reklamy

O zdrowej długowieczności

Pod linkiem jest fragment książki o długowiecznych ludziach, o których opowiada film. To piękna książka. Czytajcie ją. Czytałam już o tym wielokrotnie a teraz okazało się, że ktoś zadał sobie trud zebrania informacji zusammen do kupy i opisania wszystkiego w książce

http://www.galaktyka.com.pl/product,,633,6.html

Fitness pod setkę

Zanim przystąpi do zajęć, musi odstawić balkonik. Nie tańczy i nie skacze, ale dzięki ćwiczeniom wciąż jest samodzielna i dobrze się czuje. 98-latka została instruktorką fitness.

Pani Hildegard Gigl skończy 99 lat w czerwcu. Pomimo sędziwego wieku, postanowiła poprowadzić zajęcia fitness w swoim domu opieki. Robi to od dziesięciu lat, po rezygnacji poprzedniej instruktorki.

– Starzeję się, ale nie staję się stara – mówi pani Gigl. Dodaje, że to ćwiczenia sprawiają, iż lepiej funkcjonuje. Poza tym, uważa to za dobrą zabawę, co jest ważne przy wysiłku fizycznym, bo trzeba mieć do niego motywację, wyjaśnia. Jej trzydziesto-minutowe zajęcia obejmują pompki przy ścianie, podnoszenie puszek z zupą, a nawet ćwiczenia wymowy. (…)”

Źródło: senior..pl

Patent na życie

„Analizując wraz z zespołem antropologów, demografów oraz epidemiologów życie stulatków ustaliłem kluczowe reguły pozwalające każdemu wydłużyć życie – mówi „Newsweekowi” Dan Buettner.”

Oto jego wnioski:

– Dawka naturalnego ruchu. Nie jakies niesamowite wyczyny sportowe ale aktywny fizyczne sposób życia (ogródek, spacery, umiarkowany sport)

– Uświadomienie sobie celu własnego istnienia przelicza się na dodatkowe siedem lat życia.

– Wrzucanie na luz. Ludzie dożywający setki mają coś, czego nam brakuje – sposoby na rozładowanie napięcia. I tak okinawianie poświęcają kilka chwil dziennie na wspominanie przodków, Adwentyści się modlą, a ikarianie fundują sobie popołudniową drzemkę.

– Zasada 80 procent. „Hara hachi bu” – tak brzmi konfucjańska mantra sprzed 2,5 tys. lat, która wypowiadana na Okinawie przed posiłkiem przypomina, że należy przestać jeść gdy żołądek jest wypełniony w 80 procentach. Najmniejszy posiłek spożywa się późnym popołudniem lub wczesnym wieczorem, a później już się nie podjada do końca dnia.

– Strączkowce. Fasola, groch, soja i soczewica to podstawa diety stulatków. Mięso (najczęściej wieprzowina) trafia na stół zaledwie kilka razy na miesiąc.

– Miłośnicy umiarkowanego picia żyją dłużej niż abstynenci. Cała sztuka polega na zatrzymaniu się na jednej-dwóch szklaneczkach dziennie, najlepiej w towarzystwie znajomych i przy jedzeniu.

– Wiara. Spośród 263 stulatków, z którymi rozmawiałem, zaledwie pięciu nie należało do żadnej wspólnoty religijnej. Wyznanie wydaje się nie mieć znaczenia. Badanie dowiodło jednak, że uczestnictwo w nabożeństwach cztery razy w miesiącu przedłuża życie o 4-14 lat.

– Bliscy są zawsze najważniejsi w życiu stulatków. Oznacza to towarzystwo starzejącego się pokolenia rodziców lub dziadków w domu lub jego pobliżu (co zmniejsza zapadalność na choroby również u dzieci). Ważne jest też zaangażowanie w związek w partnerem życiowym (co może oznaczać dodatkowe trzy lata życia) oraz inwestowanie czasu i miłości w dzieci (na stare lata chętniej zatroszczą się o ciebie).

– Stulatkowie otaczali się przyjaciółmi, którzy wspierali prozdrowotne zachowania. Z badań Framingham Studies wynika, że palenie, szczęście a nawet samotność są zaraźliwe. Jeśli trzej twoi najlepsi przyjaciele są otyli, o 50 proc. rosną szanse na to, że i ty się taki staniesz. Po prostu „Kto z kim przestaje, takim się staje”.

Jeszcze wiele innych ciekawych rzeczy jest w tym artykule, zapraszam: http://stylzycia.newsweek.pl

Co nam skraca życie?

Z onetu wypatrzone:

1. Siedzący tryb pracy (szcze­gól­nie zła wia­do­mość dla pra­cow­ni­ków biu­ro­wych)
2. Niekorzystna ilość snu (zbyt duża tez szkodzi, podobno 8 godzin na dobę jest idealnie)
3. Wpatrywanie się w monitor (wię­cej niż czte­ry go­dzi­ny dzien­nie przed ekra­nem)
4. Brak poczucie humoru
5. Długie dojazdy do pracy – stanie w korkach (zabiera czas który moglibyśmy przeznaczyć na inne rzeczy)
6. Długotrwały stres
7. Brak seksu (masturbacji też)
8. Złe nawyki żywieniowe (prze­two­rzo­na żyw­no­ści, zbyt duża ilość czer­wo­ne­go mięsa, za mało świe­żych owo­ców i wa­rzyw)
9. Izolacja i samotność
Źródło

Ludzie zapominają umrzeć…

Czas nastał ponury i na ten moment nadzieja na ciepłe słonko tylko w liniach lotniczych. Zatem wpis optymistyczny dedykuję wszystkim potrzebującym. Otrzymałam go z pocztą zdrowia (https://www.pocztazdrowia.pl/)

Wyspa, na której ludzie zapominają umrzeć

(…) Artykuł ten opisywał historię pochodzącego z Grecji weterana drugiej wojny światowej, Stamatisa Moraitisa, który po zakończeniu wojny wyjechał do USA.

Przyjął on amerykański styl życia, miał troje dzieci, dom na Florydzie i dwa samochody, lecz w 1976 roku dowiedział się, że ma raka płuc. Diagnozę potwierdziło dziewięciu lekarzy, którzy dawali mu dziewięć miesięcy życia. Stamatis Moraitis miał wtedy 62 lata.

Zdecydował, że wróci na wyspę, na której się urodził, czyli położoną na Morzu Egejskim Ikarię, aby spocząć wśród swoich przodków na zacienionym cmentarzu nad morzem. Zamieszkał w chacie bielonej wapnem, pośrodku hektarowej winnicy położonej na wzgórzu na północno-wschodnim wybrzeżu Ikarii i czekał na śmierć…

Czekał na śmierć, a potem…

Początkowo – pod opieką matki i żony – spędzał całe dnie w łóżku. Jednak wkrótce na nowo odkrył wiarę swojego dzieciństwa – jego dziadek był prawosławnym księdzem – i każdego niedzielnego poranka wędrował do położonej na szczycie wzgórza prawosławnej kapliczki.

Kiedy przyjaciele dowiedzieli się o jego powrocie, zaczęli odwiedzać go każdego popołudnia. Rozmawiali godzinami, nieodmiennie wypijając jedną czy dwie butelki miejscowego wina. „Umrę szczęśliwy” – myślał Stamatis.

Jednakże w ciągu kilku kolejnych miesięcy stało się coś dziwnego. Stamatis poczuł, że wracają mu siły. Pewnego dnia czuł się na tyle dobrze, że nawet zasadził nieco warzyw w ogrodzie. Nie miał planów zbierać ich sam – uszczęśliwiało go samo przebywanie na słońcu i wdychanie nadmorskiego powietrza, a także to, że jego żonę będą mogły cieszyć warzywa, kiedy go już nie będzie.

Minęło pół roku. Stamatis Moraitis ciągle żył i był coraz dalszy od agonii. Powiększył ogródek, a czując, że wracają mu siły, zabrał się za oczyszczanie winnicy. Coraz lepiej dostosowywał się do rytmu życia na małej wyspie. Wstawał rano wtedy, kiedy miał na to ochotę, wczesnym popołudniem szedł do winnicy, potem jadł dobry obiad i udawał się na sjestę. Wieczorem chadzał do pobliskiej tawerny, w której grał w domino aż do późnej nocy.

Mijały lata. Zdrowie Stamatisa stale się poprawiało. Do domu swoich rodziców dobudował kilka pokoi. Jego winnica przynosiła 1500 litrów wina rocznie. W 2012 roku, w chwili tworzenia wspomnianego artykułu, czyli 35 lat później, miał 97 lat (zgodnie z oficjalnymi dokumentami, których wiarygodność podważa, ponieważ jego zdaniem miał 102 lata) i nie chorował już na raka. Nigdy nie skorzystał z chemioterapii i nie brał żadnych leków. Wyjechał jedynie na Ikarię.

Czy ten przypadek jest reprezentatywny?

Historię Stamatisa Moraitisa i Ikarii rozpowszechnił członek towarzystwa National Geographic Society (wydawcy słynnego czasopisma National Geographic), specjalizujący się w opisywaniu długowiecznych populacji na całym świecie.

We wszystkich tego rodzaju cudownych historiach przedstawiano przede wszystkim mieszkańców doliny Vilabamba w Ekwadorze, Buruszów zamieszkujących północny Pakistan oraz górali z Kaukazu i Gruzji, których spodziewana średnia długość życia wynosiła sto lat. Mit ten wziął się stąd, że ludzie ci nie znali swojego dokładnego wieku, a podróżnicy – często w dobrej wierze – nieco podkolorowywali fakty.

Jednakże obecnie wiemy, że najdłużej żyjące kobiety na świecie mieszkają na japońskiej wyspie Okinawa. Jeśli zaś chodzi o mężczyzn, to najdłużej żyją mieszkańcy prowincji Nuoro na Sardynii, w której mieszka najwięcej stulatków.

Na półwyspie Nicoya w Kostaryce odkryto populację liczącą 100 000 osób, w której śmiertelność osób w średnim wieku jest jedną z najniższych na świecie. Z kolei w Kalifornii w mieście Loma Linda mieszkają adwentyści dnia siódmego (odłam chrześcijaństwa), których średnia długość życia przekracza średnią oczekiwaną długość życia pozostałych Amerykanów o dziesięć lat.

Belgijski demograf, Michel Poulain, stwierdził podczas badań prowadzonych przez Uniwersytet Ateński, że mieszkańcy Ikarii dwa i pół razy częściej niż Amerykanie dożywali wieku 90 lat.

Zwłaszcza mężczyźni mają cztery razy większe szanse dożycia dziewięćdziesiątki niż Amerykanie i zazwyczaj w lepszym zdrowiu. A co więcej, na raka lub choroby układu krążenia umierają od ośmiu do dziesięciu lat później, rzadziej chorują na depresję, a procent chorych na demencję starczą wynosi jedną czwartą wartości tego wskaźnika w Ameryce!

Tajemnice Ikarii

Według doktora Leriadisa, który mieszka na Ikarii i opiekuje się jej mieszkańcami, ich dobre zdrowie wynika przede wszystkim z prowadzonego trybu życia i doskonałych relacji międzyludzkich, ale przysłużyło mu się również stosowanie specjalnej ziołowej „herbatki górskiej”. Przygotowuje się ją z suszonych ziół rosnących na wyspie i podaje z cytryną na koniec dnia. Jest mieszanką dzikiego majeranku, szałwii, rozmarynu, piołunu, liści mniszka i mięty.

Dr Ionna Chinou, profesor farmacji Uniwersytetu Ateńskiego i jeden z najlepszych europejskich ekspertów w dziedzinie właściwości bioaktywnych roślin, potwierdza, że dzika mięta pomaga zwalczać zapalenie dziąseł i łagodzi problemy żołądkowo-jelitowe. Rozmaryn stosuje się w leczeniu podagry. Piołun poprawia krążenie. Ta herbata jest ważnym źródłem polifenoli, czyli silnych przeciwutleniaczy. Większość z tych roślin ma działanie lekko moczopędne, co z kolei obniża ciśnienie krwi.

Również miód uznawany jest za panaceum. „Niektórych z dostępnych tutaj rodzajów miodu nie można znaleźć nigdzie indziej na świecie” – mówi dr Leriadis. „Używa się ich do leczenia wszelkich dolegliwości, od skaleczeń po kaca, w tym także grypy. Osoby w podeszłym wieku rozpoczynają dzień od łyżeczki miodu, którą zażywają jak lekarstwo.”

Podstawy diety mieszkańców Ikarii

Śniadanie mieszkańców Ikarii składa się z koziego mleka, wina, naparu z szałwii lub kawy, chleba i miodu. Na obiad jedzą niemal zawsze soczewicę lub fasolę, ziemniaki, sałatkę z mniszka, kopru i rośliny podobnej do szpinaku i nazywanej „horta”, a także sezonowe warzywa – a wszystko podane z oliwą z oliwek. Na kolację jada się chleb popijany kozim mlekiem. Na Boże Narodzenie i Wielkanoc każda rodzina urządza świniobicie, a boczek zjada po trochu podczas kolejnych miesięcy.

Warto odnotować, że kozie mleko zawiera tryptofan, aminokwas będący prekursorem serotoniny, hormonu dobrego samopoczucia.

Dr Christina Chrysohou, kardiolog z wydziału medycyny Uniwersytetu Ateńskiego przeanalizowała dietę 673 mieszkańców Ikarii i doszła do wniosku, że jedzą oni sześć razy więcej roślin strączkowych (fasoli, soczewicy i grochu) niż Amerykanie, a ponadto jedzą ryby dwa razy w tygodniu, a mięso – pięć razy w miesiącu i piją dwie do trzech filiżanek kawy i od dwóch do czterech kieliszków wina dziennie.

Oczywiście dobre zdrowie mieszkańców Ikarii jest związane z tym, czego nie jedzą. W ich tradycyjnej diecie nie ma białej mąki i cukru.

(…)

PS: Ryzyko, że umrzesz na chorobę związaną z Twoim stylem życia, wynikającą ze sposobu odżywiania się, palenia tytoniu lub braku aktywności fizycznej, wynosi aż 3 do 5. Tak wynika z badań Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Ale masz aż 80% szans, aby uniknąć tych chorób, podejmując proste środki zaradcze, prawdopodobnie nieznane Twojemu lekarzowi.”

Źródło: http://www.nytimes.com/2012/10/28/magazine/the-island-where-people-forget-to-die.html?_r=0

Poczta zdrowia

Takie oto cuda dostaje na skrzynkę mailową zapisawszy się na newsletter stąd: http://www.pocztazdrowia.pl. Czasem trafiają się prawdziwe rodzynki.

Niesamowite odkrycie – proces starzenia
można odwrócić

Szanowny Czytelniku!

jakież było moje zdumienie – i rozbawienie – kiedy osiem lat temu po raz pierwszy usłyszałem o Life Extension Foundation – amerykańskiej fundacji zajmującej się (jak sama nazwa wskazuje) badaniami nad możliwościami przedłużenia życia.

Skupia ona badaczy – specjalistów od długowieczności przekonanych o tym, że odkrycia związane z odmładzaniem tkanek przy pomocy komórek macierzystych, naprawą molekularną i wymianą narządów (w drodze transplantacji lub przez organy wyhodowane sztucznie) pewnego dnia pozwolą ludziom żyć wiecznie, ciesząc się dobrym zdrowiem, dzięki ciągłemu i kompletnemu odmładzaniu komórek ciała.

Było dla mnie jasne, że stoi za tym przypominająca sektę banda oszustów żerujących na łatwowierności Amerykanów albo jakiś ekscentryczny miliarder finansujący eksperymenty z zamrażaniem staruszków itp.

Potrzeba było bardzo dużo czasu i wnikliwej lektury na ten temat, żebym zmienił zdanie. Dziś muszę przyznać, że w dziedzinie „odmładzania” dokonuje się wiele BARDZO intrygujących odkryć, które mogą mieć znaczenie dla nas wszystkich, także dla osób, które nie mają ambicji, by wiecznie pozostać wśród żywych…

Dalej opiszę jedną z najbardziej obiecujących – i w gruncie rzeczy dość prostych – technik odmładzania organizmu, mianowicie reaktywację telomerazy.

Wcześniej jednak poświęcę kilka słów rozwojowi medycyny młodości w Stanach Zjednoczonych.

Niewielu Europejczyków zdaje sobie sprawę z totalnej wojny, którą amerykańskie społeczeństwo – zwłaszcza jego średnie i wyższe warstwy – toczy obecnie przeciwko starzeniu się.

Kluby fitness można znaleźć w każdej dzielnicy i na ogół pękają w szwach. Wszyscy biegają, uczestnicząc w odwiecznym wyścigu z czasem i jego wpływem na figurę. Nawet najmniejsze hotele mają świetnie wyposażone siłownie czynne całą dobę, z których niemal bez przerwy korzystają zatrzymujący się tam biznesmeni, mamy z dziećmi i osoby starsze.

We wszystkich sklepach spożywczych i automatach z żywnością można znaleźć produkty „low-carb” (o niskiej zawartości węglowodanów), którymi zajadają się Amerykanie. W restauracji nikogo nie dziwi widok klientów zażywających na początku posiłku jakieś tabletki. Nie są to leki, lecz suplementy diety zawierające minerały, witaminy, niezbędne kwasy tłuszczowe i oligoelementy, które stosują w sposób celowy, aby zapewnić prawidłowe funkcjonowanie narządów.

I trzeba przyznać, że wszystko to przynosi efekty.

W marcu tego roku spacerowałem z moją dziesięcioletnią córką Carine po jednej z plaż na Florydzie, niedaleko Palm Beach. Podczas gdy Carine zbierała muszelki i dziwne, jaskrawo niebieskie meduzy, raz po raz mijały nas grupki emerytów, nawet 85-letnich, w towarzystwie prywatnego trenera.

W szortach i bez koszulek wykonywali na przemian serie pompek, brzuszków, przewroty w przód i w tył, sprint i ćwiczenia z ciężkimi piłkami gimnastycznymi, którymi wykonywali okrężne ruchy wokół ciała, rozwijając refleks, prędkość i masę mięśniową.

Jak się być może Państwo domyślają, staruszkowie Ci mogli się poszczycić wspaniale umięśnionymi i opalonymi torsami, pokaźnymi bicepsami oraz atletycznymi udami i łydkami.

Oszołomieni przysiedliśmy z Carine na plaży, by przyjrzeć się temu spektaklowi.

Nasi atleci, zupełnie niezrażeni publicznością, posyłali nam szerokie uśmiechy i obowiązkowe „Hi, how are you doin’ today?” („Cześć, jak się dziś macie?”), po czym biegli dalej, by nie dać się wyprzedzić jadącym nabrzeżem na rolkach żonom.

Z pewnością nie wszyscy amerykańscy emeryci są tacy – wiele do tego brakuje – ale takie postawy naprawdę mają miejsce i są coraz powszechniejsze. Widok taki może być jednak nieco przygnębiający.

Jeden z moich francuskich kolegów, który zamieszkał w Kalifornii, wyznał mi wręcz, że ta tendencja była jednym z powodów jego decyzji o powrocie do Francji. Czuł się osaczony szerzącą się obsesją na punkcie bycia pięknym, młodym i wysportowanym.

Naturalnie, nie zachęcam Cię, Szanowny Czytelniku, do tego typu przesadnej pogoni za wieczną młodością.

Choć z drugiej strony, czy nie chciałbyś zapoznać się z odkryciem, które ostatnio rozpala umysły naukowców, ponieważ może pozwolić odmłodnieć o wiele lat bez najmniejszego wysiłku i przywrócić wszystkie komórki ciała – między innymi oczu, mózgu i serca – do stanu sprzed kilku dziesięcioleci?

Jeśli to Cię to zainteresowało, czytaj, proszę, dalej. Zaznaczam, że piszę to z całkowitą powagą.

Żyć kilkaset lat

Wielu Czytelników Poczty Zdrowia już słyszało o telomerach. To bardzo ważne struktury – trzeba więc wiedzieć, czym są, by zrozumieć, po co i w jaki sposób można teraz dosłownie odmładzać komórki ciała i tym samym odejmować lat narządom.

Jeśli potrafimy odmładzać komórki, teoretycznie oznacza to, że nasze organy (serce, mózg, płuca, a także skóra, oczy, błony bębenkowe uszu) mogą powrócić do stanu sprzed lat. Jednak uwaga: świadomie napisałem „teoretycznie”, ponieważ proces starzenia się człowieka to coś więcej niż tylko starzenie się komórek. (Na przykład komórki nowotworowe, które błyskawicznie się reprodukują, są przecież bardzo „młode”, a jednak prowadzą do zgonu, jeśli pozwoli się im namnażać).

Opiszę teraz to po kolei. Przeprowadzone w laboratorium doświadczenia zakończyły się sukcesem: lekarze wywołali przedwczesne starzenie się u myszy – po miesiącu zmalała ich płodność i zaczęły zapadać na schorzenia wieku starczego, takie jak cukrzyca, osteoporoza i choroby neurodegeneracyjne.

Wtedy doktor DePinho i jego zespół odmłodzili myszy, podając im substancję, o której chcę Ci opowiedzieć. Obkurczone jądra powróciły do wcześniejszych rozmiarów i funkcji. Inne narządy, na przykład śledziona, wątroba czy nerki, uległy regeneracji. Nawet mózg odzyskał dawne rozmiary, choć zdążył się już znacząco zmniejszyć. Komórki nerwowe zaczęły wytwarzać nowe połączenia z innymi komórkami nerwowymi i ponownie podjęły funkcjonowanie.

A więc cóż to za cudowny środek?

Za chwilę to wyjawię, lecz, abyś to mógł dobrze zrozumieć, muszę jeszcze wrócić do wątku telomerów.

Wiesz zapewne, że nasze chromosomy zbudowane są z nici DNA i zwykle przybierają kształt znaku X. Owe nici DNA z kolei składają się z nukleotydów zawierających materiał genetyczny.

Chromosomy maja tendencję do łączenia się z końcami ramion sąsiednich chromosomów, co może powodować szkodliwe mutacje prowadzące do degeneracji i rakowacenia komórek.

Aby temu zapobiec, każde ramię chromosomu wyposażone jest w „nakładkę” ochronną, zwaną telomerem, również zbudowaną z nukleotydów.

Telomery chronią zatem zawarty w chromosomach materiał genetyczny, ale mają też inną ważną funkcję: ułatwiają powielanie DNA, aby umożliwić podział komórkowy, czyli powstawanie nowych komórek.

Im dłuższe telomery, tym lepsza ochrona komórek przed rakiem i tym łatwiej mogą się one reprodukować, tym samym regenerując narządy. To na tej podstawie naukowcy sformułowali teorię, zgodnie z którą, im ktoś ma dłuższe telomery, tym dłużej zachowuje młodość, ponieważ jego narządy mają większą łatwość regeneracji.

Jak na razie wszystko jasne? Doskonale. Tu jednak dochodzimy do problemu związanego z telomerami, ponieważ – jak to w życiu bywa – nie ma rzeczy idealnych.

Problem w tym, że wraz z każdym podziałem komórkowym nasze telomery tracą kilkadziesiąt lub kilkaset nukleotydów. Ludzkie telomery są zaprogramowane na skracanie się o około 100 par zasad przy każdym podziale komórki.

Oznacza to, że wraz z upływem lat nasze telomery stają się coraz krótsze.

Komórki potrzebują coraz więcej czasu, by się podzielić, aż w końcu zupełnie tracą tę zdolność i wchodzą w okres „biologicznego starzenia się”. Jest to eleganckie określenie oznaczające, że komórki są stare i skarłowaciałe. To wówczas zaczynamy zauważać oznaki przyśpieszonego starzenia się naszych narządów.

Ponadto, jak już wiemy, telomery pełnią funkcję ochrony dla naszych genów. Otóż, kiedy ulegają skróceniu, nasz materiał genetyczny jest coraz gorzej chroniony, w związku z czym wzrasta ryzyko przypadkowych mutacji chromosomów oraz zagrożenie nowotworem.

Zaobserwowano również, że krótkie telomery są czynnikiem ryzyka miażdżycy, nadciśnienia, schorzeń układu krążenia, choroby Alzheimera, infekcji, cukrzycy, zespołu metabolicznego oraz raka i ogólnie mają wpływ na globalną umieralność.

Naukowcy przebadali 150 osób w wieku co najmniej 60 lat pod kątem długości telomerów. U osób, u których były one najkrótsze, zachodziło ośmiokrotnie wyższe ryzyko zgonu z powodu choroby zakaźnej i trzykrotnie wyższe z powodu zawału serca. Dlaczego? Ponieważ komórki immunologiczne nie powstają wystarczająco szybko, by skutecznie walczyć z infekcjami.

Tę teorię komórkowego starzenia się w wyniku zużycia telomerów w spektakularny sposób zaprezentowała, wraz z zespołem, w styczniu 1998 roku doktor Andrea Bodnar, związana z kalifornijską spółką Geron Corporation.

Naukowcy wprowadzili do komórek siatkówki, napletka i naczyń krwionośnych preparat wydłużający telomery.

Podczas gdy normalnie śmierć komórki następuje po ściśle określonej liczbie podziałów, komórki, którym zaaplikowano tę substancję, przetrwały rok, zachowując wszystkie właściwości, które miały w pierwszym dniu eksperymentu. Innymi słowy, starzenie się komórek zostało zatrzymane i stały się one nieśmiertelne.

Tak, tak, dobrze przeczytałeś: N-I-E-Ś-M-I-E-R-T-E-L-N-E.

Te wyniki wywołały falę entuzjazmu wśród naukowców z całego świata. Pod ich wpływem profesor medycyny z Uniwersytetu Stanowego Michigan (USA), Michael Fossel, wypowiedział w 2005 r. podczas konferencji na temat długowieczności te zadziwiające słowa:
„Naukowcy zdołali już odmłodzić komórki skóry w laboratorium i potrafimy także odwrócić wszystkie procesy składające się na starzenie się człowieka”. „Polega to na przeprogramowaniu komórek w taki sposób, by zmusić je do funkcjonowania tak, jak wtedy, gdy były młode”. „Nie wiemy, jakie będą granice życia ludzkiego, jeśli cofniemy nasze wewnętrzne zegary, oddziałując na telomery. Osobiście powiedziałbym, że może to by nawet kilkaset lat, ale to naprawę jest jeszcze zgadywanie”.

Istnieje wiele suplementów diety stymulujących wytwarzanie telomerazy, enzymu sprzyjającego wydłużaniu telomerów. Odkrycie telomerazy wywołało prawdziwą rewolucję i przyniosło w 2009 r. nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny dla Elizabeth Blackburn i Carol Greider.

Obecnie wiele prywatnych firm wprowadza na rynek suplementy diety sprzyjające reaktywacji telomerazy.

Nie wolno mi wymienić tu nazw konkretnych produktów, gdyż ze względu na ograniczenia prawne w Europie groziłoby to oskarżeniem mnie o ich reklamowanie lub „nielegalne praktykowanie medycyny”, tudzież farmacji.

Przekazałem Ci jednak najważniejsze hasło, w którym wszystko się kryje: reaktywacja telomerazy. Zdradzę Ci również, że przygotowuję właśnie obszerny raport dotyczący tego fascynującego tematu. Gdy tylko będzie gotowy, poinformuję Cię o tym, gdzie możesz go zdobyć.

A tymczasem, zdrowia życzę!
Jean-Marc Dupuis