Fazy na makorony c.d.

Tu mamy makaron kokardki, na nim ułożyłam kilka łyżek warzyw (mrożonka) duszonych w przecierze pomidorowym z kawałkami pomidorów i z soczewicą. Przyprawy wg uznania (uwielbiam do soczewicy warzywko, słodką paprykę i liście limonki). Można dodać do gotowej potrawy parę kropel oliwy, ładnie podnosi smak. Można dodać przesmażoną na oleju kokosowym cebulkę, robi się przyjemnie słodkawe.

Reklamy

Właśnie jem

Dokonuję profanacji, bo wrzucam foto na bloga prawie w trakcie jedzenia. Na usprawiedliwienie dodam, że już kończę 🙂 Właściwie skończyłam. Było pyszne, zwłaszcza pół surowy brokuł, ale kaszka z warzywkiem też mnie pozytywnie sponiewierała.

Na zdjęciu pół szklanki gotowanej kaszy gryczanej (z warzywkiem i solą), pół szklanki soczewicy (ugotowanej ze zmieloną trawą cytrynową, pieprzem cytrynowym, warzywkiem i solą), pyszny świeżutki ogórek kiszony i potraktowany delikatnie gorącą parą brokuł, wcale nie rozgotowany. Właściwie to była 1/3 brokuła. Reszta czeka. Dodam ją do zupki.

brokuł

Pasztet

Robię pasztety co jakiś czas. Zawsze gdy narobię za dużo gotowanej soczewicy czy fasoli i mam ich dosyć w prostej nieskomplikowanej kulinarnie postaci. Do tego gotuję jarzyny. Miksuję całość, dodaję przyprawy – najczęściej jakaś mieszanka do pasztetu, zawsze gałka muszkatołowa, można też paprykę, chili, lubczyk, pieprz, sól. Wszystko wg uznania. Na koniec dodaję kaszę kukurydzianą i jaglaną, niegotowaną. Czasem inną np pęczak czy mazurską. Fajne są te białe kropki w gotowym pasztecie. Kaszka ugotuje się w trakcie pieczenia pasztetu i wchłonie nadmiar wilgoci. Brytfankę smaruję olejem kokosowym i posypuję mąką, jaką bądź, ostatnio kukurydzianą, bo taką miałam akurat.

Uwielbiam jeść pasztet tak, jak chleb, duże grube pajdy posmarowane chrzanem, keczupem, musztardą. Na zdjęciu ładnie wkomponowało się awokado i papryka.

pasztet

Czas na jarmuż

Mój podwieczorek:
– 3 małe pomidorki
– i mała cebula plus dymka
– jarmuż lekko podparzony na parze (trzy nieduże liście)
– mała cukinia w cieniutkich plasterkach
– gotowana soczewica (pół szklanki) z przyprawami (trawa cytrynowa, pieprz sól)
– połówka czerwonej papryki
– przyprawy: sól, pieprz. czosnek suszony, ocet jabłkowy, kmin rzymski, gałka muszkatołowa, ksylitol

jarmuż

Pulpa soczewicowa

Lubię pulpy. Pulpa składa się z jarzyn – ugotowana czerwona soczewica, którą po prostu uwielbiam, marchewka, ziemniak, cebula, curry, sól, pieprz i gotowe. Z łatwością się przypala. Właśnie to zrobiła. Pulpa jako, że ma pulpiastą konsystencję i jej urok polega na tym, że łyżka na sztorc stoi, nijak się nie chce nie przypalić. Zwłaszcza kiedy siedzę na fejsie. Ale smrodu nie było wiele, wyjęłam delikatnie to co nie przypalone i podlałam sokiem z warzyw nabytym onegdaj w pobliskim dyskoncie.

Stosowne foto.

Jeden ze znajomych nazywa tego typu jedzenie gipsem. Niech będzie, że to soczewicowy gips do zatankowania (dobre do pudełka do pracy, nie wyleje się)

DSC05139

Prawie „groch z kapustą”

Prawie, bo nie groch, a soczewica – jakaś ciemno brązowa drobna odmiana, której nazwy nie pamiętam. Gotuje się szybko (zresztą strączki zawsze namaczam poprzedniego dnia). Do tego kapustka przeze mnie kiszona i marchew – też kiszona. Na wierzchu dymka. To wszystko polane czule oliwą. Nieco ta potrawa siermiężna i na mocne żołądki – mój sobie poradził całkiem ładnie, zwłaszcza że to było moje śniadanie! Czasem sobie robię mocne i ciężkie śniadania. Lubię. Potem odczekam chwile i biorę się za ćwiczenia. Też lubię. Polubiłam też świeżo mieloną malutką mocną kawę. Niestety zdecydowanie lepiej mi się pracuje na dopalaczu. Czasem wspieram się zieloną, czasem yerbą, czasem kawą, a najczęściej robię mix yerbotow-zielono-ziołowy.

DSC04837

Szpinak in love

Mamy tu szpinak, szklankę ugotowanej soczewicy, ogórka kiszonego startego na tarce, 20 cm selera naciowego jak zwykle, nie chciało mi się bawić w wyciskanie czosnku i krojenie cebuli, więc jest dip zrobiony z rozgniecionego awokado, soku z cytryny, kurkumy, pieprzu i kropli oliwy. Amen, język i zęby działają same.

szpinak

Chlebopasztet

Tą piękną nazwą ochrzciła moja córka specyficzny produkt, jaki stworzyłam z powodu nagłego nadmiaru soczewicy. Spodobał mi się ten pomysł i przez kilka miesięcy go udoskonalałam.

1. Składa się ze zmiksowanej soczewicy – to jest podstawowy składnik. Można oczywiście zrobić go z jakiejkolwiek porządnie ugotowanej fasoli czy cieciorki.

2. Do tego jarzynki, takie jak do zupy. I oczywiście wszystko zmiksowane w blenderze na gładką masę.

3. Osobno gotuję kaszę gryczaną, niepaloną albo paloną, jaką mam. Jest tu duża dowolność. Kaszy nie miksuję, bo chcę czuć tą kaszowatość przy jedzeniu.

4. Po czym wszystko razem mieszam w wielkiej misce dodając kilka pojemniczków (z młynka do kawy) zmielonego siemienia lnianego – bardzo podnosi smak i skleja ładnie.

5. Dodaję też przyprawy – sól, pieprz, półtorej paczki przyprawy do mięsa mielonego, albo do złocistego kurczaka, albo pasztetu szlacheckiego, albo do kotletów mielonych czy żeberek. Zresztą pasztetu ostatnio nigdzie nie widuję w pobliskich sklepach i dlatego przerzuciłam się na przyprawy do mięs, różne zresztą. Ich ilość jest dowolna – jedna paczka to zdecydowanie za mało, wszystko po upieczeniu robi się jakieś mdławe. Dwie paczki albo półtorej – sprawdźcie sobie sami/same, jak lubicie.

6. Dodaję również mąki amarantusowej albo gryczanej – jaką mam (to naprawdę obojętne byle nie przesadzić z ilością bo się zrobi mączny pagaj) – i kaszki jaglanej, ładnie skleja. Kaszka jaglana jest nieugotowana! Jej zadaniem, podobnie jak pysznego siemienia lnianego, jest związanie resztek wilgoci.

Piekę w brytfance wysmarowanej oliwą i posypaną jakąś kaszką albo mąką (ostatnio była to mąka amarantusowa) około trzech kwadransów i podaję po wystudzeniu w taki sposób, jak na obrazku. Na zdjęciach widać też mój majonez z soi i kupiony w warzywniaku chrzan. Dobrze smakuje podany zamiast chleba z czymś ostrym jak np ogórek kiszony, musztarda albo surówka z ostrą papryczką. Można go jeść obojętnie o jakiej porze (śniadanie-kolacja), jest nietłusty, bardzo pożywny, ma białko, błonnik, węglowodany i w ogóle jest wszystkim: śniadaniem, obiadem, kolacja i czym tak jeszcze chcecie. 😀

"Chlebopasztet"

„Chlebopasztet”

Sałatka jarmużowo pomidorowa

Jak widać poniżej – zaszalałam. Dorwałam się do specjalnego narzędzia do kombinowania ze zdjęciami dostępnego w Internecie i przez pół godziny produkowałam różne cienie, ramki i inne cuda. Skutek, jaki jest, widać poniżej. Obiecuję więcej nie kombinować 😉
To jest kolejna sałatka., jak na jesień przystało, pomidorowa. Oprócz pomidorka jest w niej blanszowany jarmuż bez łodyżki, soczewica, ziemniaczek, ocet jabłkowy, oliwa, cebula i przyprawy wg uznania, u mnie skąpo – sól i pieprz. Jem to przed komputerem, stąd myszka w zasięgu wzroku. Nie mam czasu na wszystko i czasem łączę przyjemne z pożytecznym.

dsc03425

Soczewica

Soczewica, marchewka, seler, pietruszka, cebula, ziemniak, papryka, dużo mielonej suchej papryki słodkiej, chili, koperek, cytrynowy listek nie pamiętam nazwy roślinki, ale robi lekki zapach cytryny, sól, pieprz, kilka łyżek kaszy kukurydzianej - uwaga lubi przywierać do dna i koniec. Dobre, jest na kilka dni.

Soczewica, marchewka, cebula, ziemniak, papryka, dużo mielonej suchej papryki słodkiej, moc curry, koperek, cytrynowy listek – nie pamiętam nazwy roślinki, ale robi lekki zapach cytryny, sól, pieprz, kilka łyżek kaszy kukurydzianej – uwaga: lubi przywierać do dna, trzeba mieszać i koniec. Dobre jest, na kilka dni 🙂

Niech żyją soczewica i cukinia

Stało się tak, że mi się pokończyły różne rzeczy, ale soczewica się ostała. Znalazłam też w kuchni marchewkę, ziemniaczka i cebulę. Znalazłam i użyłam. Do tego dwa ząbki czosnku, pieprz, sól, sporo chili i  papryka. Pieprz cytrynowy się znalazł – lubię cytrynowe aromaty przy soczewicy. Dorzuciłam do gotowania łodyżki po zjedzonym koperku. Na wierzch też dosypuję koperku, akurat nie miałam pod ręką. Potrawa ta nie jest zupą, a gęstą sycącą pyszną paszą, w której łyżka na sztorc stoi. I tak oto w obliczu pustych słoiczków powstała spontanicznie nie planowana pyszna potrawa, którą tu przedstawiam.

Jest pewien haczyk. Dostałam bardzo dużo cukinii, cztery wielkie sterowce żeglują na kuchennym blacie (nigdzie się nie mieszczą). Dodaję je teraz do wszystkiego. Tu zmiksowałam jedną cukinię z odrobiną wody i w tej zielonej mazi ugotowałam moją soczewicę.

Ci, którym potrzeba więcej kalorii, dolewają sobie na talerzu oliwy czy oleju.

DSC03193

Wartości odżywcze soczewicy na 100 g produktu
Składniki pokarmowe Witaminy Składniki mineralne
woda 11,2 g witamina A 25 mg magnez 100 mg
energia 330 kcal witamina B1 0,5 mg fosfor 450 mg
błonnik 10,7 g witamina B2 0,2 mg żelazo 9 mg
białko 28 g witamina B6 0,5 mg sód 10 mg
tłuszcze 1,2 g witamina C 6,2 mg wapń 50 mg
węglowodany 57 g witamina PP 2,6 mg potas 900 mg

Przedstawiam sto gramów cukinii:

Kaloryczność 15 kcal
Białko 1,2 g
Tłuszcz 0,1 g
Cholesterol 0 mg
Węglowodany 3,2 g
Błonnik 1 g
Sód
< 575 mg

W cukinii są flawonoidy, żelazo, wapń, fosfor, potas, magnez, beta karoten, witaminy: C, A, K, B1 i B2 oraz witaminę PP. Gromadzi mało metali ciężkich z gleby, właściwie nie odkładają się one w niej wcale. Jest polecana przy problemach z nadkwaśnością ponieważ odkwasza organizm i pozytywnie wpływa na proces trawienia. Dodaję ją też do szejków 😀

Zaprosiłam gości

Ponieważ moi goście byli mięsożercami, postarałam się zrobić im coś co ich mocno nasyci, żeby mi nie wyszli głodni. Na co dzień, jak na moje standardy, jedzą tłusto i ciężko, coś trzeba było zrobić mocno energetycznego i sycącego.

Na pierwsze danie była zupka z soczewicy: zielona i czerwona soczewica, marchew, cebula, ziemniaki, korzeń i natka pietruszki, koperek, ząbek czosnku, przyprawy (bazylia, majeranek, sól, pieprz, lubczyk). Po ugotowaniu większość zupy lekko zmiksowałam. Część soczewicy pozostawiłam niezmiksowaną. Zabieliłam mlekiem kokosowym. Posypałam koperkiem i lekko zrumienionymi płatkami migdałowymi

Na drugie placuszki z kaszy gryczanej i tofu: tofu, gotowana kasza gryczana, cebula i szczypior drobno posiekane, koperek, mielone siemię lniane, odrobina oliwy, sól, pieprz, mąka grochowa do sklejenia. Ciasto sformowałam w placuszki i usmażyłam na oleju.

Do placuszków gotowy sos słodko kwaśny doprawiony suszonymi pomidorami, chili i mlekiem kokosowym.

Oprócz tego podałam ryż z warzywami: dodałam do gotującego się ryżu brązowego pokrojoną marchewkę, pietruszkę, natkę, cebulę i na koniec paprykę. Dużo curry i kurkumy, sól, pieprz. Tu jest duża dowolność – ryż, marchewka i curry to baza, resztę można sobie urozmaicać w zależności od zawartości lodówki.

Dip z jarmużu: posiekany jarmuż leciutko podgotowany i zmiksowany z orzechami włoskami, siemieniem lnianym, papryką czerwoną, bazylią, płatkami owsianymi, cebulką, sokiem z cytryny, czosnkiem, pieprzem, solą.

Na deser budyń ze zmiksowanego banana i mango z odrobiną mleka sojowego i borówkami amerykańskimi w środku.

Potem kawa po turecku z mlekiem sojowym dla dzieci – tym słodkawym z żyrafą (lubię je najbardziej do kawy)

Smakowało.

biad duży

Zaczęło się od wysiania fasolki mung na kiełki

To jest namoczona fasolka mung, którą – kiedy spęczniała – przerzuciłam na sitko. W tym sitku od czasu do czasu przepłukuję ją wodą. Prawda, jak ślicznie wyglądają? To wczorajsze zdjęcie. Dzisiaj były jeszcze dorodniejsze, więc zaczęlam je jeść. Więc zaczęło się od tej fasolki, a teraz jest jej za dużo, za gęsto i nie nadążam z jedzeniem. 🙂

Posiekałam pekinkę, na to wrzuciłam kiełki, a na kiełki pomidora i dymkę. To wszystko potraktowałam swoimi ulubionymi ziołami, dzisiaj była to przede wszystkim kurkuma i imbir. Jest duża dowolność przyprawowa i zostawiam ten temat inwencji artystów surówkowiczów. Nie dodałam żadnego oleju, bo nie trzeba, wystarczył mi sok z połowy cytryny. Ale jeśli ktoś lubi akurat się ponatłuszczać – jakikolwiek olej, rozgniecione awokado lub miazga sezamowa jak najbardziej zalecana. Ewentualnie mielone orzechy czy pestki. Weganie powinni jeść codziennie różne pestki, orzechy i takie tam, jasna sprawa.

Stosowne foto załączam (to jest duży głęboki talerz, full):

surówka z kiełkami

Nie jestem pomidorojadem, ale zdecydowanie lepiej tak to wygląda, dlatego dodaję. Estetyka potrawy dobrze robi mi na trawienie.
Do tej fury trawska dodałam solidną porcję ugotowanej niepalonej kaszy gryczanej i soczewicy. Ledwo zjadłam.
To znaczy nie zjadłam, pękłam, umarłam, a potem zmartwychwstałam. Trochę zostało na potem. Kolejna śmierć z rozkoszy. 😉