Pesto

Pesto urosło mi nagle w kuchni, kiedy okazało się, że leżę pogrzebana pod stertą zieleniny i kompletnie nie wiem co z nią zrobić. Takie są skutki podpisania z producentem z pobliskiej kooperatywy umowy na małą paczkę warzyw raz w tygodniu. Dodam, że skutki są dobroczynne, pławię się w szejkach, sałatkach i wszelakich dobrach już od dość długiego czasu.

Zatem pulchny pęczek dorodnej świeżutkiej natki pietruszki plus garść bazylii z doniczki, 3/4 szklanki mieszanki niesolonych orzechów i pestek z dyni namoczonych poprzedniego wieczoru, trzy ząbki czosnku (zaszalałam), trochę ponad połowa filiżanki oliwy, sól, pół filiżanki płatków drożdżowych, blender (było za gęste, blender się dławił i potraktowałam to przegotowaną wodą).

Na obiad były gotowane na parze jarzyny (od tegoż farmera oczywiście) potraktowane cudownym pesto.

pesto

Reklamy