Jarzynki

Marchew, ziemniak, pasternak albo pietruszka, seler, batat (dorzucony na koniec bo szybko się rozpada), wszystko razem uduszone w przyprawie do mięs, obojętnie zresztą jakiej, do złocistego kurczaka tez dobra. Na koniec garść pokrojonej rukoli i płatki drożdżowe. Bywa, że dorzucam dymkę, koperek, namoczone orzechy włoskie albo pestki dyni. Udało mi się zrobić zdjęcie krótko przed zniknięciem, późno sobie przypomniałam o moich obowiązkach dokumentalisty, zatem nie są to gigantyczne ilości, ale za to płatki drożdżowe ładnie wyglądają (drożdżowe płatki to przede wszystkim witaminy z grupy B – w tym witamina B1, B2, B5 i B6).

obiad2

Reklamy

Na parze

Wrzucam na mój dziurkowany pojemnik do warzyw na parze to, co mam akurat w domu, najbardziej lubię buraki i dynię, oczywiście dynię wrzucam kiedy buraki są już miękkie gdyż bardzo szybko mięknie. Używam do moich mieszanek wszystkiego łącznie z kapustą, dzielę je na długo-gotowane i krótko. Krótko gotujące się wrzucam dopiero, kiedy te pierwsze już są miękawe. Chociaż szczerze mówiąc półsurowe też są fajne. Zjadam często nawet nie soląc, ogromne porcje, wielkie góry warzyw na talerzu. Bez niczego. Na zdjęciu zamglone, bo parujące i gorące. Na zdjęciu, jak widać: marchewka, burak, brokuł, dynia, pietruszka, pasternak, kapusta.

naparze

Używam takiego czegoś. Pasuje do każdego garnka.

Pulpa soczewicowa

Lubię pulpy. Pulpa składa się z jarzyn – ugotowana czerwona soczewica, którą po prostu uwielbiam, marchewka, ziemniak, cebula, curry, sól, pieprz i gotowe. Z łatwością się przypala. Właśnie to zrobiła. Pulpa jako, że ma pulpiastą konsystencję i jej urok polega na tym, że łyżka na sztorc stoi, nijak się nie chce nie przypalić. Zwłaszcza kiedy siedzę na fejsie. Ale smrodu nie było wiele, wyjęłam delikatnie to co nie przypalone i podlałam sokiem z warzyw nabytym onegdaj w pobliskim dyskoncie.

Stosowne foto.

Jeden ze znajomych nazywa tego typu jedzenie gipsem. Niech będzie, że to soczewicowy gips do zatankowania (dobre do pudełka do pracy, nie wyleje się)

DSC05139

Śniadanie fasolowe

Tym razem solidne śniadanko:
– fasola jakaś tam (nie pamiętam nazwy, ale ze wschodu i ciemnobrązowa)
– ryż
– rzodkiewka
– suszone pomidory uprzednio przechowywane w pachnącej od przypraw oliwie
– surówka jarzynowa (zestrugana włoszczyzna plus ostre przyprawy plus oliwa i ocet balsamiczny)
– dymka
– cebulka

PYCHA, PYCHA, PYCHA

DSC05153

Pyzy

Naszło mnie zwyczajnie i kupiłam mrożone. Żebym chociaż się wysiliła i sama zrobiła, to nie. Po prostu mrożone, z lenistwa i okropnego żarłoctwa. Do tego udusiłam, a właściwie prawie przysmażyłam jedną cebulkę razem z surówką jarzynową, która dyżurnie spoczywa zawsze w lodówce (starte w wiórki i zalane octem, oliwą i przyprawami). Żeby było nieco gorętsze dodałam orientalnej przyprawy z ostrej papryki, której nazwy nie znam i nie wiem jak się ją robi, bo dostałam ją w prezencie. Ostruta zawsze jakaś się w każdym domu znajdzie chociażby w postaci chili. Obok ogórek kiszony drugiej świeżości, połakomiłam się całkiem niepotrzebnie, smak nie wywraca niestety tym razem. Ale całość wyszła całkiem smaczna.
Z tymi ogórkami zawsze jest loteria, czasem mają wybitne a ostatnio coś marnie.

Zatem pyzy:

DSC05158

Kontynuuję majonezową akcję

Tym razem drugie śniadanie/wczesny obiad

Nieco włoszczyzny, parę ziemniaków ugotowane na parze, tofu, papryczka, cebula, dymka, pieprz, czarna sól i majonez, o którym pisałam ostatnio. Ostał się i trzeba go zjeść, bo ten mój w przeciwieństwie do sklepowych jest normalnie zrobiony i się zepsuje po jakimś czasie. Słońce oświetla mi czule majonezowy poranek.

DSC05137

Zrobiwszy sobie majonez

Majonez powstał na skutek pomyłki. W moim mniemaniu namoczylam sobie słoik ciecierzycy – następnego dnia okazało się że to był słoik soi. Soja jak to soja, do hummusu się średnio nadaje, więc wyprodukowałam sporo mleka a z reszty zrobiłam majonez. Ktoś się mnie tu pytał kiedyś, jakie są proporcje składników. Otóż nie ma. Wrzuciłam soję do blendera, dodałam wytłoczyny po mleku, dwa tycie ząbki czosnku i ocet z jabłek. Ile? Tyle ile mi się wydawało, że trzeba. Po zmiksowaniu spróbowałam, było dobre. Więc machnęłam jeszcze pieprzu i czarnej soli. Dałam do spróbowania koleżance, powiedziała – majonez.

Potem zadowolona wrzuciłam na talerz ugotowane na parze ziemniaki i marchewkę oraz fasolkę szparagową z mrożonki, którą wcześniej ugotowałam. Dymka, papryczka, cebulka i majonez. Ostatni obiad – ew. podwieczorek, ew. wczesna kolacja – ostatni posiłek dnia.

DSC05136

Domowa kostka rosołowa

Przepis znalazłam, ale jeszcze nie testowałam, więc do dzieła 🙂

Składniki:

150 g pora, pokrojonego i dobrze umytego

200g kopru, posiekanego

200g marchwi, oczyszczonej i posiekanej

100 g naci selera

100g korzenia selera , obranego i posiekanego

30g suszonych pomidorów

3 średnie ząbki czosnku

250g sól morska drobnoziarnista

40 g liści pietruszki, posiekanych

60g liści kolendry, posiekanych

Sposób przygotowania:

Zblenduj najpierw razem pierwsze 4 składniki, następnie dodaj 4 następne i powtórz tą czynność. Dodaj sól, natkę pietruszki i kolendrę i zblenduj jeszcze raz wszystko razem. Aż do uzyskania niejednolitej konsystencji. Przechowywać 1 w słoiczku w lodówce, resztę można zamrozić. 1 łyżka bulionu odpowiada 250 ml wody. Dobra rada: porcje możesz zamrozić w plastikowych pojemniczkach do robienia lodu.

Cieciorka w jarzynach

Do ugotowanej cieciorki dowaliłam groszku z puszki, bo sie poniewierał po domu… i zestruganą marchewkę, poza tym cebulę, na to wszystko imbir + mielona gałka muszkatołowa + sól (odrobinkę do smaku dodana na samym końcu ), mielony czosnek – wszystkiego raczej dużo, bez „krempacji”. Wszystko było smażone/ duszone w odrobinie oliwy tak, aby marchewka nie była zbyt miękka.

Podałam z kaszą jaglaną.

Spora część fotografii i przepisów wzięta jest w mojego archiwum. Kiedyś już gdzieś je umieszczałam. Dlatego niektóre fotografie są małe i przepisy bardziej zimowe. Wczoraj na przykład jadłam prawie same surowe rzeczy. Rano pysznego szejka na bazie dojrzałego melona i salaty rzymskiej. Potem trochę fasolki i ziemniaki. Miałam bardzo emocjonujący i zaganiany dzień, więc nawet nie byłam w stanie tego przyprawić i zrobić jakiś sensowny efektowny posiłek, wyjęłam to z garnka łapką w przelocie. Ale po południu, kiedy wróciłam, zrobiłam sobie wielką michę surówki z resztą gotowanej białej fasoli. Surówka była podobna do przedwczorajszej na bazie sałaty rzymskiej i pomidorów. Długo gotowana w majeranku, tymianku, estragonie i lubczyku biała fasolka nie uruchamia mechanizmów odrzutowych i nie lecę po niej w kosmos. Wieczorem jeszcze jeden banan.

To jest niezwykłe, bo z powodów zdrowotnych nie jem tłuszczu ani glutenu. Chwilowo nawet orzechów. I wyobraźcie sobie, nieco schudłam (i tak byłam jak wrzeciono), po czym się zatrzymałam. Jakaś część mojego sadła opiekuje się mną nadal. To jest resztka mojej kobiecości, i ta resztka jest całkiem całkiem. Przeszłam na jakieś inne odżywianie (endogenne?) i nie tracę wagi. To samo było podczas ostatniej głodówki pięciodniowej. Złapałam swoje optimum. Muszę koniecznie wyczaić jakąś wagę i sprawdzić, jakie jest. Moja ulubiona spódnica daje się nosić tylko z agrafką na plecach. Ups. Oj, uśmiecham się tęsknie do maszyny do szycia. Chyba wyjdzie z kąta i popracuje niezadługo.

Coś mi chodzi po głowie o odżywianiu endogennym.  Pewnie to podobny mechanizm, źródło:
„Mechanizm tego zjawiska jest stosunkowo prosty – w momencie zaprzestania zaopatrywania ciała w energię z zewnątrz (pożywienie), organizm, chcąc utrzymać stały poziom homeostazy, czyli warunków środowiska wewnętrznego, zaczyna poszukiwać rezerw.
I znajduje – w postaci zapasów tłuszczu, zmienionych zapalnie komórek, niestandardowych dla danego ustroju związków białka, bakterii, wirusów.
Rozkładając na atomy wspomniane wyżej zapasy, przebudowuje ich strukturę i włącza do organizmu – jako pełnowartościowe komórki, tłumiąc w ten sposób źródła infekcji i usuwając „korzeń choroby”.”

O odżywianiu endogennym jest też dużo TU, przy okazji opisywania skutków i mechanizmów głodówek.

O selerze naciowym słów kilka

Ach, przypomniałam sobie o selerze naciowym, kupiłam krzaczka i dorzucam do szejków codziennie o łodyżce. Nigdy go nie lubiłam, aż mi się coś odwidziało właśnie. Zaczął mi smakować.

„Seler naciowy ma bogatszy skład chemiczny niż seler korzeniowy i należy do najwartościowszych warzyw. Długie, mięsiste ogonki liściowe, spożywane na surowo, gotowane lub duszone, odznaczają się dużą wartością odżywczą, smakową, dietetyczną i leczniczą. Zawierają dużo witaminy C (powyżej 20 mg w 100 g) oraz składników mineralnych,zwłaszcza potasu i wapnia. Znajdujące się we wszystkich częściach rośliny olejki eteryczne działają pobudzająco na trawienie i na czynność niektórych organów, np. nerek. Seler, dzięki zawartości 3-butyloftalidu, obniża ciśnienie tętnicze krwi oraz poziom cholesterolu ,w tym tak zwanego „złego” cholesterolu ? LDL i trójglicerydów, chroni więc przed zawałem i udarem mózgu. Zawiera też psoraleny, związki, które zapobiegają łuszczycy.” (źródło)

Seler jest jedną z najstarszych roślin użytkowanych i uprawianych.

Liście rośliny były wykorzystywane już w starożytnym Egipcie do tworzenia girland dekorujących egipskie mumie. W Starożytnej Grecji i Rzymie seler symbolizował bogów podziemia i zmarłych. Liśćmi selera dekorowano również zwycięzców w Olimpiadzie. Jako warzywo uprawne, seler funkcjonuje dopiero od XVII wieku. Do Polski został sprowadzony przez ogrodników królowej Bony. Uprawiany głownie w ogrodach dworskich i klasztornych, przez długi czas seler był uważany za warzywo luksusowe.
(…)
Seler wzmacnia układ odpornościowy, oczyszcza organizm z toksyn i pobudza przemianę materii, dlatego jest szczególnie polecany w okresie rekonwalescencji po przebytych chorobach, w trakcie powrotu do zdrowia oraz przy stosowaniu diet odchudzających. Roślina w medycynie ludowej jest uważana za afrodyzjak.

Warzywo to wykazuje również działanie moczopędne, dlatego znajduje zastosowanie w przypadku kamicy nerkowej i przy zaburzeniach czynności nerek.

Seler wspomaga także leczenie zapalenia górnych dróg oddechowych i przewlekłych chorób płuc.

Substancje czynne odpowiedzialne za zdrowotne właściwości warzywa to olejki lotne, flawonoidy, furanokumaryny, witaminy i mikroelementy.

Flawonoidy są związkami roślinnymi wykazującymi działanie przeciwzapalne, antyoksydacyjne, uszczelniające na naczynia krwionośne, rozkurczające i moczopędne.

Również furanokumaryny wykazują działanie moczopędne i rozkurczające mięśnie gładkie.

Seler zawiera też sporą dawkę witaminy C (nawet do 150 mg w 100 g produktu) i kompleks witamin z grupy B. Przy tym jest niezwykle mało kaloryczny (nawet jak na warzywo) – w 10 dag bulwy jest jedynie 7 kcal.(…)” (źródło)

Różne przepisy są tu.

I to by było na tyle. 🙂

Nasze poranne (i nie tylko) „szejki”

A na śniadanko szejk (wszystkie poniższe propozycje wrzuciły mi koleżanki „szejkoholiczki”):

– dwa „czarne” banany, pomarańczka, jabłko i spora garść szpinaku, nieco mleka sojowego ubogaconego D i B12, blendujemy

– pół pęczka koperku, pół pęczka pietruszki, 1 banan, pół jabłka, sok z pół cytryny, 1 szkl.wody przegotowanej …. dość gęste i syte.

– banan, odrobina wody, kapusta pekińska, daktyle

– 2 banany, szpinak, cytryna, namoczone migdały

– ugotowane platki owsiane z wiórkami kokosowymi, jabłko, natka pietruszki

– Szejk z gruszką i sałatą rzymską – sałata rzymska zawiera karoten , witaminy B1, B2, PP, C. Jest słodziutka i delikatna w smaku: listki sałaty rzymskiej, dojrzała soczysta gruszka, banan, woda mineralna niegazowana

http://vegejustyna.blogspot.com/2012/01/szejk-z-gruszka-i-saata-rzymska.html

– dowolne owoce z dodatkiem ziaren słonecznika, sezamu, płatków migdałowych, otrąb

– jabłko pokrojone bez gniazd nasiennych, sok wyciśnięty z jednej pomarańczy, 2 suszone śliwki bez pestek, łyżeczki ziaren słonecznika, 2 łyżeczki ziaren sezamu (to mini szejk, osobiście nie schodzę poniżej pól litra, to moje minimum na śniadanie)

– Szejki ze wszystkiego – marchewka i pietruszka też mi wchodzi, osładzam je rodzynkamibananem czy innym owocem. Potrafię dodać dwa ząbki czosnku, albo chili, jeśli jest bardzo słodki, albo dwie łyżeczki kurkumy, jest przeciwzapalna. Z tego co wiem, jest bardzo ważne jeść dużo zielonych części roślin przy takiej diecie. Można zamiast wody czy innego płynu wrzucić tam pół sałaty lodowej, bardzo ładnie rozrzedza. Ona ma to czego nie mają owoce. Dla większej energetyczności można szejka zasilić orzechami (dobrze je przed tym namoczyć).

– 1 banan, 1 pomarańcz (cienko obrana co by biała część skórki została), 2 daktyle, 2 łyżko świeżo zmielonego siemienia lnianego, 1 jabłko, pół szklanki wody, garść namoczonych wczoraj migdałów. Wyszedł trochę gęsty, można dodać mleko sojowe.

– banany, mrożone maliny/truskawki/wiśnie (jeśli nie rozmrożone – wychodzą lody)

szejk malinowy

– urzekający smak to mango plus banan (deserowo bardziej) – perwersi mogą sobie dodać rodzynek, lub namoczonych orzeszków.

– melon z zieleniną jaką bądź (sałata, pekinka), banan, mniam, marzenie

– banan, jabłko, sałata lodowa, mleko ryżowe, pół cytryny

– mrożona mieszanka owocowa, płatki orkiszowe, mleko sojowe dla dzieci i suszone śliwki

Chyba wystarczy. W tej dziedzinie zawsze pozostaje pole do popisu dla twórczych jednostek. Wszelakie inne pomysły wrzucajcie w komentarze. 🙂