Marchewka gorejąca z wodorostami

Kończy się już marcheweczka, więc zanim wyprodukuję następną, zaprezentuje moje dzisiejsze drugie śniadanie (na pierwsze zjadłam kaszę, marchewkę gorejącą i kiszoną kapustę)
Skład:
– ziemniaki gotowane na parze
– namoczona garsteczka wodorostów odsączona
– zmielony niełuskany sezam
– marchewka gorejąca
– dymka i cebulka

Proste i piękne.
Wizjonersko i marzycielsko na letnim krajobrazie umieszczona:
DSC05134

Marchewka gorejąca

Natchnieniem była marchewka potraktowana pewną gruzińską, ostrą jak żyleta przyprawą (podarowaną mi przez sąsiadkę, która zwozi różne cuda z krańców świata). Tego czerwonego gruzińskiego piekła już nie mam, ale mam pomysły! Wzięłam zatem marchewkę, starłam ją na tarce i dodałam mieszanki ziół o nazwie „przyprawa kuchni włoskiej”. Ta przyprawa składa się z soli, czosnku, oregano, bazylii, cząbru, cebuli, tymianku, chili i cukru. Na dodatek dodałam sosu Tabasco, a co się będę ograniczać. Marcheweczka została podlana obficie olejem i octem balsamicznym. Poleżała kilka dni w lodówce, przegryzła się i zrobiła się bardzo ponętna smakowo. Nadaje się do wszystkiego. Ma ładny kolor i niezły smak. Grzeje 😉

papu02

Gotowanie

Kilka chłodnych dni i jakieś licho szepnęło mi – zrób zupkę, taką dobrą, z cieciorki, marchewki, ziemniaczków, poczęstuj dzieci, sama podjedz smacznie, przecież wiesz, że robisz pyszne zupki a ostatnio córka ci tyle dobrych rzeczy zrobiła. Bądź miła, zrewanżuj się.. No i klops. Okazuje się że po dwóch miseczkach zupki (była tak dobra że zjadłabym nawet cały garnek, gdybym się nie opamiętała) walę się z nóg jak trup pokonana przez ziemniaczki i cieciorkę. Niestety, przyzwyczaiłam się jeść posiłki, w których większość to surowe składniki i kiedy się już przyzwyczaiłam, nie umiem funkcjonować na 100% gotowanym, zwłaszcza w większej ilości. Trawienie tego czegoś zamienia mnie w zwłoki. Utrupia mnie też łakomstwo i jedzenie ponad miarę. Szejka nigdy nie jest za dużo, podobnie jak sałatki z odrobiną ryżu  czy kaszki.

Wnioski – mało zupki, dużo sałaty i surówek. Dzisiaj kupiłam worek marchewki, zetrę, dodam jabłko i sok z cytryny. To wszystko. Zdjęcia chyba nie muszę robić, każdy pamięta. A niepalona kasza gryczana wygląda bardzo podobnie do pęczaku, też nie muszę robić zdjęcia. Taka porcja gotowanego mnie nie powali. Z gotowanych rzeczy – garść kaszy i jakiegoś strączkowego ‚produkta’ powinna mi wystarczyć na dzień. Reszta na surowo.

A pisząc to zerkam z przyjemnością na lewo, bo tam w kubku dwa banany, dwie gruszki i spora garść liści kapusty pekińskiej zamienione w jasnozielony musik o obłędnym smaku. Gruszki! Słodycz nad słodycze! Słonko dzisiaj się schowało, ale ja mam tu cały czas, w kubeczku na szejki.

Miłej soboty.

Kradzione ciasto z marchewki

ciasto

Surowe ciasto z marchewki

„To ciasto powstało po wykonaniu soku marchwiowego, z którego zostały wytłoczyny, ale można oczywiście przygotować je ze startej marchewki.

 Składniki (na okrągłą formę tortową o średnicy 18-20 cm):

  • ok. 1 kg marchwi – wyciskamy sok i wypijamy, a wytłoczyny używamy do ciasta
  • 2 małe banany lub 1 duży banan
  • sok z 1 małej pomarańczy
  • rodzynki (ok.50g)
  • masa daktylowa (dostępna w sklepach arabskich lub ze zdrową żywnością) lub zmielone daktyle, – ok. 150g
  • szczypta cynamonu i gałki muszkatołowej (opcja)
  • 50g siemienia lnianego

Sposób przyrządzenia:
Wytłoczyny po uzyskaniu soku odkładamy. Rodzynki zalewamy sokiem wyciśniętym z pomarańczy.

Spód: Siemię lniane mielimy w młynku, 1 łyżeczką siemienia posypujemy formę, a resztę siemienia łączymy z masą daktylową. Powstałym ciastem wykładamy spód formy oraz brzegi. 

Warstwa marchewkowa: Marchew łączymy z rodzynkami (razem z sokiem z pomarańczy, w którym się moczyły) i pokrojonymi w plastry bananami. Lekko ugniatamy ręką, aby powstało bardziej zwarte ciasto (nie rozgniatamy za bardzo bananów, aby nie stały się rzadkie). Powstałą masę marchewkową układamy w blaszce na warstwie daktylowej. Całość uciskamy i przybieramy wg uznania. Trzymamy w lodówce przez co najmniej pół godziny. Gotowe! Można przechowywać w lodówce, jeśli coś zostanie. U mnie nie zostało :)”

ŹRÓDŁO