Makaron i tofu

pap2

Makaron jest z żytniej mąki (zauważcie, że ostatnio nic nie ma z pszennej u mnie, wykryłam bowiem związek pomiędzy złym stanem zdrowia w pewnych aspektach, a mąką pszenną, niestety). Dip – zmiksowane na gładko w moim ultra-skutecznym blenderze: tofu, cebula, płatki drożdżowe, chili, łagodny keczup, sól, pieprz; i dymka.

Jaś z makaronem

Makaron jest pikantny, włoski, kupiony w sjklepie. Lubie jego kształt i smak. Może to być każdy inny. Jaś ugotowany jak zwykle z przyprawą do mięsa pluspomidory z puszki, rozmaryn, oregano, kmin rzymski, warzywko chyba też było albo i nie było.

Makaron jest pikantny, włoski, kupiony w sklepie. Lekko pomarańczowy. Lubię jego kształt i smak. Może być oczywiście każdy inny. Jaś ugotowany jak zwykle z przyprawą do mięsa plus pomidory z puszki, rozmaryn, oregano, kmin rzymski, warzywko chyba też było albo i nie było. Zapodziało mi się tam trochę ciecierzycy z poprzedniego dnia. Służy mi taki posiłek jako kolacja, śniadanie albo obiad. Można zabrać w pudełku do pracy i wsunąć na zimno. Z racji braku tłuszczu nic zimnego i lepkiego nie oklei się obrzydliwe na wargach 😉

Inwazja makaronowa c.d.

Czasem czasu nie ma,
czasem czasu brak
Chwytam wtedy garnek
i szybko rach ciach

Makaron, bazylia, dip z poprzedniego wpisu, pomidorki suszone wymoczone w oliwie.

Makaron, bazylia, dip z poprzedniego wpisu, pomidorki suszone wymoczone w oliwie i koniec. Chociaż można dodać dymki, selera naciowego, czosnku rozgniecionego zgrabnie w czosnkowym rozgniataczu. Tym razem prężnie zadziałało lobby pustego żołądka

Na cześć Potwora

Latający Potwór Spaghetti jest kontent. Jadę ostatnio na makaronach.

Leń mnie dopadł, a cielesność żreć woła. Więc: makaron, topinambur z nad pary, sporo suszonego czosnku, dymka i pomidorek mój przepyszny z mocno z-aromatyzowanej ziołami oliwy. Ten pomidorek to sama doskonałość, naprawdę. Uzależniłam się.

Zaprawdę, powiadam wam, zrobienie smacznego pożywienia to nie jest jakaś wydumana filozofia. Gdybym nie miała topinamburu, pewnie bym załadowała marchew albo selera, albo kalafiora, albo nic.

W tle kawałek zimy, która właśnie się wyłania powolutku z pod pędzla. Blog robi się powolutku kulinarno artystyczny, gdyż zauważyłam, że moje potrawy dobrze wyglądają na tle obrazków!

DSC04898

Ponieważ w dniu komponowania Potwornego Wpisu zmagałam się z nawrotem zimy w aurze, więc było mocne ciśnienie na kaloryczność. Tak miewam, kiedy temperatura leci w dół. A na dodatek w trakcie świąt Wielkanocnych minęła mi awersja do słodyczy. Oto mleko sojowe z dwiema łyżkami gotowca – czekolady z cukrem i dwiema karobu. Tłuste, słodkie  i gorące.

W sam raz dla wyczerpanej pracą umysłową intelektualistki 😉 (nawiasem mówiąc dzisiaj zwiększyłam o połowę swój dzienny plan gimnastyczny, nieźle się działo)

DSC04900

Ruły

Poszłam do sklepu w zupełnie innym celu. Ot, jakieś kiszeniaki chciałam kupić, tofu … buraczki … poszłam więc do tego sklepu i zahaczyłam się na wielkich makaronowych rułach prosto z Italii, czasem tak mnie najdzie. Nie mogłam od nich odejść, to było zwyczajne wielkie łaknienie na makaron 😀

Tu, na zdjęciu są już ugotowane. Na wierzchu wegańska „makrelka”, czyli suszone pomidorki konserwowane w oleju zmiksowane z wędzonym tofu (plus odrobina wody) i dymka. Smakują zupełnie jak wędzona makrela.

Zjadłam dwa talerze.

DSC04875

Makaron w sosie

Prosta klasyczna, aczkolwiek niesłychanie rzadko przeze mnie przygotowywana. Ostatnio bliskie mi migrujące ptaki wynosząc się na południe zostawiły zawartość swojej kuchni. Zatem znalazły się u mnie – oprócz glonów, masy przypraw i pesteczek również makaron, przecier pomidorowy i rozliczne herbatki.

Na fotografii widzimy: makaron, sos pomidorowy (przecier, przyprawy, mleko kokosowe, olej rzepakowy, koperek, pietruszka), i w tym sosie pomidorowym fasolka masłowa. „Normale” nazywają coś podobnego do mojej potrawy fasolką po bretońsku. Na drugiej pięknie pachnąca owocowa herbatka.

Wszystko było bardzo dobre.

makaron.fasolkaherbatka01

Zenn i danie w pięć minut

fot. - Zenn

fot. – Zenn

„Makaron dan dan/4 porcje by Jamie
6 łyżek oliwy chilli (sama robię)
4 łyżki sosu sojowego
1 ząbek czosnku
200 g kiełków fasoli mung
1/2 pęczka świeżej kolendry
dymka
400 g dobrego makaronu

Do miseczek wlać po 1,5 łyżki oliwy i po 1 łyżce sosu sojowego oraz rozgnieciony czosnek oraz kiełki posiekaną kolendrę i posiekaną dymkę. Wcisnąć do każdej miseczki trochę soku z cytryny i dodać odrobinę miodu. Ugotować makaron w bulionie i nałożyć do miseczek uzupełniając bulionem z gotowania. Jako bulion używam kostki warzywne, eko.

To danie w pięć minut, ostatnio często gości na naszym stole, bo lato i szkoda w kuchni urzędować” – tako rzecze Zenn.

Poza tym można zakąszać fasolkę mung siedząc przed telewizornią albo przy książce. Przy okazji UWAGA – miód nie jest wegański stricte, bo jest pochodzenia odzwierzęcego,”mudżahedini” stosują zmiksowane banany, rodzynki, daktyle albo figi, ostatecznie cukier trzcinowy czy inną „melasę” 🙂