Jeszcze jeden niekulinarny kawałek

Było o proszkach do prania, teraz o ekologicznych płynach do płukania – też ważne. I proste niesłychanie:

1.

  • Ocet pół szklanki,
  • Soda 1,5 łyżeczki,
  • 10 kropel ulubionego olejku eterycznego 

Ocet mieszamy z sodą i olejkiem eterycznym. Taka porcja wystarczy nam na jedno pranie.

2.

  • 10 kropel ulubionego olejku eteryczny z apteki,
  • Kwasek cytrynowy 2,5 dużej łyżki, 
  • 100 ml letniej wody 
Kwasek rozpuszczamy w letniej wodzie, dodajemy ulubiony olejek eteryczny (nie jest to konieczne) i mamy gotowy domowy ekopłyn do płukania tkanin.
3.
  • kilka filiżanek grubej soli morskiej
  • 20-30 kropli olejków eterycznych, w jednym zapachu lub wymieszanych
  • pół szklanki sody oczyszczonej
  • pojemnik z pokrywką

W pojemniku mieszamy wszystkie składniki. Szczelnie zamykamy pojemnik. Do płukania używamy 2-3 łyżek.

4.

  • 220 ml wody
  • 40 g kwasku cytrynowego
  • kilka kropel olejku z drzewa herbacianego
  • pojemnik z pokrywką

Wszystkie składniki mieszamy w pojemniku. Do płukania używamy 2-3 łyżek.

5.

  • 1,5 litra wody
  • 0,5 litra octu
  • 200 ml odżywki do włosów
  • duży pojemnik z zakrętką

Do pojemnika wkładamy odżywkę i wlewamy połowę ciepłej wody. Dzięki uzyciu odżywki intensywnie wygładzającej pranie po wyschnięciu ma mało i to niewielkich zgnieceń oraz bardzo łatwo się prasuje. Dodatkowym atutem tej odżywki jest to, że jest ona stosunkowo tania.  Zakręcamy butelkę i intensywnie wstrząsamy w celu rozpuszczenia odżywki. Uzupełniamy pozostałą częścią wody i ponownie wstrząsamy. Gdy odżywka jest rozpuszczona dodajemy octu.

Źródło:

W zasadzie nie na temat

Nie jest to temat kulinarny, ale tak mnie pobudził do działania, że nie mogłam się oprzeć przed rozreklamowaniem go. Ostatnio zaniemogłam po moich szalonych podróżach i nie bardzo miałam ochotę lecieć do sklepu po proszek do prania, a było co prać. Użyłam zatem octu, roślinnego mydełka w płynie do rąk, proszku do zmiękczania wody, boraksu, sody oczyszczonej i kilkunastu kropel olejku herbacianego jako składników naprędce sporządzonego proszku do prania. Zadziałało! A jak cudnie pachnie w pokoju, w którym rozwiesiłam pranie! Zatem już dzisiaj złożyłam zamówienie na inne składniki i moje pranie będzie pachniało tak, jak zechcę. Informacje pozyskałam stąd:
7 przepisów na proszki do prania

Pomijając fakt, że nie nasączamy odzieży czy pościeli masą zbędnych i drażniących chemicznych składników, koszt prania ekstremalnie tanieje (czterokrotnie!).

Okolicznościowa ilustracja fotograficzna.

Dlatego nie kupuję albo rzadko

Rzecz jest o składniku l-cysteina (E920). Niby drobiazg, ale warto wiedzieć. O mrożonym cieście też tu jest (Chiny nam zdecydowanie podpadły już niejeden raz).
Link do całości: O świeżym pieczywie z marketów

Z kolei tu mamy nieco o propionianie wapnia (E-282) przeciw pleśniom i sorbinianie potasu (E-202), który może wywołać reakcje alergiczne.
Poza tym „z oczywistych względów w reklamie pieczywa głęboko mrożonego pomija się informacje takie jak:
– faktyczne miejsce produkcji, które może być bardzo odległe (na przykład Rumunia dla pieczywa sprzedawanego we Włoszech Przeczytajcie: 25 proc. pieczywa w supermarketach to mrożonki z Rumunii)
– jakość i pochodzenie mąki
– zawartość błonnika i substancji odżywczych
– ilość i rodzaj przyspieszaczy, polepszaczy (stabilizatorów, barwników) i konserwantów
– dodatek oleju lub związków wiążących wodę
– data zamrożenia
– dane, iż ziarna zbóż w pieczywie typu „fitness” to często jedynie około 2%”
Całość tu: O świeżym ciepłym pieczywie z supermarketów

Dalej mamy taki tekst: „Sfotografowaliśmy ulotkę z opisem pieczywa oferowanego w Lidlu. Odczytaliśmy skład oferowanych produktów i przestaliśmy się dziwić, że sklep go ukrywa. Bo jeżeli zwykła bułka pszenna zawiera fosforan wapnia, diglicerydy, chlorek wapnia, emulgatory, stabilizatory, to już od samego czytania odechciewa się jeść. A jak sprawdzi się skład ciasta francuskiego nadziewanego kiełbasą, czyli hot doga, to dowiadujemy się, że oprócz mięsa zawiera ono mleczan, azotyn i benzosan sodu, sorbinian potasu, modyfikowaną skrobię ziemniaczaną, a także liczne enzymy, takie jak alfa amylazę, amyloglukozydazę, oksydazę itp., to chce się jak najdalej uciekać od takich smakołyków.
Źródło: Świeży chlebek z hipermarketu z głęboko mrożonego ciasta

I Jeszcze jedno źródełko do całości: Świeże pieczywo prosto z pieca w biedronce, lidlu i marketach

Smacznego

Jak wygląda 100 kalorii

A tu kilka zdjęć. Bardzo pouczające zestawienie, które składnia do słusznych wniosków – czym należy zapełniać brzuszek co by nie zgromadzić zbędnych kalorii.

Serek – tylko dwie kosteczki

Brokuł

Spora garść malutkich marchewek (ten manewr stosuję często na kolację)

Kilka suszonych fig.

Po resztę wskoczcie pod link: http://www.mymodernmet.com/

Naprawdę warto.

Poza tym 100 kalorii ma średni banan, ok 300 g truskawek (pół litrowy pojemnik),  jedno wielkie albo dwa małe jabłka, dwie gałki lodów, półtorej kromki chleba baltonowskiego lub niecała kajzerka, kieliszeczek (50 ml) czystej wódki, zwykły kieliszek pół- i wytrawnego wina, niecałe pół butelki piwa…. Decydujcie co fajniejsze – truskawki czy wódeczka? 😉

Zdrowa długowieczność dr Shigeaki Hinohara z Japonii

Pan doktor mało je, a sporo pracuje. Sądzi, że energię czerpiemy z dobrego samopoczucia, a nie z pożywienia lub dużej ilości snu. Jego zdaniem nie ma sztywnych reguł dotyczących jedzenia kolacji lub godzin spędzonych na spanie. Uważa, że zwierzęta I terapia muzyką mogą pomóc o wiele bardziej niż lekarze sobie wyobrażają.

Wszyscy długowieczni ludzie, bez zważania na rasę, płeć lub narodowość, mają jedną wspólną cechę – nie mają nadwagi.

Resztę przeczytajcie tu: http://warsztatdobregoslowa.pl/103-letni-japonski-lekarz-wyjawia-sekret-swojej-dlugowiecznosci/

Zdjęcie Ayumi Sakamoto stąd http://www.ayumisakamoto.com/current/dr-hinohara-a-hundred-years-old-doctor

Post

Będąc świeżo po rozmowie z dietetyczką: doczytała w mądrych książkach, że ludzki organizm nie jest przystosowany do ciągłej podaży pełnowartościowego i wysokokalorycznego pożywienia. Wręcz przeciwnie – jest właśnie przystosowany do okresowego niedojadania i dlatego ona swoim pacjentom/klientom sugeruje raz w miesiącu okres niskokaloryczny (trzy dni? tydzień? do wyboru). Polega na jedzeniu warzyw (surowych i gotowanych) oraz owoców, oczywiście tych niskokalorycznych (dieta Dąbrowskiej się kłania). Organizm wtedy uruchamia swoje naturalne moce. Po prostu taka jest nasza natura, Stąd zapewne w wielu religiach (które, co by nie mówić, ongiś były jedyną wiedzą o świecie i naszym dobrostanie przekazywaną sobie ustnie przez pokolenia) zaleca się posty. Stąd z całą pewnością taka ilość chorób cywilizacyjnych w społeczeństwach dobrobytu, a taka mała w tych najbiedniejszych.

Teraz idealna pora. Bo w lecie łatwiej się znosi brak kalorii (ciepło i słońce). Do boju! 😀

Nowalijki, czy zdrowe?

Zachęcam do wysłuchania rozmowy na TOKFM o żywności. Czy zdrowe, jak hodowane, gdzie, i o czym jeszcze warto wiedzieć – rozmawia Ewa Podolska w cyklu Weekend Radia TOK FM. Rozmówcą jest pani Dorota Metera.

Link do wywiadu: http://audycje.tokfm.pl/odcinek/Skad-biora-sie-warzywa-dostepne-wiosna-w-sklepach-Mowi-Dorota-Metera/36649

 

CRONOMETER

Jest tu https://cronometer.com. Naprawdę warto skorzystać. Również można skorzystać z translatora i nauczyć się angielskich nazw składników pożywienia. W ramach wiosennego detoksu próbowałam coś ze sobą zrobić i moja umiłowana dietetyczka zasugerowała mi właśnie ten program.

Udaje się znakomicie. Otrzymujemy wszystkie informacje na temat brakujących składników, i tych pozyskanych w nadmiarze. Jestem bardzo zadowolona, chociaż na ten moment kiepsko idzie mi zapisywanie, bo zajmuje dużo czasu. Troch potrwa zanim zacznę pamiętać, ile co waży i jak się nazywa. Ale zabawa przednia, rodzaj puzzli. Można nauczyć się skąd brać składniki pożywienia i jak kombinować, żeby starczyło wszystkiego i nie było nadmiaru.

Akryloamid dla łasuszków

Trafiam czasem na artykuły o strasznościach znajdujących się w smacznych rzeczach. Dzisiaj będzie o takiej jednej, która nazywa się akryloamid (albo akrylamid). Czyha na nas  tam, gdzie podąża nasze łakomstwo, czyli przede wszystkim w produktach wysoko-węglowodanowych, poddawanych obróbce termicznej (>120 st. C.), m.in. w czasie smażenia, pieczenia, podczas obróbki termicznej w mikrofalówce czy w trakcie prażenia. Nie tylko podczas przemysłowej produkcji żywności, ale również w trakcie przyrządzania potraw w domu.
Całość tu: http://mamadu.pl/

Jeszcze dodam, że produkty, w których znajduje się najwyższe stężenie akryloamidu to:
Chipsy ziemniaczane (16-30%)
Chrupki ziemniaczane (4-46%)
Kawa (13-39%)
Ciasta, ciastka i herbatniki (10-20%)
Chleb i inne gatunki pieczywa (10-30%)

O skutkach spożywania już mi się nie chce pisać, bo na samą myśl o tym, ile tego zjadłam w życiu, robi mi się gorąco. Sami poczytajcie.

Tu trochę o tym paskudztwie jest: https://pl.wikipedia.org/

I tu: http://www.ptfarm.pl/

Akrylamid

Jestes-tym-co-jesz

Audycja, wywiad z panią Hanna Stolińską. Warto słuchać i mądrzeć.

http://audycje.tokfm.pl/odcinek/Jestes-tym-co-jesz-O-dietach-cud-nowej-piramidzie-zywieniowej-i-otylych-policjantach-z-Hanna-Stolinska/35168

Tu jest lansowana przez czynniki oficjalne piramida żywieniowa. Zbliża się coraz bardziej do mojego ideału.

Moja osobista piramida jest inna, tłumaczyć nie będę, bo są obrazki. U mnie z uwagi na intensywne ćwiczenia nieco więcej białka pochodzenia roślinnego. Piję tyle, ile lubię.

Wyrzucić kategorycznie

„Pleśń nie polega tylko i wyłącznie na tej zielonej, czasami lekko futrzanej części na powierzchni chleba, aksamitnych kropkach na powierzchni starego owocu czy plamce na powierzchni konfitur, którą można łatwo zdjąć łyżeczką. Ten kolorowy nalot, który widać gołym okiem, to tylko ta niewielka część grzybni z zarodnikami, która wydostała się na zewnątrz. Cała reszta rozgałęzia się i buduje trudne do dostrzeżenia „korzenie” skryte głęboko w naszym jedzeniu.

Ponieważ więc grzybnia i zarodniki na powierzchni jedzenia są tylko częścią pleśni, odkrojenie czy zeskrobanie ich z kawałka chleba, który chcemy zjeść, nie pomoże nam uniknąć zjedzenia, cóż, grzyba.”

„Jeżeli chcesz ochronić swoje jedzenie przed pleśnią, Dr Shoemaker udziela paru rad:

  • Przykrywaj jedzenie, żeby nie dostały się na nie zarodniki pleśni z powietrza,
  • Jedzenie, które szybko się psuje, przechowuj w specjalnych plastikowych pojemnikach i zamrażaj na później,
  • Resztki jedzenia zjedz w ciągu trzech do czterech dni.

I pogódźmy się z tym, że nawet najpyszniejszą babciną konfiturę trzeba będzie w całości wyrzucić, jeśli pojawiła się na jej powierzchni choćby jedna kropka pleśni.”

Całość jest na interesującej stronie, którą z przyjemnością czytuję (reklama):  http://www.crazynauka.pl/

Żeby dobić drogich Czytaczy, jeszcze odrobina na temat pleśni: http://blogpublika.com/

Fragment: „Nawet lekko spleśniałe owoce, warzywa, czy inne produkty należy od razu wyrzucać. Nie trzymać owoców i warzyw w woreczkach foliowych w lodówce. Szczególnie należy uważać na orzeszki ziemne, orzechy i pistacje. Myć często lodówkę roztworem wody, sody oczyszczonej lub octu. Nie jeść resztek gotowanych posiłków, które stały dłużej niż 48 godzin w lodówce.”

Urodziny bezglutenowej weganki

Wszystkiego najlepszego bezglutenowa weganko! 🙂

Oto zdjęcia zrobione pół po ciemku:

ur01

Rzut oka na całość pięknie wyrzeźbioną ze stołu, obrusa, naczyń, ich zawartości i światła. Od lewej: czekoladowe ciasto, zielona sałatka ze szpinaku, majonez wegański, chlebek z gryki, ogóreczki, marcheweczki, cykoria itp, guacamole, pasta baba ghanoush, hummus i chrupki z chipsami.

ur04

To całkiem po lewej w dużej misce nieokreślonego jasno brązowego koloru, to ogromnie wybitny deser, który ma na spodzie czekoladę, kakao i cukier trzcinowy a na wierzchu mango, mogłabym zjeść nawet trzy kilo. Na desce dwa rodzaje chlebków!

ur03

Piękne zbliżenie na czekoladowe ciasto, deser hiperwybitny, sałatkę ze szpinaku, chlebki i majonez.

ur02

Ogóreczki i różne pasty. Piękny to był widok. Szkoda, że zbyt ciemno, ale lampa popsułaby tajemniczość tej kompozycji, więc wolę troszkę mniej wyraźne, ale za to poetyckie i niebanalne.

Weganka w pracy (czyli na żywieniowej pustyni)

Temat ważny. Co jem będąc poza domem w pracy?

Teraz kilka fotografii z opisami. Mogę też wrzucić do mikrofalówki, jeśli jest. Nie przepadam za jedzeniem byle czego, chociaż jestem w stanie nabyć w sklepie pieczywo i pasztet sojowy albo paprykarz na obiad. Jednak, jeśli mogę, staram się jeść to, czego skład ustaliłam sama zgodnie z  moimi potrzebami. U mnie w pracy jest piekarnik i żaroodporne naczynie, do którego można wstawić jedzenie, żeby było ciepłe. Jeśli nie ma czegoś takiego, jem zimne, smakuje mi.

Mam kilka pojemników,z  których nie cieknie i na ogół staram się jadać o wyznaczonych porach, więc mus z nich korzystać.

To jest zupa brokułowa: marchewka, ziemniak, cebula ugotowane i potraktowane lekko podgotowanym na parze i zmiksowanym brokułem oraz koperkiem.

To jest zupa brokułowa: marchewka, ziemniak, cebula ugotowane i potraktowane lekko podgotowanym na parze i zmiksowanym brokułem oraz koperkiem.

Obok pusty pojemnik po brokułowej. Widzimy ugotowany w ziołach duży jaś, cebula, zielenina - różne sałaty, kiszony ogórek. Traktuję to jak sałatkę.

Obok pusty pojemnik po brokułowej. Widzimy ugotowany w ziołach duży jaś, cebula, zielenina – różne sałaty, kiszony ogórek. Na dole zdjęcia są frytki z selera, pokrojony seler – bardzo lekko potraktowany chili, solą i oliwą i upieczony w piekarniku, naprawdę pychota. Traktuję to jak sałatkę.

Miks sałat, batat z pary, ta sama fasolka co powyżej, dymka.

Miks sałat, batat z pary, ta sama fasolka co powyżej, dymka.

Ugotowana kasza jaglana, banan i cynamon.

Ugotowana kasza jaglana, banan i cynamon.

Głodówka i inne ciekawe rzeczy

Mam za sobą wiele głodówek, kiedyś (30 lat temu) były to jednodniówki z celach higienicznych. Nie lubię głodówek więc zaprzestałam robienia ich. Prowadziłam przez pewien czas bardzo niehigieniczny tryb życia w którym istotne w mojej hierarchii było zarabianie pieniędzy, Taka wówczas była konieczność.  Potem (ostatnie dwa lata) robiłam je z powodów zdrowotnych, 6 dniowa, 12 dniowa, 5 dniowa, głodowałam ile mogłam, ile mi staczało mocy. teraz ich nie robię. Opisałam je tu.

Teraz cytuję gazetę i prof. Vetulaniego: „Z upływem lat nasz mózg starzeje się podobnie jak reszta ciała. Czy istnieją jakieś sposoby, aby ten proces spowolnić?

Oczywiście, że mamy takie sposoby, choć niestety te najskuteczniejsze jednocześnie nie są najmilsze. To przede wszystkim głodówka, która opóźnia starzenie i pozwala zachować bystry umysł do końca życia. Polscy naukowcy przed kilkunastu laty, w czasie wielkiego badania polskich stulatków, zaobserwowali, że zdecydowana ich większość ma za sobą epizod głodu. Dziś już wiemy, że nawet jedna głodówka w życiu jest w stanie je wydłużyć – brak pożywienia aktywuje bowiem tak zwany gen długowieczności SIR2 produkujący sirtuinę, białko niezwykle ważne dla podziałów komórek, a to właśnie nieprawidłowości w podziale komórkowym leżą u podstaw procesu starzenia. Głodówka pozwala na aktywację sirtuiny, a co za tym idzie – na przedłużenie aktywności i młodości mózgu.”

Reszta tu: Dlaczego głodówka przedłuża życie.html

Czytamy a potem głodujemy, chociaż jedna dobę od czasu do czasu. Dacie radę?

Chlebek

O chlebku naszym powszednim i przenajświętszym napisano tu: http://salaterka.pl/. Wiec proszę, przeczytajcie. Nie będę kopiować i wklejać. Może tylko wnioski:

Jaki mamy wybór?

  • Możemy zrezygnować całkowicie z pieczywa
  • Możemy zacząć piec chleb samemu, z mąki razowej na zakwasie – wymaga to jednak pewnej ilości czasu i umiejętności
  • Możemy zacząć robić samemu zamiast pieczywa tortille z mąk razowych
  • Możemy poświęcić trochę czasu i znaleźć miejsca, które faktycznie robią dobry chleb razowy – jeśli znacie takie miejsca, lub sami taki chleb produkujecie – napiszcie w komentarzu

 

Od siebie dodam tylko tyle – mam patelnię i na tej patelni robię sobie tortille albo pity albo naleśniki z wybranej przeze mnie mąki, wody i przypraw.

 

Naleśnik się smaży.

Cd. o witaminie D i coś niecoś o K

Istnieją pewne kontrowersje dotyczące dawkowania witaminy D oraz tego czy należy łączyć ją z witaminą K. Postaramy się to rozjaśnić.

Górny tolerowany poziom spożycia witaminy D określony jest jako 4000 IU (International Units, jednostki międzynarodowe) dziennie, natomiast rekomendowana dawka z suplementów w okresie jesienno-zimowym (od września do kwietnia włącznie) wynosi do 2000 IU. Jak widać istnieje pewna przestrzeń między rekomendacjami, a dawką uznawaną za potencjalnie toksyczną. Niektórzy eksperci sugerują większą suplementację, wynoszącą nawet 5000 do 7000 IU, jednocześnie postulując górny limit na poziomie 10 000 IU. Dlaczego oficjalne rekomendacje są niższe?

Dawka suplementu 2000 IU dziennie jest w zupełności wystarczająca u przeważającej większości zdrowych, nieotyłych osób dla uzyskania odpowiedniego stanu odżywienia witaminą D od września do kwietnia PRZY REGULARNEJ SUPLEMENTACJI JUŻ OD POCZĄTKU WRZEŚNIA. Osobiste przeświadczenie o potrzebie stosowania większych dawek może wynikać ze zbyt późnego rozpoczęcia suplementacji standardowo zalecaną dawką i późniejszego stwierdzenia niedoboru w badaniach krwi. W takiej sytuacji dawka nie jest niczemu winna, tym bardziej jeśli okres między włączeniem suplementacji a badaniami jest stosunkowo krótki (wyrównywanie niedoboru witaminy D to kwestia dobrych kilku tygodni!).

Przy suplementacji dawkami nieco wyższymi niż dopuszczalny limit 4000 IU istnieje, choć relatywnie niewielkie, ryzyko wystąpienia hiperkalcemii (czyli podniesionego poziomu wapnia we krwi) u podatnych osób. Jest to zjawisko groźne ze względu na to, że w przypadku lekko podwyższonych stężeń, niekończenie dających bezpośrednie objawy, długoterminowo może sprzyjać tworzeniu się kamieni nerkowych oraz zwapnieniu naczyń krwionośnych. W cięższych przypadkach hiperkalcemii, również mogących potencjalnie wynikać z nadmiernej suplementacji witaminy D (znacznego przekroczenia zalecanych dawek lub przypadkowego przyjęcia bardzo dużej dawki), możemy mieć do czynienia ze zróżnicowanymi objawami, wymagającymi szybkiego leczenia: od ogólnego osłabienia przez nudności, zaburzenia funkcji psychicznych, po niewydolność nerek i zaburzenia rytmu serca.

HIPOTETYCZNIE da się odkładaniu wapnia w nerkach i naczyniach krwionośnych zapobiegać jednocześnie suplementując witaminę K. Stąd niektóre publikacje sugerują protokół zawierający duże ilości witaminy D i K np. dla sportowców w celu podniesienia wydolności. Jednak trzeba zwrócić uwagę, że w przypadku sportowców najważniejsze są sukcesy na zawodach, a ryzyko zdrowotne jest w ich osiąganie wkalkulowane.

Nie zostały dotychczas przeprowadzone badania kliniczne nad połączeniem dużych dawek witamin D i K w zapobieganiu niedoborom witaminy D i potencjalnym negatywnym konsekwencjom wynikającym ze stosowania dużych dawek witaminy D. Dotyczy to wszystkich form witaminy K, w tym mającej bardzo dobrą „prasę” formy MK-7 (typ witaminy K2).

Nie mamy więc dobrej jakości danych na temat skuteczności i długoterminowego bezpieczeństwa takiego połączenia. Potencjalne korzyści z niego wynikające są czysto teoretyczne i żadna poważana organizacja medyczna nie zaleca takiego modelu suplementacji. Jeśli tylko zmieni się coś w tym zakresie, od razu Was o tym poinformujemy.

Po najświeższe informacje na temat witaminy D, zapraszamy Was na nowo założony profil European Vitamin D Association (EVIDAS), założonej przez Profesora Pawła Płudowskiego – autora zaleceń zapobiegania niedoborom witaminy D w Europie centralnej i członka Rady Naukowej Fundacji WIEMY CO JEMY: https://www.facebook.com/Evidas-902724609761886/?fref=ts

Źródła:
http://czasopisma.viamedica.pl/
http://www.phmd.pl/
http://www.jissn.com/
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/
http://www.sciencedirect.com/
http://www.sciencedirect.com/