Ostatnia działkowa wyprawa

Niedawno nagle się okazało, że jadę na działkę. Miałam pół godziny na przygotowanie się i nieoczekiwanie pobiłam wszystkie swoje rekordy. (Bardzo chciałam poczęstować kolegę, który mnie tam zawiózł, pysznym jedzonkiem.)

Zupka dyniowa: dynia, ziemniak, marchew, cebula, warzywko, curry, sól, pieprz – dobrze zmiksowane na gładką masę. Była gorąca, kiedy wyłożyłam ją do miseczek, bo nie zdążyła wystygnąć po drodze, ciepło było.
Twarożek z tofu: tofu, mleko sojowe, cebulka, koperek, sól, ocet jabłkowy – zmiksowane lekko blenderem.
Do tego chleb na zakwasie ze sklepu, pomidorki i śliwki i była fajna ucztka.

ob3

Kolejny „pracowy” wiktuał :)

To jest pyszna zupka: ziemniaczek, marchewka, cebula, liście pietruszki i selera, troszkę dyni, niesłodzone mleko sojowe, nieco izolatu białka sojowego dla większej mocy, przyprawy i koperek, olej rzepakowy (na końcu). Bardzo proste i bardzo pyszne, bo jarzynki z kooperatywy mają zdecydowanie lepszy smak niż te z marketu i są świeższe. Naprawdę nie ma problemu z jedzeniem, kiedy się jest w pracy. Nie trzeba biegać po knajpach w porze lunchu i wydawać kupy kasy. Taka zupka zrobiona rano jest długo ciepła, mam pojemniczki o 100% szczelności i gra, i wiem co w niej jest🙂

Piszę to dlatego, że wiele osób twierdzo że nie może być na jakiejkolwiek diecie z powodu pracy. Dla chcącego nic trudnego.

ob1

„Pracowo” pudełkowe

Kiedy jadę na cały dzień do pracy ładuję moje jednodaniowe frykasy do pudełka, z którego nic nie wycieka, Oto przykład:
gotowane ziemniaki (albo na parze albo w wodzie z konkretną przyprawą np do złocistego kurczaka albo do grillowanego mięcha), namoczone glony, dymka, cebulka, żółta papryka, rzymska sałata odrobina tofu, jak zwykle. Przyprawy w tym: zmielony sezam, ocet jabłkowy i olej rzepakowy, pieprz cytrynowy.

s002

Szaleję z pomidorkami

Dostaję czasem 5, albo 3 kilo. Wybieram te najmiększe, robię z nich sok albo zupę. Reszta ląduje w sałatkach, ciepła i słodka (nigdy nie trzymam ich w lodówce, tracą smak).

Co tu mamy? Rukolę albo sałatę, pomidory, rzodkiewkę (ze wsi, a konkretnie z kooperatywy spożywczej), tofu, dymka, ryż, sok z cytryny, pestki słonecznika,przyprawy, tu chyba nawet oliwki wylądowały.

s001

Eksperymenty na zwierzętach

Prof. Andrzej Elżanowski z PAN (…): sama unijna dyrektywa jest mało restrykcyjna. – Jest dużym zwycięstwem lobby biomedycznego na poziomie europejskim. Na dodatek wdrożenie jej w Polsce degraduje tę dyrektywę na każdym kroku. Gdzie tylko można, przepisy są psute, osłabiane lub pomijane. Taka jest najwyraźniej polityka urzędników, niewątpliwie kierowana przez lobby eksperymentatorów.
Kim są „eksperymentatorzy”? – To stosunkowo niewielka społeczność badaczy, którzy nie umieją robić nic innego, tylko eksperymentować na zwierzętach. Oparli na tym swoje kariery naukowe i walczą o status quo – mówił prof. Elżanowski. – Napędza to przemysł biomedyczny, farmaceutyczny, w którym jest dużo pieniędzy. Niektóre instytuty z tego żyją – dodał.

Więcej tu, polecam: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/

elż

Jak wygląda 100 kalorii

A tu kilka zdjęć. Bardzo pouczające zestawienie, które składnia do słusznych wniosków – czym należy zapełniać brzuszek co by nie zgromadzić zbędnych kalorii.

Serek – tylko dwie kosteczki

Brokuł

Spora garść malutkich marchewek (ten manewr stosuję często na kolację)

Kilka suszonych fig.

Po resztę wskoczcie pod link: http://www.mymodernmet.com/

Naprawdę warto.

Poza tym 100 kalorii ma średni banan, ok 300 g truskawek (pół litrowy pojemnik),  jedno wielkie albo dwa małe jabłka, dwie gałki lodów, półtorej kromki chleba baltonowskiego lub niecała kajzerka, kieliszeczek (50 ml) czystej wódki, zwykły kieliszek pół- i wytrawnego wina, niecałe pół butelki piwa…. Decydujcie co fajniejsze – truskawki czy wódeczka?😉

Zdrowa długowieczność dr Shigeaki Hinohara z Japonii

Pan doktor mało je, a sporo pracuje. Sądzi, że energię czerpiemy z dobrego samopoczucia, a nie z pożywienia lub dużej ilości snu. Jego zdaniem nie ma sztywnych reguł dotyczących jedzenia kolacji lub godzin spędzonych na spanie. Uważa, że zwierzęta I terapia muzyką mogą pomóc o wiele bardziej niż lekarze sobie wyobrażają.

Wszyscy długowieczni ludzie, bez zważania na rasę, płeć lub narodowość, mają jedną wspólną cechę – nie mają nadwagi.

Resztę przeczytajcie tu: http://warsztatdobregoslowa.pl/103-letni-japonski-lekarz-wyjawia-sekret-swojej-dlugowiecznosci/

Zdjęcie Ayumi Sakamoto stąd http://www.ayumisakamoto.com/current/dr-hinohara-a-hundred-years-old-doctor

Buraczane frytki

Wreszcie znalazłam sposób na buraki, którymi jestem po prostu przysypana ostatnio. Bycie przysypanym przez buraki to samo zdrowie🙂

Nieco podgotowałam na parze. Pocięłam w zgrabne kawałki, otoczyłam bardzo lekko i zwiewnie olejem rzepakowym. Mgiełkę chili i soli, i siup do wygrzanego piekarnika na pół godziny (na papier do pieczenia lub insze ustrojstwo, u mnie silikonowa tacka do pieczenia).

Smaczne, jak to buraki – słodko pikantne.

frrr

Krótka zupka

Mam strasznie dużo cukinii. Czasem myślę, że cała cukinia z kosmosu ląduje w mojej lodówce. Jem ją w sałatce pomidorowej, w porannym szejku, w sałatce ogórkowej i zielono sałatowej, w leczo, w zupce i kombinuję jeszcze co by zrobić frytki cukiniowe, ale nie próbowałam, nie wiem czy wyjdą.

A teraz krótka zupka, krótka bo niezmiernie szybko ją zrobiłam. Prawie wszystkie warzywne składniki są z kooperatywy, czyli wyhodowano je parędziesiąt km ode mnie bez szaleństwa chemicznego. (co widać czasami w postaci interesującej fauny wyłażącej z pomiędzy liści, rzecz nie do pomyślenia na warzywach z dyskontu czy innego marketu)

Ziemniaczki, marchewki, starta cukinia, por, seler, zielona pietrucha, cebula, ząbki czosnku, pieprz, sól, warzywko, lubczyk, imbir, kumin, odtobina mąki owsianej, listek laurowy, ziele angielskie. Miałam w jakimś zakamarku zupę grzybową w proszku, kupiłam kiedyś jadąc w podróż, żeby mieć urozmaicenie, teraz ja uruchomiłam, niewiele było tej chemii na cały gar ale wybitnie podniosło smak, to była zupka grzybowa. Pycha.

Ziemniaczki, marchewki, starta cukinia, por, seler, zielona pietrucha, cebula, ząbki czosnku, pieprz, sól, warzywko, lubczyk, imbir, kumin, odrobina mąki owsianej, listek laurowy, ziele angielskie.

Pycha.

 

Post

Będąc świeżo po rozmowie z dietetyczką: doczytała w mądrych książkach, że ludzki organizm nie jest przystosowany do ciągłej podaży pełnowartościowego i wysokokalorycznego pożywienia. Wręcz przeciwnie – jest właśnie przystosowany do okresowego niedojadania i dlatego ona swoim pacjentom/klientom sugeruje raz w miesiącu okres niskokaloryczny (trzy dni? tydzień? do wyboru). Polega na jedzeniu warzyw (surowych i gotowanych) oraz owoców, oczywiście tych niskokalorycznych (dieta Dąbrowskiej się kłania). Organizm wtedy uruchamia swoje naturalne moce. Po prostu taka jest nasza natura, Stąd zapewne w wielu religiach (które, co by nie mówić, ongiś były jedyną wiedzą o świecie i naszym dobrostanie przekazywaną sobie ustnie przez pokolenia) zaleca się posty. Stąd z całą pewnością taka ilość chorób cywilizacyjnych w społeczeństwach dobrobytu, a taka mała w tych najbiedniejszych.

Teraz idealna pora. Bo w lecie łatwiej się znosi brak kalorii (ciepło i słońce). Do boju!😀

Pesto

Pesto urosło mi nagle w kuchni, kiedy okazało się, że leżę pogrzebana pod stertą zieleniny i kompletnie nie wiem co z nią zrobić. Takie są skutki podpisania z producentem z pobliskiej kooperatywy umowy na małą paczkę warzyw raz w tygodniu. Dodam, że skutki są dobroczynne, pławię się w szejkach, sałatkach i wszelakich dobrach już od dość długiego czasu.

Zatem pulchny pęczek dorodnej świeżutkiej natki pietruszki plus garść bazylii z doniczki, 3/4 szklanki mieszanki niesolonych orzechów i pestek z dyni namoczonych poprzedniego wieczoru, trzy ząbki czosnku (zaszalałam), trochę ponad połowa filiżanki oliwy, sól, pół filiżanki płatków drożdżowych, blender (było za gęste, blender się dławił i potraktowałam to przegotowaną wodą).

Na obiad były gotowane na parze jarzyny (od tegoż farmera oczywiście) potraktowane cudownym pesto.

pesto

Dalszy żywot pak choyowej pulpy

Nie ukrywam że mi wyszło trochę tego za dużo. Ostatnią porcję uruchomiłam twórczo w stronę chłodnika. Wrzuciłam pak choya, (na którego przepis jest TU) do niesłodzonego mleka sojowego z rozpuszczoną połową łyżeczki miso. Dodałam wciśnięty ząbek czosnku, ogórek, dymkę, koperek, rzodkiewkę, sól, pieprz cytrynowy.

Chłodnik bez buraczków. Pycha.

2016-06-21 15.22.18

 

Obiad

Jak widać na zdjęciu zgodnie leżą sobie na talerzu:

        Kasza gryczana (podgrzana i lekko przypalona)
        Kalafior (gotowany na parze)
        Ćwiartka awokado
        Pół dużego pomidora
        Kilka trawek dymki
        Pół kostki naturalnego tofu polsoji

Wszystko potraktowane czarną solą i cytrynowym pieprzem. To mój obiad resztkowy😉

2016-06-19 13.07.33

Pak choy’owe burrito

Ostatnio mój „lokalny rolnik” uracza mnie obfitymi snopkami zieleniny, w tym dużą ilością chińskiej kapusty. Tym razem udusiłam jedną wielgachną razem z liści lubczyku, kalafiora, koperkiem, dwoma ząbkami czosnku, resztką wczorajszej soczewicy (ugotowanej na ostro w pikantnej przyprawie do skrzydełek)  i przyprawami. Przeprosiłam wszystkich przedstawicieli fauny, którzy usiłowali na pak choy’u przedłużyć swój gatunek (zielenina była niepryskana), zmylam ich wodą i hop siup do gara.

Lubczyk, świeżutki i pachnący prosto z ogródka sąsiadki.

Lubczyk, świeżutki i pachnący prosto z ogródka sąsiadki.

 

Przyprawy: pieprz, przyprawa do ziemniaków (gotowa mieszanka), cząber,

Przyprawy: czosnek, pieprz, przyprawa do ziemniaków (gotowa mieszanka), cząber, asafoetida, papryka, warzywko, sól. Oprócz tego wrzuciłam też ok 15 g izolatu białka sojowego wybełtanego z wodzie (lekki zagęstnik).

 

Mało efektowna mamałyga wyszła.

Mało efektowna mamałyga wyszła.

 

Ciasto do naleśnika było z mąki owsianej i kukurydzianej. Bezecnie pokropiłam mamałygę w środku ostrym keczupem. Pycha.

Ciasto do naleśnika było z mąki owsianej i kukurydzianej. Bezecnie pokropiłam mamałygę w środku ostrym keczupem. 

Można dorzucić gotowaną fasolkę, kukurydzę albo surową paprykę i co tylko kto chce.

Pycha.

 

Pudełkowo – pracowo

Jedzenie pudełkowe świetnie wpływa na zdrowie i stan portfela. Przedstawiam pudełko pracowe, jedno z wielu.

Zawartość: pak choy czyli chińska kapusta uduszona z przyprawami, czosnkiem, koperkiem. Do tego tofu i młode ziemniaczki. Na wierzchu świeży koperek plus pachnąca para. Jest ciepło, w pracy mogę zjeść to na zimno. Smaczne. Dla lubiących ekscesy polecam keczup.

2016-06-19 10.43.54