Sałatka prawie grecka

Sałatka poranna, ale tylko prawie grecka, czyli: sałata i koper z działki, czarne oliwki ze słoika, dymka ze sklepu plus fasolka – duża biała fasolka ugotowana z przyprawą do wołowiny, wygląda tu n zdjęciu jak brązowa pulpa, jest bardzo smaczna. Oczywiście przyprawy do smaku, ewentualnie sok z cytryny albo ocet i olej wg uznania.

„Pracowo” pudełkowe

Kiedy jadę na cały dzień do pracy ładuję moje jednodaniowe frykasy do pudełka, z którego nic nie wycieka, Oto przykład:
gotowane ziemniaki (albo na parze albo w wodzie z konkretną przyprawą np do złocistego kurczaka albo do grillowanego mięcha), namoczone glony, dymka, cebulka, żółta papryka, rzymska sałata odrobina tofu, jak zwykle. Przyprawy w tym: zmielony sezam, ocet jabłkowy i olej rzepakowy, pieprz cytrynowy.

s002

Szaleję z pomidorkami

Dostaję czasem 5, albo 3 kilo. Wybieram te najmiększe, robię z nich sok albo zupę. Reszta ląduje w sałatkach, ciepła i słodka (nigdy nie trzymam ich w lodówce, tracą smak).

Co tu mamy? Rukolę albo sałatę, pomidory, rzodkiewkę (ze wsi, a konkretnie z kooperatywy spożywczej), tofu, dymka, ryż, sok z cytryny, pestki słonecznika,przyprawy, tu chyba nawet oliwki wylądowały.

s001

Jego Wysokość Wiosenny Szejk

Poranny pożytek z zieleniny: sałata albo liście rzodkiewki, banan, mleko sojowe (ew. izolat białka), zmielone siemię lniane (lub całe, jeśli ktoś ma super blender który zrobi z niego zupę). Zmiksowane i okraszone jagodami, akurat to nie jest niezbędne… ot, kaprys łasucha.
Bardzo lekkie, ale pożywne. pierwsze śniadanko. Zamiast kawy 😉

W cyfrach wygląda to tak w gramach:
– banan 137
– zielenina 172
– siemię lniane 20
– izolat białka sojowego 20
– na koniec 33 g jagódek dla urody i smaku

W kaloriach – 340 kcal (Cronometer policzył), więc całkiem nieźle jak na początek dnia.

Osobliwie dobrze wygląda w czarnym kubku 😉

szejk

Dobrze jest

Robię sobie dobrze, totalnie. Na zdjęciach wszystko widać, szczegóły poniżej.

Na zdjęciu naleśnik z mąki gryczanej, owsianej i izolatu białka sojowego, sałaty, pomidorki, rukola, oliwki, cebula, awokado, pasta z ciecierzycy.

Na zdjęciu naleśnik z mąki gryczanej, owsianej i izolatu białka sojowego, sałaty, pomidorki, rukola, oliwki, cebula, awokado, pasta z ciecierzycy.

 

Dodałam odrobinę keczupu. Innym razem dałam musztardy.

Dodałam odrobinę keczupu. Innym razem dałam musztardy.

Potem kunsztownie zawijam, na wierzchu folią, co by nie ciekło.

Dalszy ciąg naleśnikowego rozpasania

Na obrazku mój ukochany naleśnik (mąka najprawdopodobniej gryczana z orkiszową i izolat białka) wraz z zawartością, jeszcze nie zwinięty w rożek. Widzimy sałatę, ciecierzycę, oliwki i kiszony ogórek.

W dalszej fazie rozpasania delikatnie i lekuchno zmiksuję oliwki, czosnek i pomidory suszone (wyjęte z aromatycznej od ziół oliwy) nadając im wygląd pozornie nieapetycznej brązowawej grudkowatej mokrej pulpy o boskim smaku i zapachu.

20151214_090614

Naleśnikowy raj

Naleśniki robię ostatnio na śniadanie, coś mi się zakręciło na tym punkcie i nabrałam niezwykłej wprawy. Robię je nawet, kiedy się gdzieś spieszę. Szybko wrzucam 4-5 łyżek mąki do dużego kubaska albo małego rondelka, dolewam wody, dosypuję soli, pieprzu, czasem chili, papryki, a w tym przypadku również kurkumy. Bełtam drucianym „bełtaczem” i wrzucam na moją arcyzgrabną patelnię do naleśników posmarowaną symbolicznie odrobiną oleju kokosowego. Kokos poprawia mi aromat naleśnika. „Wrzucam” to złe słowo, rozsmarowuję raczej. Moje ciasta do naleśników bywają bardzo gęste.

W trakcie, kiedy naleśnik dojrzewa na patelni, myję liście sałaty i przygotowuję awokado, ew. kroję na plasterki ogórka kiszonego albo siekam paprykę, czasem robię szybciutko z ugotowanej cieciorki hummus a z ugotowanej fasoli pasztet. U mnie jest to kwestia włączenia blendera, a potem przełożenia masy do pojemnika i umycia blendera. Idzie błyskawicznie.

Oto efekty. Na zdjęciu sałata, dymka, awokado i kiszony ogór. Naleśnik radośnie kurkumowo złocisty. Czasem go roluję, a najczęściej składam na cztery, bo ze zrolowanego wypada albo wylewa się to i owo w trakcie jedzenia. Okropnie są pękate te moje naleśniki i jedzenie ich jest karkołomnym wyzwaniem, ale nie mogę się oprzeć, żeby nie załadować do nich zbyt dużo sałaty.

20151124_102952

20151124_102213

 

 

Kolejne śniadaniowe wariacje

Mąka kukurydziana, owsiana, ziemniaczana, sól,chili, woda.

Papryka, sałata, awokado, dymka, soczewica czerwona z przyprawami z wczorajszego dnia czyli pulpa.

Efekt.

Naleśnik się smaży.

Naleśnik się smaży.

Jak to się zmieści w naleśniku?

Jak to się zmieści w naleśniku? (Na ogól ładuje do środka to co mam w kuchni i mam problem z tym, żeby się zmieściło)

Jakoś się zmieściło. A nie wypadnie dołem?

Jakoś się zmieściło. A nie wypadnie dołem?

Zawinęłam dół, nie wypadło. Tylko ręka zadrżała, stąd niewyraźnie nieco.

Zawinęłam dół, nie wypadło. Tylko ręka zadrżała, stąd niewyraźnie nieco.

Obok buzuje jaś na obiad. Z przyprawą do gyrosa będzie.

5

Tortillowa kanapka

DSC05060

Kupiłam gotową tortillę, ślicznie-apetycznie wyglądały te placuszki. Wysmarowałam je mega pikantną ciemnoczerwoną rzeczą do smarowania, która została wyprodukowana w tradycyjny sposób przez braci Gruzinów i podarowana mi w ramach sąsiedzkiej wymiany barterowej przez siostrę Ukrainkę. Niech żyje współpraca między narodami. Wy możecie posmarować keczupem itd, jeśli nie macie bratnich narodów w zasięgu ręki. Nałożyłam na to sałaty, kilka plasterków tempehu, kilka fasolek, dymkę, ogórka kiszonego, łyżkę musztardy. Zwinęłam w rulonik i akurat fajnie sobie podjadłam. Nie za dużo było  i nie za mało, zielone, węglowodany, białko, pozytywne bakterie z kiszeniaka i wszelakie dobrości smakowe.

W taka kanapkę wchodzi wszystko co chcecie – papryka, brokuł, czosnek, jest kompletna dowolność… i szybki posiłek gotowy. A jakie urozmaicenie! Tylko ten gluten i fabryczna produkcja mniej cieszy, ale nie dorosłam do tego, żeby robić sama, mam za mało miejsca w kuchni na robienie takich dużych placków, a gluten od czasu do czasu mnie nie boli. Nawet lubię.

Jem.

DSC05061

Witariańska rebelio

Wiele razy przeprowadzałam z powodów zdrowotnych głodówki. Były skuteczne. Teraz czuję się dobrze, więc odpuściłam. Nie lubię. Ze względu na mój zdrowotny całokształt jestem na diecie wegańskiej niskotłuszczowej (wysoka ilość spożywanego tłuszczu generuje stany zapalne, a mnie się czasem robią w obrębie resztek guzków na podeszwach, mam tam upośledzoną motorykę). Jem tylko to, co najważniejsze ze względu na moje potrzeby, czyli niewiele przetworzone rośliny. Mam bardzo niski metabolizm (do tego przyczyniły się w znacznym stopniu głodówki), więc odżywiam się bardzo nisko -kalorycznie. Teraz nawet ziemniorków unikam. Jest lato, moja „lokalna rolniczka” zaczęła zasypywać mnie snopkami zieleniny – w efekcie jestem na diecie mocno surowej – bardzo dużo owoców i sałatek na surowo. Oczywiście gotowane też jem. Na początku postanowiłam zamiast głodówki zrobić coś zbliżonego do diety dr Dąbrowskiej. Ale mi wyszła raczej prawie surowa dieta. Spadło mi 1,5 kilo uzbierane przez ostatnie miesiące od ostatniej wczesnowiosennej krótkiej głodówki. Moja dietetyczka jest w zasięgu ręki, więc nie mam obaw, ale nawet nie korzystam, bo dwa czy trzy razy się konsultowałam i wiem wszystko :-)

W odróżnieniu do zaleceń pani Dąbrowskiej jem jednak strączki, piję surowe mleko migdałowe, z orzechów laskowych, które sama sobie robię, kawę, herbatę i słodkawe owoce, chociaż nie te bardzo słodkie. Czarne porzeczki czy maliny nie są tak słodkie, tak jak banany czy pomarańcze, niektóre jabłka czy gruszki albo ananas.

Omijam na kilometr pieczywo, słodycze, słodkie soki itp, więc kiedy wchodzę do normalnego sklepu, to tam prawie nic dla mnie nie ma, jedno stoisko z warzywami i tyle, ale za to teraz ich dużo 🙂

Chcę tak pociągnąć całe lato, bo lato i wczesna jesień – to idealny czas na uzdrawianie siebie dietą, bo w naszym klimacie w lecie rośliny nas po prostu rozpieszczają

ps
Przykład na śniadanie – pojemnik malin, na drugie – micha bobu, na trzecie śniadanie spora miska wybitnie pysznych czarnych porzeczek, albo sałatkę z sałaty i pomidorka, albo ugotuję buraczki i zjem je w swoistej buraczkowej sałatce.. albo wszystko po kolei.. snopki zieleniny i owoce leżą w lodówce i się cieszą do mnie.

Tu na zdjęciu cudowny w smaku szejk: czarna porzeczka, liście selera, łyżka siemienia lnianego i… mleko z orzechów laskowych. Tego się nie da pić – to się je łyżką. Ładunek działa jakieś dwie godziny. Potem surówka: dębowa sałata, biała rzodkiew, pomidor, ogórek kiszony, czarna porzeczka (świetnie współbrzmi z taką sałatką), pestki słonecznika, dymka, cebulka, koperek, przyprawy wg uznania – ocet balsamiczny albo cytryna, sól, pieprz, kurkuma.

Kolejny będzie bób.

Interesujące jest to, że mój lekko kuśtykający przewód pokarmowy zaczął lepiej działać. Alleluja.

2015-07-04 08.29.34

Kolejny dzień wiosny, kolejna surówka

Widać po moim blogu, jak się zmienia dieta autorki. Dawniej placuszki z kaszy gryczanej smażone na patelni na oleju, teraz idą same zielone rzeczy. Nic to że z marketu, może popryskane, myję je, ale jest na zielono. Do tej zieleni dodaję strączki, czasem coś gotowanego albo kaszę.

Dzisiaj: kilka dużych liści sałaty, szklanka groszku z zamrażalnika podgotowanego na parze, marchew zestrugana w makaroniki (która się moczyła dwie doby z occie winnym), dwa ogórki kiszone, 10 cm selera naciowego, kawałek wielkiego liścia żyworódki z mojego parapetu, ocet balsamiczny, jeden zielony ogórek, ćwierć cebuli, duża kropla oleju.

Ciemno, słońca nie ma, światło marne i zdjęcie zrobione na siłę drżącą głodną ręką 😉

wiosna

Dip z sałaty

To wszystko przez mój nowy (już nie nowy) blender.

Kolejny dip. Tym razem: sałata rzymska, kilka gałązek bazylii, odrobina płatków owsianych, dwie spore garście pestek z dyni, łyżka siemienia lnianego, dwa ząbki czosnku, lubczyk, pieprz, sól, suszone pomidory i nieco za dużo chili mi się sypnęło… na największe obroty, aż para poszła, i jest…  smaruję pitę zaspokajając swoje tłusto oliwne potrzeby (dodałam też oliwy) i rozgrzewam do czerwoności podniebienie 😀 (chili jest, oj, jest sporo)

Zawsze mogę rozrzedzić cytryną czy octem winnym i zrobić sosik do sałatki. Alleluja. Niech żyje mój blender.

pita i dip na ostro

Wegańska zupka niby tyrolska ;)

Lekko podsmażam na oleju pokrojone w kostkę ziemniaki i cebulę

Lekko podsmażam na oleju pokrojone w kostkę ziemniaki i cebulę

Gotuję podsmażone z dodatkiem tymianku, estragonu, majeranku, gałki muszkatołowej, imbiru, pieprzu, soli i lubczyku

Gotuję podsmażone z dodatkiem tymianku, estragonu, majeranku, gałki muszkatołowej, imbiru, pieprzu, soli i lubczyku. Dodaję sporo mleka sojowego.

Obsmażam na oleju pokrojony w kostkę chleb na zakwasie (na zakwasie jest lepszy)

Obsmażam na oleju pokrojony w kostkę chleb na zakwasie (na zakwasie jest lepszy)

Miksuje zupę, dodaję pietruszki, koperku i grzanki, pycha gorące i ostre, bardzo rozgrzewa.

Miksuje zupę, dodaję pietruszki, koperku i grzanki, pycha gorące i ostre, bardzo rozgrzewa.

Zielone dla nas

Takie oto foto ktoś wrzucił na tablicę na FB. Autora nie podali. Więc kradnę ochoczo i dziele się – takie oto różniste liściaste możemy chrupać do woli, bo są w sklepach i jest urozmaicenie? Jest. 🙂 Może byśmy tak pozgadywali, jak się nazywają? bo nie wiem a napisy są nieczytelne.

Idąc od lewej od góry – roszponka z całą pewnością.

Na dole po prawej widzę cykorię i nieco powyżej okragłe jak biało fioletowa kulka skrzyżowanie cykorii z sałatą. Centralnie na dole sałata masłowa, jak sądzę. Te duże kiście to rozmaite rodzaje sałat. I co dalej? Ktoś wie?

Pomidorki jeszcze są

Ładnie wyglądają te żółte jajkowate pomidorki

Ładnie wyglądają te żółte jajkowate pomidorki

Teraz zgaduj zgadula, co było w tej sałatce. Ano pomidorki, dymka i sałata, ale taka niezwykła, z fioletowymi obrazkami na liściach, a w smaku przypominała cykorię. Poza tym być może tahini albo oliwa, co by złagodzić ostrutę salaty. Robię zdjęcia i przechowuję na dysku a potem nie pamiętam co tam w środku było. Pewnie jeszcze pieprz i sól.

Umieściłam je tu, co by sobie przypomnieć te cudne słoneczne pomidorki. Jak ja je lubię!

Nabyłam tempeh

Tempeh jest dla tych, którzy bez mięsa nie umieją (przyprawiona ma zbliżony smak i konsystencję) i dla tych, którzy lubią urozmaicenie. Podsmażyłam je z cebulką i z ostrymi przyprawami. Dodałam do porwanych na strzępy trzech rodzajów sałat (rzymska, karbowana i śliczna z brązowymi liśćmi, nie pamiętam nazwy). Do tego miazga sezamowa, cebulka, ocet winny, sól, pieprz, dużo pomidorków. Proporcje wg uznania. Mniam
Stosowne foto:

sałatka z tempeh

sałatka z tempeh